Reklama

Reklama

Ojciec Igora Stachowiaka podważa wersję policji i prokuratury

"Policjanci powiadomili nas o tym, że syn został pomylony z jakimś innym młodym człowiekiem; że spadł z krzesła i po prostu umarł; to na pewno nie był upadek z krzesła" - mówił ojciec zmarłego we wrocławskim komisariacie 25-letniego Igora Stachowiaka.

Maciej Stachowiak powiedział w czwartek TVN24, że o śmierci syna dowiedział się, gdy był u swoich rodziców na niedzielnym obiedzie. "I tam panowie policjanci przyjechali i powiadomili nas o tym, że syn został pomylony z jakimś innym młodym człowiekiem, i że spadł z krzesła i po prostu umarł, nie żyje. To był pierwszy przekaz policjantów" - relacjonował. Powodem przyjazdu policji do rodziny Stachowiaka miała być potrzeba identyfikacja syna.

Pytany, czy podczas sekcji zwłok pomyślał, że na komisariacie policji "musiało się dziać coś strasznego", Stachowiak odparł: "Na pewno tak. Igor nie wyglądał normalnie, to na pewno nie był upadek z krzesła. Był bardzo mocno pobity".

Reklama

Stachowiak uważa, że przywołany przez funkcjonariuszy wątek użycia wobec agresywnego Igora paralizatora jest "dosyć ciekawy", ponieważ z żadnego materiału, który ma rodzina, ani z monitoringu miejskiego "ani razu na żadnym z tych filmów, nośników nie ma zapisu o jakichś zachowaniach agresywnych Igora". "Słychać, że Igor nie jest agresywny. Wręcz prosił o pomoc" - podkreślił Stachowiak.

Jak dodał, nie ma również świadków agresji syna. "Stąd ci niewygodni, nazwijmy to: fotoreporterzy - ci młodzi ludzie, którzy nagrali [wydarzenia na rynku]. Ponieważ na ich telefonach można było nagrać dźwięk, a na miejskim monitoringu po prostu nie" - dodał. Jego zdaniem, to dlatego tym osobom próbowano odbierać ich smartfony.

Stachowiak przyznał, że nie wiedział, iż policjanci, którzy brali w tej akcji udział, wrócili do pracy po śmierci jego syna. "Wiedziałem, że był jeden zawieszony, ponieważ gdzieś tam jakieś śledztwo było prowadzane w biurze spraw wewnętrznych (...). Ale z jakimi skutkami - nie zdawałem sobie sprawy" - dodał.

Śmierć na komisariacie

25-letni Igor Stachowiak został zatrzymany w maju 2016 r. na wrocławskim rynku; policja poszukiwała go za oszustwa. Według funkcjonariuszy mężczyzna był agresywny i dlatego musieli użyć paralizatora. Po przewiezieniu na komisariat stracił przytomność i pomimo reanimacji zmarł. Według pierwszej opinii lekarza, przyczyną śmierci była ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa.

Sprawa wróciła w sobotę, gdy stacja TVN wyemitowała drastyczne materiały zarejestrowane na wrocławskim komisariacie tuż przed śmiercią mężczyzny. W materiale widać, że wobec Stachowiaka kilkakrotnie użyto paralizatora.

Sprawę śmierci mężczyzny od roku bada poznańska Prokuratura Okręgowa. Śledczy nie wykluczają zarzutów znęcania się nad pozbawionym wolności dla policjantów. Prokuratura podkreśla jednak, że Igor Stachowiak nie został zatrzymany przez policję  przez pomyłkę; był, jak się okazało, poszukiwany w związku z popełnieniem przestępstwa oszustwa.

W związku z wydarzeniami sprzed roku, szef MSWiA odwołał w poniedziałek komendanta dolnośląskiej policji, jego zastępcę ds. prewencji oraz komendant miejskiego we Wrocławiu. W niedzielę z kolei rzecznik KG insp. Mariusz Ciarka informował, że trwa procedura zwolnienia policjanta, który użył na komisariacie paralizatora wobec Stachowiaka.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama