Reklama

Reklama

PO o propozycjach zmian PiS w ordynacji wyborczej do PE: Celem eliminacja mniejszych partii

Eliminacja ugrupowań z mniejszym poparciem społecznym, ukształtowanie okręgów wyborczych w sposób korzystny dla PiS oraz możliwa kolizja z prawem UE - takie zagrożenia politycy PO dostrzegają w projekcie PiS dot. zmian w ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego.

Klub PiS złożył w Sejmie projekt nowelizacji Kodeksu wyborczego, którego celem jest przypisanie każdemu okręgowi wyborczemu konkretnej liczby posłów wybieranych do Parlamentu Europejskiego. Według propozycji PiS w okręgu wyborczym wybieranych ma być co najmniej trzech europosłów (obecnie liczba ta nie jest określona; głosy oddane na poszczególne listy przeliczane są na mandaty metodą d’Hondta w skali całego kraju).

Witczak: Zmiany mają sprzyjać PiS-owi

"W mojej ocenie, jeżeli PiS proponuje zmiany w ordynacji wyborczej, to zawsze skończy się to próbą budowania ordynacji w sposób, który ma sprzyjać PiS-owi. Mamy z nimi jak najgorsze doświadczenia w pracach w komisji dotyczących ordynacji do samorządu. Rozmowa z PiS o ordynacji, to jest jak rozmowa z włamywaczem o systemie zabezpieczeń budynku" - ocenił w piątkowej rozmowie z PAP poseł PO Mariusz Witczak.

Reklama

Polityk Platformy przypomniał, że w następnej kadencji europarlamentu - ze względu na wyjście Wielkiej Brytanii z Unii - Polska będzie miała w PE o jeden mandat więcej, niż obecnie (czyli 52). "Teoretycznie te 52 mandaty można podzielić na 3, to wychodzi z grubsza 17. Możemy mieć więc 17 okręgów wyborczych, a nie 13, jak dotychczas. Krótko mówiąc, otwiera się bardzo szerokie pole do manipulowania granicami okręgów wyborczych" - ocenił Witczak.

"Nieważne więc, co PiS chce zlikwidować, czy 'wędrujący mandat', czy dołożyć do 'ściany wschodniej' dwa-trzy mandaty więcej, ale cokolwiek by nie chcieli zrobić, to sprzyja PiS-owi" - podkreślił poseł Platformy.

Wyraził też pogląd, że projektowane przez obóz rządzący zmiany mogą być sprzeczne z prawem Unii Europejskiej. Zgodnie z decyzją Rady UE z 20 września 1976 r. (zmienianej później dwukrotnie poprzez Traktat z Amsterdamu i kolejną decyzję Rady z 2002 r.) w każdym państwie członkowskim członkowie Parlamentu Europejskiego są wybierani m.in. na zasadzie proporcjonalnej.

"W wytycznych europejskich mówi się jasno, że wybory muszą mieć charakter proporcjonalny. Jeżeli stwarza się możliwość okręgów trzymandatowych jako system powszechny, to znaczy, że zbliżamy się do systemu większościowego" - przekonywał Witczak.

Cel: Eliminacja mniejszych partii

Wiceszef klubu PO Waldy Dzikowski, który w latach 2009-2011 brał udział w pracach nad przygotowaniem Kodeksu wyborczego, a w 2003 roku głosował za uchwaleniem obecnej ordynacji wyborczej do PE, wyraził pogląd, że celem projektu PiS jest eliminacja mniejszych partii politycznych.

Zwrócił uwagę, że przy tak małych okręgach, jak dwu, czy trzymandatowych, trzeba uzyskać minimum 18-20 proc. głosów, by dostać się do europarlamentu. "Chodzi o polaryzację na scenie w wyborach europejskich. Komunikat jest taki: my - Zjednoczona Prawica jesteśmy po tej stronie, a wy sobie radźcie i zobaczymy, co z tego wyniknie" - zaznaczył Dzikowski.

"A tak naprawdę clue programu tkwi w tym, jak rozrysować okręgi wyborcze" - dodał poseł Platformy.

Dzikowski przyznał, że obecnie obowiązująca ordynacja wyborcza jest niedoskonała i nie do końca sprawiedliwa; w jego ocenie jednak propozycja Prawa i Sprawiedliwości też nie jest dobrym rozwiązaniem i jest stworzona na potrzeby aktualnej sytuacji politycznej. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy