Reklama

Reklama

Pielęgniarki mówią "dość!". "Czujemy się w obowiązku protestować"

- Konsultacje nie są prowadzone, na listy nie dostajemy odpowiedzi. Dialog z rządem się załamał - alarmują przedstawicielki środowiska pielęgniarek i położnych, które uważają, że strategia przyjęta przez rząd dotycząca rozwoju pielęgniarstwa nie jest realizowana. Resort zdrowia zapewnia, że na bieżąco realizuje postulaty.

- Dialog załamał się, dlatego czujemy się w obowiązku protestować i poinformować, że zrobimy wszystko, by polski pacjent mógł liczyć na opiekę polskiej pielęgniarki, polskiej położnej - zaznaczyła prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych Zofia Małas, tłumacząc, dlaczego środowisko zorganizowało przed siedzibą rządu w piątek konferencję prasową pod hasłem "Pielęgniarki i położne mówią dość".

Nie ma pracy dla pielęgniarek

Reklama

Małas zarzuciła rządowi, że nie realizuje podpisanej strategia dotyczącej rozwoju pielęgniarstwa m.in. w kwestii przyjętych normy zatrudnienia zawodowego. Zwróciła uwagę też na to, że panuje ogromny chaos spowodowany złą legislacją. Mówiła też o niewykorzystaniu potencjału tych grup medycznych, podkreślając, że wiele pielęgniarek i położnych nie ma po prostu pracy.

- Albo proponuje się im za niskie wynagrodzenie, niegodne wynagrodzenie, albo w ogóle się ich nie zatrudnia, bo pracodawcy twierdzą, że nie mają pieniędzy na etaty - wymieniła.

Na problem dotyczący niewykorzystanego potencjału zawodowego wskazała też prezes zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Pielęgniarskiego Grażyna Wójcik.

- W Polsce mamy około 100 tys. pielęgniarek, który przeszły co najmniej siedmioletnią ścieżkę kształcenia (...) Po tak długim procesie kształcenia koleżanki są przygotowane do samodzielnego diagnozowania pacjenta, oceny stanu, konsultowania przypadków, jak również koordynowania opieki nad wybranymi grupami pacjentów - wyliczyła.

- Nasi decydenci nie odważyli się i nie pozwolili polskim pielęgniarkom, by podjęły rolę, do której są przygotowane - dodała.

Listy bez odpowiedzi

Równocześnie w czasie konferencji padł zarzut, że planuje się wprowadzić przepisy, które ułatwiają zatrudnienie personelu medycznego spoza UE, bez wystarczających kwalifikacji zawodowych, co przekładać będzie się na zmniejszenie bezpieczeństwa pacjentów.

- Będą to osoby, które nie będą znały języka polskiego, bo nie będzie takiego wymogu. Ich dyplomy mogą być wątpliwe, często kupione na bazarach. Nie będzie to weryfikowane tak szczegółowo, jak robił to samorząd pielęgniarek i położnych - uzasadniała Małas.

Przedstawicielki środowiska pielęgniarek i położnych zaznaczyły, że nie są prowadzone konsultacje, listy kierowane do resortu zdrowia i premiera nie otrzymują odpowiedzi.

Andrusiewicz: Spotkania się odbywają

Odnosząc się do tych zarzutów, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz zapewnił, że na bieżąco wszystkie postulaty środowiska pielęgniarskiego są spełniane i toczy się z nim dialog. "Na bieżąco te spotkania się odbywają" - powiedział.

Ponadto zaznaczył, że w ostatnich pięciu latach zarobki pielęgniarek wzrosły.

- To nie jest tak, że to wynagrodzenie stoi w miejscu, bo to jest wzrost o 3 tys. zł - oznajmił.

Równocześnie Andrusiewicz zaznaczył, że ogólne warunki umów z pielęgniarkami zostały przedłużone do lipca 2021 roku. - Spełniamy tu w pełni te postulaty, które były stawiane - zauważył.

Wspomniał też, że dodatkowe wynagrodzenie za pracę przy COVID-19, zostanie wkrótce wypłacone 6,6 tys. pielęgniarek.

- Na bieżąco staramy się realizować te postulaty, które w dobie epidemii są do zrealizowania(...) Podnosić jakość i standardy wykonywanej pracy - podsumował.

Z danych dostępnych na stronie Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położny wynika, że od początku epidemii koronawirusem zakaziło się 35 254 pielęgniarek oraz 3222 położne.

Obecnie na COVID-19 choruje 10 850 pielęgniarek i 955 położnych. Koronawirus zabił 26 pielęgniarek i położnych.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy