Reklama

Reklama

"Piątka dla zwierząt". Hodowcy: Jesteśmy przerażeni

Hodowcy zwierząt z niepokojem śledzą postępy w pracach Sejmu nad wprowadzeniem tzw. "piątki dla zwierząt". - Jesteśmy przerażeni tempem, w jakim rząd chce wprowadzać te zmiany. Nie mamy jak się do nich dostosować - mówił reporterowi RMF FM Mateuszowi Chłystunowi Rafał Ratajczak, hodowca drobiu z Zielniczek w woj. wielkopolskim. Ustawa ograniczy m.in. możliwość uboju rytualnego.

"Piątka dla zwierząt" to flagowy projekt Jarosława Kaczyńskiego, który dotyczy m.in. zakazu hodowli zwierząt futerkowych. W ubiegłym tygodniu prezes PiS oświadczył, że w Polsce trzeba wprowadzić nowy porządek prawny dotyczący ochrony zwierząt i poinformował, że gotowy jest projekt ustawy w tej sprawie. - Liczymy na ponadpartyjne poparcie w tej sprawie - zaznaczył.

Reklama

Projekt skupia się na ochronie zwierząt. Zakłada m.in. humanitarne traktowanie zwierząt, zakaz hodowli zwierząt futerkowych, zakaz wykorzystywania zwierząt w celach rozrywkowych i widowiskowych, jak również kontrolę społeczną ochrony zwierząt, bezpieczne schroniska, koniec z łańcuchami dla psów oraz utworzenie rady ds. zwierząt przy ministerstwie rolnictwa. 

Ustawa zakłada również, że ubój rytualny może być dokonywany tylko na potrzeby krajowych związków wyznaniowych. Jest to problematyczne dla części polskich hodowców. Wśród nich jest Rafał Ratajczak hodowca drobiu, który swój biznes prowadzi w Zielniczkach pod Poznaniem. 

"Ogromne zagrożenie"

- Na pewno przy bydle mięsnym, przy drobiu też to będą ogromne straty dla polskiego rolnictwa i nie można takich zmian wprowadzać. Już kilka lat temu był zakaz stosowania ubojów rytualnych i to bardzo źle się odbiło na polskich gospodarstwach, na polskim rolnictwie i to jest ogromne zagrożenie - przyznaje Rafał Ratajczak w rozmowie z reporterem RMF Mateuszem Chłystunem. 

Na fermie hodowca ma ok. 300 tys. sztuk drobiu. Spora część zwierząt, którą skupują od Rafała Ratajczaka zakłady mięsne - po tzw. uboju rytualnym, trafia m.in. na Bliski Wschód. 

- Wielu rolników z pewnością ma dużo zobowiązań kredytowych związanych z rozbudową swoich przedsiębiorstw i tak, jak każdy inny dział gospodarki, który planuje swój rozwój na kilka czy kilkanaście lat. Nie można w żaden sposób wprowadzać takich ograniczeń z roku na rok - zaznacza Ratajczak w rozmowie z dziennikarzem RMF FM.

Bez konsultacji

W dobie pandemii popyt ze strony zakładów przetwórczych znacznie spadł, co przełożyło się na mniejsze przychody w wielkopolskim zakładzie. W opinii Rafała Ratajczaka zmiany w prawie wpłyną wyłącznie na pogłębienie tego kryzysu.

- Kiedy Unia Europejska wprowadza jakieś zmiany dla hodowców, daje przynajmniej 10 lat na dostosowanie się do nowych przepisów - powiedział w rozmowie z RMF FM, dodając, że "Piątka dla zwierząt" nie była konsultowana ze środowiskiem rolniczym.  

- Na pewno nie powinna być to sprawa polityczna, a na pewno sprawa dla fachowców - dodaje. 

"Piątka dla zwierząt" przykrywką?

Rafał Ratajczak sądzi, że tempo prac nad ustawą ma jedynie przykryć inne ważne dla kraju sprawy. 

- Inne ustawy, które też są procedowane w Sejmie w środę (16 września), to przede wszystkim ustawa budżetowa z ogromnym deficytem - twierdzi. Jak oświadczył reporterowi RMF FM, hodowcy oczekują od rządu umożliwienia im przynajmniej 10 letniego okresu dostosowania się do wprowadzanych zmian.

- Wszystkim nam zależy na dobrostanie zwierząt. To jest zrozumiała sprawa. My jako hodowcy, my jako rolnicy jesteśmy szczególnie na to uczuleni, ponieważ tylko zwierzęta, które są utrzymywane w dobrych warunkach, mogą się odwzajemnić rolnikowi, można by tak powiedzieć, "dobrymi plonami" - powiedział Ratajczak.

Mateusz Chłystun

Opracowanie: Katarzyna Wójcik

Czytaj też na stronie RMF24.pl.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne