Reklama

Reklama

Nowy, "miażdżący" raport o przyczynach katastrofy smoleńskiej

Ocena zespołu Laska o przyczynach katastrofy smoleńskiej jest miażdżąca dla sił powietrznych - uważa ekspert lotniczy Michał Setlak.

  Według zespołu wpływ na katastrofę miał cały system zarządzania, funkcjonowania i kontroli 36. specpułku. Błędy pojawiły się już na szczeblu szkolenia pilotów. 

Reklama

Program przygotowania pilotów w pułku był przestarzały i nie obejmował między innymi systemów TAWS. Nadzór nad 36. Specjalnym Pułkiem Lotnictwa Transportowego był mało efektywny i nieskuteczny.  Michał Setlak, zastępca redaktora naczelnego czasopisma "Przegląd Lotniczy" w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową twierdzi, że raport potwierdził poważne nadużycia w siłach powietrznych. Ze względu na braki pieniędzy czy paliwa na loty ćwiczeniowe robiono wszystko by latać tak ja się dało - uważa ekspert. 

Jego zdaniem w rezultacie akceptowano liczne uchybienia w stosunku do przepisów. Najpierw akceptowano drobiazgi, a z czasem rzeczy bardzo poważne - uważa Michał Setlak.  Ekspert podkreśla, że to co wydarzyło się pod Smoleńskiem wpisało się w pogłębiający się kryzys w wojskach powietrznych, co znalazło potwierdzenie w dokumentacji. 

W tych dokumentach między innymi znalazła się informacja, że piloci specpułku zignorowali aż 125 razy ostrzegawczy sygnał systemu TAWS. Michał Setlak uważa, piloci wojskowi są inaczej szkoleni niż cywilni stąd też między innymi ignorowanie przez nich sygnału systemu TAWS czy dążenie za wszelką cenę do wykonania zadania. W lotnictwie cywilnym piloci nad wykonanie zadania przedkładają bezpieczeństwo pasażerów - podsumował ekspert. Komisja stwierdziła także, że błędy pojawiły się przed samym wylotem samolotu do Smoleńska. "Do komputera pokładowego zostały wprost naniesione współrzędne z mapy, co jest niewłaściwym postępowaniem", w efekcie linia drogi samolotu była przesunięta o sto metrów na południe - w stosunku do drogi rzeczywistej.  Zwrócono także uwagę na niewłaściwe przygotowanie lotniska docelowego. Nieodpowiednio zweryfikowany był sprzęt nawigacyjny, zawiedli także rosyjscy kontrolerzy w Smoleńsku. Ich odczyty i komendy były chybione. Według zespołu, piloci z Tu-154m powinni usłyszeć od kontrolerów komunikat: "Nie ma warunków do lądowania".  

 Witold Banach

Dowiedz się więcej na temat: Miejsce katastrofy pod Smoleńskiem

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne