Reklama

Reklama

"Początkowo papież myślał, że to rzeczywiście jakiś lek"

​- O tym, że Papież Franciszek poleci wiernym mój wynalazek, dowiedziałem się przedwczoraj wieczorem. Byłem zaskoczony - mówi diakon Błażej Kwiatkowski z Gdańskiego Seminarium Duchownego, twórca miserikordyny. To opakowanie przypominające lek, w którym znajduje się różaniec i obrazek Jezusa Miłosiernego. W niedzielę w Watykanie papież polecił wszystkim to "duchowe lekarstwo". Do zgromadzonych trafiło 30 tysięcy takich zestawów. - Miserikordyna to nic innego jak Boże Miłosierdzie - tłumaczy diakon Kwiatkowski w rozmowie z reporterem radia RMF FM.

Kuba Kaługa: Jak to się w ogóle stało, że ten lek znalazł się w rękach papieża i dzięki temu cały świat o nim usłyszał?

Reklama

Błażej Kwiatkowski: Dwa lata temu w naszym seminarium powstał ten pomysł jako niespodzianka, upominek dla młodzieży, która przebywa do seminarium na Dzień Modlitwy Młodych. Pomysł jakoś rozszedł się po Polsce i w sobie wiadomy sposób, jak to bywa z takimi dziełami Bożymi, Opatrzność doprowadziła do tego, że znalazł się najpierw w rękach arcybiskupa Konrada Krajewskiego, nowo mianowanego jałmużnika papieskiego, który pokazał tę miserikordynę papieżowi.

Jak papież Franciszek zareagował?

 -  Papież z początku myślał, że rzeczywiście to może być jakiś lek. Zobaczył tam różaniec, obrazek Chrystusa Miłosiernego. Bardzo się ucieszył, roześmiał się wręcz. Dzięki temu postanowił, że należy te opakowania rozprowadzić wśród wiernych na placu Świętego Piotra. Cieszę się, że dzięki tej formy zaproszenia wiernych do modlitwy właśnie Boże Miłosierdzie staje się bardziej popularne, a z drugiej strony jest to też dla nas jako dla Kościoła gdańskiego, jako dla wspólnoty seminarium duchownego radość, że mamy swój taki maleńki udział w tym dziele,  jakim jest głoszenie światu Bożego Miłosierdzia. To jest naprawdę wielka radość, bo to jest coś niesłychanie pozytywnego i potrzebnego dla każdego człowieka usłyszeć słowa otuchy, nadziei, umocnienia, które daje Bóg, bo rzeczywiście nie tylko ciało człowieka choruje, ale również i dusza z powodu różnych problemów, chociażby moralnych.

Wyjaśnijmy co to jest miserikordyna?


 - Opakowanie, które do złudzenia przypomina lek, który może być dostępny w aptece. Zawiera obrazek Chrystusa Miłosiernego, różaniec oraz ulotkę, w której są zawarte wszystkie potrzebne informacje do tego, aby się pomodlić, aby zwrócić się do Boga poprzez odmawianie koronki do Bożego Miłosierdzia. Są tam również słowa zaczerpnięte z dzienniczka świętej siostry Faustyny Kowalskiej, od której można by powiedzieć na nowo rozpoczęło się w Kościele przypominanie światu tego przymiotu Boga, którym jest miłość miłosierna.
Miłość, która przebacza człowiekowi grzechy. 


A czy z tego, że papież  akceptuje taką formę, taki "gadżet", czy z tego można rozumieć, że Kościół potrzebuje dzisiaj takich chwytów?


 - Myślę, że wiele ludzi regularnie się modli, ponieważ dla chrześcijanina modlitwa, spotkanie z Bogiem, rozmowa z kimś bliskim, jak z przyjacielem jest czymś naturalnym. Natomiast dla tych, którym być może to sprawia trudność, myślę, że dobrze jest przypomnieć o tym, że Pan Bóg na nich czeka, chociażby w taki oryginalny sposób.
Miserikordyna ma wiele zastosowań i właśnie jest pomyślana w taki sposób, żeby bez wielu zbędnych wyjaśnień móc ją wręczyć jako taki upominek komuś, kto pewnie naszym zdaniem potrzebuje tej modlitwy, bo takie są wskazania do odmawiania koronki do Bożego Miłosierdzia, które są umieszczone w tej ulotce. Właśnie dla osób, które chcą Panu Bogu podziękować za coś, uwielbić go, ale także, które nie potrafią się odnaleźć w swojej sytuacji życiowej, cierpią z jakiś powodów. Cierpią z powodu grzechu, jakiś złych decyzji moralnych. Po prostu potrzebują Bożego Miłosierdzia. To są wszystko takie sytuacje, w których człowiek naturalnie zwraca się do Boga i szuka u niego wsparcia.

Trzymając się tak tej farmaceutycznej nomenklatury - są jakieś przeciwwskazania?


 - Nie ma żadnych przeciwwskazań. I to jest też charakterystyczne dlatego, że nie ma przeciwwskazań, nie trzeba się konsultować z lekarzem, lek nie podlega przeterminowaniu, ponieważ modlitwa jest czymś zawsze aktualnym. A prawda o tym, że Bóg kocha każdego człowieka, prawda o tym, że przed Bogiem nie trzeba sobie zasłużyć na cokolwiek, bo Jezus Chrystus staje po stronie każdego człowieka. I tego biednego, i tego strapionego, cierpiącego, tego zepchniętego na margines społeczny. Bóg jest przyjacielem każdego człowieka i wychodzi do niego z inicjatywą, ze wsparciem, z wyciągniętą ręką.

Kuba Kaługa


Dowiedz się więcej na temat: papież Franciszek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy