Reklama

Reklama

Odwołanie Magdaleny Biejat. Lewica: PiS "ma gdzieś" wszelkie ustalenia

"Mamy nową przewodniczącą komisji polityki społecznej i rodziny, co oznacza, że praca w niej wraca na normalne tory" - oceniła w czwartek rzeczniczka PiS Anita Czerwińska. Innego zdania są posłowie Lewicy.

Członkowie sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny odwołali w czwartek Magdalenę Biejat (Lewica) z funkcji przewodniczącej. Nową szefową komisji została posłanka PiS Urszula Rusecka. Za odwołaniem Biejat głosowało 19 członków komisji, 12 było przeciw, nikt nie wstrzymał się od głosu.

Czerwińska: To powrót na normalne tory

Reklama

W odpowiedzi na wyniki głosowania posłowie Lewicy i KO opuścili posiedzenie komisji, twierdząc, że Prawo i Sprawiedliwość "demonstracyjnie i w sposób całkowicie bezpodstawny odwołało przewodniczącą komisji". Za kandydaturą Ruseckiej głosowało 18 posłów, nikt nie był przeciw, jedna osoba wstrzymała się od głosu.

"Mamy nową przewodniczącą komisji polityki społecznej i rodziny, co oznacza, że praca w tej komisji wraca na normalne tory. To znaczy, że wreszcie będzie to praca merytoryczna pod przewodnictwem osoby doświadczonej, wrażliwej społecznie i takiej, która dostrzega i docenia wagę i powagę tej funkcji, jak również zakres tematyczny tej komisji" - powiedziała Czerwińska dziennikarzom.

Według niej Biejat "nie rozumiała tej roli i nie udźwignęła funkcji, jaka została jej przyznana". 

Żukowska: PiS ma gdzieś wszelkie ustalenia

Posłowie Lewicy w proteście przeciwko odwołaniu Biejat opuścili posiedzenie komisji i zwołali konferencje prasową, podczas której Anna Żukowska oświadczyła: "PiS po raz kolejny pokazuje, że ma wszelkie ustalenia gdzieś, nie szanuje innych ugrupowań, innych osób i pokazuje swoją dominację".

Gawkowski: Nie będzie żadnego dogadywania się

Przewodniczący klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski przekonywał, że odwołanie Biejat jest zniszczeniem dobrego obyczaju politycznego, który dawał szansę, że poglądy wszystkich klubów parlamentarnych będą w parlamencie szanowane. Ocenił, że PiS "boi się sumienia Lewicy", która - jak zapewnił - "będzie dbała o emerytów, rencistów, będzie walczyła o wyższe płace i starała się, żeby godnie można było w Polsce żyć". Podkreślił, że Biejat chciała o to walczyć i dlatego została odwołana.

"Nie będzie żadnego paktowania, żadnego dealowania, żadnego dogadywania się z Prawem i Sprawiedliwością. Kiedy PiS łamie kręgosłup polskiej demokracji, Lewica staje murem za Magdą, za demokracją, za konstytucją" - oświadczył Gawkowski.

Biejat: Komisja była jedną z najpracowitszych

Biejat przekonywała, że wbrew zarzutom PiS, komisja pod jej przewodnictwem była "jedną z najpracowitszych w Sejmie", gdyż ma już za sobą 10 spotkań, podczas gdy - jak mówiła - "większość komisji PiS spotkała się zaledwie pięć razy".

Zwróciła m.in. uwagę na zgłoszony przez Lewicę projekt zagwarantowania minimalnej emerytury w wysokości 1600 zł, który został odrzucony głosami PiS. W imieniu własnym i innych członków komisji z Lewicy zapewniła, że będą oni rzecznikami praw obywateli, emerytów, rodzin, osób młodych, a także praw kobiet, które jej zdaniem nie są w Sejmie reprezentowane.

Czarzasty: PiS jest cyniczne

Wicemarszałek Sejmu i lider SLD Włodzimierz Czarzasty przyznał, że spodziewał się takiego efektu rozmów z "cynicznym" PiS-em i zwrócił uwagę, że PiS prowadził rozmowy także z Platformą Obywatelską i PSL. "Wszystkie świństwa będziemy nazywali po imieniu, każde złamanie zasad zostanie nazwane po imieniu" - zapowiedział Czarzasty.

Zandberg: To ważna lekcja

Z kolei lider Lewicy Razem Adrian Zandberg oświadczył, że "dyrygentem" Prawa i Sprawiedliwości jest poseł Konfederacji Grzegorz Braun i to on "decyduje o tym, co Prawo i Sprawiedliwość zrobi". "Myślę, że to ważna lekcja, i ważne, żeby ta sprawa nie została zapomniana. To pokazuje, że to skrajna prawica steruje dzisiaj Prawem i Sprawiedliwością" - ocenił.

Braun: Cuda się zdarzają

"Jeden tylko członek komisji, a jednak... Jednak wcześniej zawarte za kulisami umowy nie wytrzymały próby czasu, i oto dzisiaj większość, złożona rzecz jasna z posłów PiS i 'przystawek' PiS-u, dokonała tej dobrej zmiany w składzie prezydium" - oświadczył Braun, przypominając przy okazji, że "ma zaszczyt zasiadać" w tej komisji.

Podczas konferencji prasowej w Sejmie przekonywał, że "niedobrą rzeczą" było zasiadać w komisji, która zajmuje się m.in. "pierwszoplanową" dla Konfederacji sprawą bezpieczeństwa życia ludzkiego. "Niedobrze byłoby procedować w tej sprawie pod przewodem osoby, która ma bardzo radykalnie niecywilizowany, antyludzki pogląd i stosunek do tych spraw" - podkreślił.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje