Reklama

Reklama

Onkolodzy apelują: Chcemy leczyć chorych na raka. Bez względu na limity

W szpitalach kończą się kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia, a chorzy muszą czekać na leczenie. - Mamy chorego na raka i nie możemy zacząć leczenia. Limity świadczeń w onkologii to sytuacja niedopuszczalna - tak mówi prezes Polskiego Towarzystwa Onkologicznego prof. Jacek Jassem. Towarzystwo skierowało list otwarty do prezydenta Bronisława Komorowskiego, premiera Donalda Tuska i ministra Bartosza Arłukowicza, apelując, by procedury onkologiczne traktować jak ratujące życie.

Pacjenci muszą czekać na radioterapię nawet 3 miesiące. Profesor Jassem podaje przykład pacjentki chorej na raka piersi, której biopsję wykonano po kilku tygodniach czekania, a zoperowano po 2 miesiącach w kolejce. Po zabiegu, gdy konieczna była radioterapia, znów usłyszała, że musi czekać, tym razem kilka tygodni. Bo wszędzie są limity, a wtedy - jak mówi prof. Jassem - wczesne rozpoznanie nie ma już znaczenia.

- Często naprawdę stajemy pod murem. Powiedzenie choremu, że może otrzymać leczenie za kilka miesięcy, jest rzeczą nieludzką - mówi Jassem. Zresztą, jak dodaje, czy inaczej można nazwać sytuację, gdy pacjent z podejrzeniem raka płuc przed leczeniem musi wykonać tomografię, a słyszy, że dopiero w maju, bo skończył się kontrakt.

Reklama

- Nie możemy brać na swoje sumienie tej sytuacji. Na onkologii każda procedura jest ratującą życie - dodaje Jassem.

Do tego - jak mówi profesor - dochodzi brak planowania. Nie ma choćby prognozy zachorowań i mapy potrzeb onkologicznych wraz z siecią wysokospecjalistycznych szpitali onkologicznych, do których kierowani byliby pacjenci wymagający leczenia chirurgicznego. Stąd decyzja, by napisać list otwarty do najważniejszych osób w państwie. Na razie - jak mówi - bez odpowiedzi.

Mariusz Piekarski


Dowiedz się więcej na temat: onkologia | rak | nowotwór

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy