Reklama

Reklama

Oprawcy na emeryturach. Opozycjoniści na zasiłkach

Kolejne decyzje sądów przyznają działaczom opozycyjnym zadośćuczynienia za represje i internowania. 100 tys. zł rekompensaty zasądzono opozycjoniście Ryszardowi Majdzikowi. "To za mało" - twierdzi Majdzik i wskazuje na rozbieżność, między sytuacją finansową tych, którzy walczyli o wolną Polskę oraz ich oprawców.

Sąd Okręgowy  w Krakowie przyznał działaczowi opozycyjnemu, jednemu z założycieli NSZZ "Solidarność" Małopolska Ryszardowi Majdzikowi 100 tys. złotych zadośćuczynienia za 10 miesięcy internowania w czasach PRL. Opozycjonista zamierza apelować od wyroku. Pierwotnie domagał się sumy 500 tys. złotych.

Jak mówił Majdzik, zdecydował się na taki krok, bo nie walczył o Polskę, w której "byli funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa utrzymują się z godziwych emerytur, a działacze opozycji, wręcz przeciwnie".

Reklama

Decyzję sądu ws. Majdzika w rozmowie z Interią komentuje opozycjonista i działacz Solidarności Stanisław Handzlik. - Funkcjonariusze, którzy nas tropili i prześladowali, obecnie rzeczywiście mają się nieźle, jeśli nie można w żaden sposób tego zmienić, a były takie próby, to należy zrehabilitować osoby przez nich prześladowane - podkreśla.

- Myślę, że jeśli sąd rozważył wszystkie dowody i wydał taką decyzję, to ja się z nią zgadzam. Oczywiście, jeśli Ryszard Majdzik uważa, że 100 tys. to  za mało. To jest przed nim droga odwołania - mówi.  Przyznaje również, że sytuacja materialna wielu byłych opozycjonistów jest trudna.

400 zł zasiłku dla opozycjonistów

- Niedawno zmarł jeden z działaczy. Wynajmował pokój w domu na podkrakowskiej wsi, bo nie było go stać na wynajęcie kawalerki w mieście. Jego emerytura była bardzo niska. Regularnie otrzymywał pomoc od kolegów ze stowarzyszenia sieć solidarności, ale nie było to wystarczające - przyznaje Handzlik.

Czy o los byłych opozycjonistów nie powinno zatroszczyć się państwo? Jak mówi Handzlik, pojawiała się inicjatywa wypłacania zasiłków, działaczom, którzy w młodości pracowali w służbie niepodległości, bo przecież praca w podziemiu nie może być podstawą do wypłacania im emerytur. Jednak kwota wprowadzonych zasiłków jest niska i wynosi 400 zł.

- Wielu moich kolegów wskazuje, że są to sumy niewystarczające - mówi.

Zwalniani za sprzeciw

Ludzie zwalniani z pracy za działalność opozycyjną dostawali tzw. "wilczy bilet". Powrót do starego zakładu pracy był wręcz niemożliwy, a znalezienie nowej znacznie utrudnione.

W podobnej sytuacji znalazł się w latach 80., Stanisław Handzlik. - Moja emerytura również nie jest wysoka, w sumie miałem 8 lat przerwy. Najpierw zostałem wyrzucony na bruk po strajku w Hucie. Potem nastąpiły aresztowania. W sumie spędziłem w więzieniach 20 miesięcy. Wielokrotnie składałem podania o ponowne przyjęcie, jednak bezskutecznie. Podejmowałem więc różne prace dorywcze, które nie były wliczane do mojej emerytury - opowiada.

Dziś jedyną drogą byłych opozycjonistów  do odebrania sprawiedliwości jest staranie się o zadośćuczynienia. Dobra sytuacja finansowa ich byłych oprawców wciąż jest drzazgą w oku. 

- Liczyłem, że w wolnej Polsce będzie sprawiedliwość i ta sprawiedliwość dotknie oprawców. Nie chodzi mi o podobne represje, ale żeby mieli takie emerytury, jak nasi rodzice, którzy żyją za kilkaset złotych, a nie takie jak oni, którzy mają po kilka tysięcy złotych - powiedział Ryszard Majdzik po ogłoszeniu wyroku. Wyjaśnił też, że wysokość swojego roszczenia oparł na znacznie wyższych kwotach przyznawanych obecnie przez sądy za bezprawne zatrzymania.

Twarde prawo ale prawo

Trudno się dziwić żalowi byłych opozycjonistów. Jednak współczesne prawo chroni byłych pracowników Służb Bezpieczeństwa czy innych aparatów partyjnych.

- Jestem daleki od tego, by bronić funkcjonariuszy SB przed tymi, którzy chcieliby pozbawić ich lwiej części emerytur, które dziś odbierają. Moim zdaniem, nie zasługują na takie wynagrodzenia, ale uważam, że musimy szanować prawo, które ich chroni - przyznał w rozmowie z Interią Stanisław Handzlik.

Jak mówił, niejednokrotnie podejmowano działania, by zmienić coś w tej materii. Jednak w świetle prawa okazało się to niezwykle trudne i kończyło się fiaskiem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje