Reklama

Reklama

Pies był bliski śmierci. Jego panu grożą dwa lata więzienia

Taśma klejąca, którą pies miał sklejone łapy doprowadziła policję do 27-letniego oprawcy. Mężczyzna wywiózł suczkę do lasu i przywiązał do drzewa. Dwa miesiące wcześniej adoptował ją ze schroniska.

Zidentyfikowano mężczyznę, który zaadoptował suczkę Bigi z Ostrzeszowskiego schroniska, a dwa miesiące po tym skazał ją na śmierć. 27-latek przywiązał zwierzę do drzewa, a łapy zakleił taśma klejącą. To właśnie dzięki taśmie, policja odnalazła oprawcę. Odciski palców doprowadziły funkcjonariuszy do mieszkańca Grabowa.

Reklama

Oskarżony nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił złożenia wyjaśnień, co - zdaniem rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wlkp. Macieja Melera - znacznie wydłużyło postępowanie. "Jednak udało się zgromadzić materiał dowodowy z miejsca zdarzenia, w sprawie wypowiedział się też biegły z zakresu weterynarii i przeprowadzono badania kryminalistyczne. To pozwoliło na postawienie zarzutów znęcania się na zwierzęciem" - powiedział prok. Meler.

Do zdarzenia miało dojść 4 lipca 2017 roku w lesie w Wielowsi w powiecie ostrowskim. Tam 27-latek miał przywiązać 2-letnią suczkę smyczą do drzewa i skrępować jej tylne łapy przemysłową taśmą klejącą, żeby zwierzę nie mogło się uwolnić. "Przez to uniemożliwił zwierzęciu poruszanie się i uwolnienie, a także pozbawił psa dostępu do pokarmu i wody" - powiedział PAP rzecznik prasowy.

Pies przebywał w lesie dwa dni. 6 lipca odnalazł go mieszkaniec Wielowsi, który zawiadomił schronisko w Ostrowie Wlkp.

"Suczka nie mogła wyswobodzić się z uwięzi, obok niej leżała resztka taśmy. Prawdopodobnie miała też związane przednie łapy i pyszczek, ale udało jej się zerwać taśmę" - powiedziała PAP kierowniczka schroniska Agnieszka Nowicka. Jak powiedziała, z relacji mężczyzny, który znalazł zwierzę, wynika, że był w lesie dwa dni wcześniej i słyszał szczekanie, ale sądził, że ktoś jest ze zwierzęciem na spacerze. "Kiedy wrócił do lasu, usłyszał już wycie i skomlenie psa" - powiedziała kierowniczka.

Agnieszka Nowicka sprawę znęcania nad zwierzęciem zgłosiła policji w Ostrowie Wlkp., a zdjęcia i film umieściła na profilu schroniska na portalu społecznościowym.

"Tego samego dnia zgłosił się do mnie pracownik schroniska w Niedźwiedziu za Antoninem. Powiedział, że suczka pochodzi z jego schroniska i została zaadoptowana przez rodzinę z Grabowa nad Prosną. Dowodem na to były dokumenty, zdjęcia oraz szwy po sterylizacji suczki, ponieważ operację przeprowadzono w schronisku tuż przed wydaniem jej do adopcji" - powiedziała Nowicka.

Prowadzący schronisko w Niedźwiedziu Andrzej Cichosz potwierdził to w rozmowie z PAP i opowiedział, jak w czerwcu przyjechało małżeństwo z 26-letnim synem, żeby wziac do domu psa.

"Przyjechali drogim samochodem, dobrze ubrani i wyglądali na ludzi wykształconych. Serce mi się radowało, że suczka trafia w dobre ręce, bo wcześniej długo była bezdomna. Znaleźliśmy ją bardzo wychudzoną i wystraszoną. Długo pracowaliśmy nad nią, żeby odzyskała zaufanie do ludzi. Tymczasem wyrządzono jej taką krzywdę" - powiedział PAP.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje