Reklama

Reklama

Poseł Michał Szczerba: Policjant złamał rękę protestującej. Rzecznik policji odpowiada

- Rzadko wskutek użycia siły przez policję dochodzi do uszczerbku na zdrowiu. Zawsze sprawdzamy takie sytuacje - zapewnił rzecznik KSP nadkom. Sylwester Marczak pytany o doniesienia, że policjant złamał rękę protestującej. Jak dodał, policjanci proponowali jej odwiezienie do szpitala, ale im odmówiła.

Rzecznik KSP został zapytany w czwartek o informacje, że jednej z uczestniczek środowego protestu w stolicy policjant złamał rękę. O sytuacji informował m.in. poseł KO Michał Szczerba. "Wczoraj tuż przed północą, po interwencji na komisariacie przy Wilczej, zawiozłem na ostry dyżur 19-letnią Aleksandrę, której policjant złamał rękę. Czeka ją operacja. Uczestniczyła w pikiecie solidarnościowej. Została siłą zabrana do radiowozu. Zażądałem wyjaśnień @Policja_KSP" - napisał na Twitterze.

Reklama

Poseł KO, szef warszawskiej PO Marcin Kierwiński pytał z kolei na Twitterze, czy "połamanie ręki młodej dziewczynie i uporczywe niedopuszczanie do niej lekarskiej pomocy, to są nowe metody policji".

Jak podkreślił nadkom. Marczak, w tym przypadku mamy do czynienia z interwencją wobec osoby, która łamała prawo. - Mamy do czynienia z zakłócaniem porządku publicznego. Mamy do czynienia z licznymi komunikatami ze stronu policjantów o zachowanie zgodne z prawem. Mamy do czynienia z informacją przekazywaną ze strony policjantów, że będą użyte środki przymusu bezpośredniego. Niestety te wszystkie komunikaty spotkały się z brakiem reakcji ze strony osób, wobec których były kierowane. Stąd użycie siły fizycznej - podkreślił.

- Osoba została przeprowadzona do radiowozu i dopiero w radiowozie wskazała, że ma bóle ręki. W tym przypadku policjantka, która m.in. prowadziła czynności z osobą, wstępnie sprawdziła rękę - wskazał. Jak relacjonował, kobieta nie miała widocznych obrażeń, ale z uwagi na ból, na który się uskarżała, informację przekazano do pogotowia ratunkowego. To jednak nie przyjechało.

"Policjanci zaproponowali pani, że mogą ją odwieźć do szpitala"

Nadkom. Marczak zwrócił uwagę, że "musimy mieć świadomość tego, w jakich czasach żyjemy". - Zagrożenie epidemiologiczne powoduje, że pogotowie ma bardzo dużo pracy i nie ma po prostu możliwości, by na każdą tego typu sytuację przyjeżdżało. Bardzo często spotykamy się z sytuacjami, w których właśnie w trakcie prowadzonych zabezpieczeń pogotowie nie może przyjechać - powiedział.

Zaznaczył jednak, że funkcjonariusze na tym nie poprzestali. - Policjanci zaproponowali pani, że mogą ją odwieźć do szpitala. Ta jednak odpowiedziała, że ona nie będzie z policjantami nigdzie jeździć. W związku z powyższym policjanci po wykonaniu czynności zwolnili osobę - wyjaśnił.

"Policjanci nie są stroną jakiegokolwiek konfliktu"

- W ostatnim okresie bardzo często mamy do czynienia z ogromną ilością oszczerstw kierowanych wobec policjantów. Bardzo często osoby zapominają o tym, co jest przyczyną działań policjantów. Bardzo często skupiają się na skutkach, zapominając o tym, że wielu rzeczy można byłoby uniknąć, gdyby spełnione byłyby podstawowe warunki. Po pierwsze, gdyby osoby nie łamały prawa, nie byłoby konieczności interweniowania ze strony policjantów. Po drugie, jeżeli już złamały prawo, to nie byłoby konieczności używania środków przymusu bezpośredniego, gdyby reagowały na komunikaty i polecenia wydawane ze strony policjantów - podkreślił rzecznik KSP.

Jak wskazał, celem policjantów, którzy stosują środki przymusu bezpośredniego, nie jest spowodowanie jakiegokolwiek uszczerbku na zdrowiu, lecz tego, aby dana osoba zachowywała się zgodnie z prawem. - Niestety bywa tak, że na skutek użycia siły, może do takiego uszczerbku na zdrowiu dojść. Zdarzają się one niezwykle rzadko, ale jednak mają miejsce - zaznaczył.

- W tym przypadku, jak w wielu innych przypadkach, my nie wyrokujemy - my przede wszystkim sprawdzamy każdą sytuację, w której na skutek użycia środków przymusu bezpośrednio dochodzi do spowodowania uszczerbku na zdrowiu - zaznaczył rzecznik KSP. Na pewno jednak - dodał - policja nie pozwoli sobie na wskazywanie już teraz, że czyjeś zachowanie było nieodpowiednie, na co pozwalają sobie inni.

Jak podkreślił nadkom. Marczak, tego typu sytuacji można uniknąć zdecydowanie wcześniej. - Policjanci, w przeciwieństwie do tego, co wiele osób próbuje udowodnić, nie są stroną jakiegokolwiek konfliktu. Policjanci robią to, do czego są powołani - czyli do pilnowania ładu i porządku. Jeżeli mamy do czynienia z zakłóceniem porządku publicznego, policjanci mają reagować - zapewnił.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy