Reklama

Reklama

PiS chce odrzucenia projektu ustawy o uzgodnieniu płci

Klub PiS opowiedział się podczas wtorkowej debaty w Sejmie za odrzuceniem projektu ustawy o uzgodnieniu płci, argumentując, że za bardzo upraszcza procedury prawne dotyczące uzgodnienia płci, a tym samym zachęcać będzie do nadużyć. Projekt poparły m.in. PO, PSL, SLD.

Za przyjęciem projektu opowiedziały się kluby PO, PSL, SLD oraz koło Ruch Palikota. Nikt z klubu Zjednoczonej Prawicy nie wypowiadał się w debacie.

Joanna Mucha (PO), przewodnicząca podkomisji, która pracowała nad projektem, przekonywała, że ustawa ma określić procedury związane z uzgodnieniem płci. Odnosi się do osób, których tożsamość płciowa różni się od ich płci wpisanej do aktu urodzenia. Dotyczy wyłącznie procedur prawnych, nie dotyka kwestii medycznych. Jej głównym celem jest ich uproszczenie i zlikwidowanie obowiązującego obecnie w tego typu sprawach trybu procesowego, z powództwa przeciwko własnym rodzicom.

Reklama

Powiedziała, że pierwotna wersja projektu znacznie różniła się od tej przedstawionej w sprawozdaniu komisji. W trakcie prac projekt został "okrojony do kwestii, które nie budzą kontrowersji". Jak mówiła, chodzi o to, by z osób transpłciowych zdjąć "okrutne wobec nich prawo, które zmusza je do pozywania własnych rodziców".

Anna Grodzka (niez.), z której inicjatywy został przygotowany projekt, oceniła w trakcie debaty, że jest on rozważny i może pomóc wielu osobom "żyć pełnią życia". "Prawo do uznania tożsamości płciowej jest prawem człowieka" - przekonywała. Wskazała, że w innych krajach, np. Danii, Argentynie, na Malcie i w Irlandii, wprowadzone zostały przepisy, które dają prawo do uzgodnienia płci wyłącznie na podstawie samookreślenia osoby transpłciowej. Zaznaczyła, że proponowany projekt nie idzie tak daleko - konieczne są orzeczenia lekarskie - ale i tak chroni przed dyskryminacją.

Anna Zalewska (PiS), uzasadniając negatywne stanowisko swojego klubu, podkreśliła, że w toku prac projekt zmienił charakter i w obecnym kształcie umożliwia on - jej zdaniem - korzystanie z proponowanych w nim przepisów nie tylko transseksualistom, ale "szerokiej grupie osób, które będą chciały dokonać zmian w aktach stanu cywilnego". Przekonywała, że pojęciu płci nadaje się charakter kulturowy, subiektywny. Według posłanki procedurę zbyt uproszczono, a łatwość zmiany płci będzie zachęcać do nadużyć, tym bardziej, że nie wymaga od wnioskodawców żadnej zmiany cech zewnętrznych czy leczenia hormonalnego.

Zdaniem Zalewskiej, jeśli ustawa wejdzie w życie, sąd stanie się tylko pilnującym procedury. Uczestnikami postępowania nie będą mogły być inne osoby, co nie pozwoli na ochronę małoletnich dzieci wnioskodawcy. Posłanka oceniła, że szczególnie zagrożona jest instytucja małżeństwa, chroniona konstytucją. Przekonywała, że projekt wpisuje się w sekwencję uchwalonych ostatnio liberalnych i lewicowych przepisów, wskazała w tym kontekście np. ustawę o in vitro, konwencję o zapobieganiu przemocy i rozporządzenie MZ ws. "pigułki dzień po".

Projekt krytykowała też Marzena Wróbel (niez.), w ocenie której procedura uzgodnienia płci nie powinna być "tak łatwa i bezstresowa". Jej zdaniem powinna jej towarzyszyć interwencja medyczna; przekonywała, że jeśli ustawa wejdzie w życie, zmiany płci metrykalnej będzie można dokonywać wielokrotnie w ciągu życia, pozostając przy swojej płci biologicznej. Wskazywała, że może być to "furtka" do zawierania małżeństw przez osoby tej samej płci.

Przedstawiciele pozostałych klubów, argumentując potrzebę uchwalenia tej ustawy, wskazywali m.in. na konieczność poszanowania praw i godności człowieka, przypominali, że już w 2011 r. RPO zwracała uwagę na konieczność kompleksowego uregulowania kwestii dot. osób transpłciowych, a o problemie tym mówiły też raporty Agencji Praw Podstawowych UE. Przedstawiony projekt - w ich ocenie - jest zgodny z orzeczeniami Europejskiego Trybunału Praw Człowieka oraz unijnymi standardami ochrony przed dyskryminacją ze względu na płeć.

Wiceministrowie sprawiedliwości Jerzy Kozdroń i zdrowia Igor Radziewicz-Winnicki podkreślali, że projekt dotyczy procedur prawnych i w żaden sposób nie odnosi się do kwestii medycznej korekty płci. Wskazywali, że te sprawy są regulowane przez prawo medyczne. Obaj przekonywali, że ustawą nie można nakazać nikomu poddania się jakimkolwiek zabiegom medycznym, a sytuacja każdego pacjenta jest indywidualna i rozpatrywana przez lekarzy zgodnie z aktualną wiedzą medyczną.

W myśl projektu wniosek o uzgodnienie płci może złożyć osoba, która ma pełną zdolność do czynności prawnych i nie pozostaje w związku małżeńskim. Dołącza się do niego m.in. orzeczenie wydane przez dwóch lekarzy ze specjalizacją w psychiatrii lub seksuologii. Sprawy dotyczące uzgodnienia płci będą rozpatrywane w trybie sądowym nieprocesowym.

Projekt przewiduje, że do rozpatrywania spraw o uzgodnienie płci uprawniony będzie tylko jeden sąd w kraju - Sąd Okręgowy w Łodzi. Wybrano go ze względu na fakt, że rozpatruje on podobne sprawy od lat i szybko podejmuje decyzje. Skierowanie wszystkich tego typu spraw - a jest ich około 40 rocznie - do jednego sądu dałoby mu szansę na wyspecjalizowanie się w nich.

Prawomocne postanowienie sądu o uzgodnieniu płci stanowić będzie podstawę do wydania nowego aktu urodzenia oraz zmiany imion i nazwiska, wydania nowego aktu urodzenia, nowego numeru PESEL, dowodu osobistego oraz do zmiany imienia i nazwiska. Nie będzie to jednak naruszać stosunków prawnych między wnioskodawcą i osobami trzecimi, w szczególności jego rodzicami, a także jego dziećmi.

Od momentu uprawomocnienia się postanowienia o uzgodnieniu płci wszystkie prawa i obowiązki zależne od płci wynikać będą z płci określonej w tym postanowieniu. Chodzi np. o uprawnienia emerytalne, które jeszcze przez jakiś czas będą zróżnicowane w zależności od płci.

Ustawa miałaby wejść w życie z początkiem przyszłego roku.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne