Reklama

Reklama

Poniedziałek Wielkanocny, czyli tzw. śmigus-dyngus

Drugi dzień świąt Wielkanocy traktowany jest przez polski Kościół katolicki jako kontynuacja święta zmartwychwstania Chrystusa. W tradycji ludowej Poniedziałek Wielkanocny, znany jest jako śmigus-dyngus albo lany poniedziałek. To dzień pełen wesołości, towarzyskich spotkań i zabaw.

Kiedyś były to dwa odrębne zwyczaje - śmigus oznaczał smaganie rózgami po nogach, zaś dyngus - oblewanie wodą i zbieranie datków stanowiących wielkanocny "okup".  

Reklama

W wielu krajach, także w Polsce, przez długi czas - do XVII wieku - świętowano Wielkanoc przez trzy dni. Dyngus trwał dwa. W poniedziałek wielkanocny panowie oblewali wodą panie, a we wtorek wielkanocny, zwany trzecim świętem wielkanocnym - panie oblewały panów. 

Polewali te panny, które się im podobały


Opolska folklorystka i etnolog z Katedry Kulturoznawstwa i Folklorystyki Uniwersytetu Opolskiego prof. Teresa Smolińska, opowiada, że oblewanie wodą było rodzajem wyróżnienia - nie każdą pannę w ten dzień polewał kawaler, a jedynie tę która mu się podobała.

Polewając ją - garnkiem albo wiadrem - miał zapewnić zdrowie i urodę oraz gładką cerę bez pryszczy.

- W tej zabawie można się też doszukać aspektów płodnościowych. W końcu ziemię polewa się po to, by rodziła - stwierdziła prof. Smolińska. W zamian za polanie każda panna musiała temu, który ją polewał, dać kroszonkę - typowe dla Śląska, ale też Warmii i Mazur, wielkanocne kolorowe jajko wydrapane ostrym narzędziem.

Bywało, że kolorowych jaj w śmigus-dyngus panny rozdawały nawet dwie kopy (czyli 120 sztuk). Według jednego z nieżyjących już opolskich twórców ludowych, na którego powołała się prof. Smolińska, kolor kroszonki, którą panna dawała kawalerowi, nie był bez znaczenia.

- Fioletowe dostawał stary kawaler. Miało mu ono sugerować, że czas już na ożenek. Żółte jajo panny miały dawać tym chłopcom, których nie chciały - wyjaśniła prof. Smolińska.

Śmigus-dyngus, polewanka i oblaniec

W miastach oblewanie się wodą nie było powszechne. Tam dyngus uchodził za błahostkę. Jak podają historycy, "amanci dystyngowani chcąc tę ceremonię odprawić na amantkach swoich bez ich przykrości, oblewali je po ręce, a najwięcej po gorsie, małą sikaweczką albo flaszeczką".

W zależności od regionu na śmigusa mówi się również dzień św. Lejka, oblewanka, polewanka i oblaniec.

W ubiegłych latach zwyczaj oblewania wodą nabrał, szczególnie w miastach, zupełnie innego charakteru. Były przypadki, gdy młodzi ludzie wiadrami wody oblewali nie tylko przechodniów, ale też jadące ulicą samochody...






Dowiedz się więcej na temat: Wielkanoc | Poniedziałek Wielkanocny | śmigus-dyngus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy