Reklama

Reklama

NSZZ Policjantów: Funkcjonariusz nie powinien być zwolniony pod wpływem mediów

Policyjni związkowcy oświadczyli, iż decyzja o zwolnieniu funkcjonariusza w związku ze śmiercią Igora Stachowiaka powinna zapaść od razu, a nie po wielu miesiącach od wydarzenia, pod wpływem przekazów medialnych.

25-letni Stachowiak został zatrzymany rok temu na wrocławskim rynku; policja poszukiwała go za oszustwa. Według funkcjonariuszy, mężczyzna był agresywny i dlatego musieli użyć paralizatora. Po przewiezieniu na komisariat stracił przytomność i pomimo reanimacji zmarł. Sprawa wróciła po wyemitowaniu sobotniego reportażu w TVN24, gdzie m.in. pokazano zapis z kamery paralizatora, którego kilkakrotnie użyto wobec mężczyzny.

Reklama

Komenda Główna Policji zapewniła, że użycie przez interweniujących policjantów środków przymusu bezpośredniego było adekwatne do sytuacji oraz do zachowania mężczyzny. Po emisji reportażu minister SWiA polecił jednak wszcząć procedurę zwolnienia policjanta, który użył wobec Stachowiaka paralizatora na komendzie. Jak wyjaśniał rzecznik policji, minister podjął tę decyzję ze względu na dobro służb i wizerunek formacji.

"Decyzja o zwolnieniu funkcjonariusza po 'śmierci na komisariacie', w sprawie, która zbulwersowała opinię publiczną nie powinna zapaść w MSWiA, po wielu miesiącach, jakie upłynęły od zdarzenia i to pod wpływem przekazów medialnych" - napisano w oświadczeniu Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Policjantów.

Według związkowców, jeżeli w tym konkretnym przypadku prawo zostało złamane, to stosowne decyzje powinni niezwłocznie podjąć właściwi przełożeni i powinna zadziałać niezależne prokuratura. Dodali, że niewyjaśnienie tej sprawy od roku jest "ciosem w wizerunek policji i obrazem funkcjonowania organów ścigania".

Podkreślili, że NSZZ Policjantów nie broni i nigdy nie bronił policjantów, którzy przekroczyli granice prawa. "W takich sytuacjach domagamy się stanowczej i szybkiej reakcji ze strony służby podległych Komendzie Głównej Policji, jak i niezależnej prokuratury" - oświadczyli.

Sprawę wyjaśnia prokuratura w Poznaniu - śledczy mają ustalić nie tylko przyczynę śmierci mężczyzny, ale i dokładny przebieg zdarzeń. Oczekuje ona m.in. na opinię biegłych z wyspecjalizowanego laboratorium kryminalistycznego, która ma dać odpowiedź, czy wobec Stachowiaka obok chwytów obezwładniających, kajdanek i paralizatora stosowano inne środki określone w ustawie o środkach przymusu bezpośredniego. Dopiero wtedy będzie możliwe podjęcie decyzji o ewentualnych zarzutach dla kogokolwiek.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy