Reklama

Reklama

Nowe prawo łowieckie – kraj pod dyktatem partii myśliwych?

W środę sejmowa podkomisja zajmowała się poprawkami w prawie łowieckim. Prawie wszystkie poprawki zostały odrzucone – posłowie zaakceptowali tylko jedną, autorstwa Anny Paluch z PiS, która penalizuje kłusownictwo np. zakładanie wnyków. Członkowie organizacji propagujących prawa zwierząt nie kryją swojego niezadowolenia. – Chodzi o to, żeby zmienić prawo łowieckie w Polsce, a nie tylko je przypudrować – podkreśla Ewa Gebert, prezes Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt Animals.

Zdaniem prezes OTOZ Animals kilka przepisów dotyczących polowań wymaga natychmiastowych zmian. Co ciekawe, prawo łowieckie budzi wątpliwości nie tylko wśród entuzjastów praw zwierząt. Wielu obserwatorów twierdzi, że obecne zapisy są po prostu niebezpieczne dla ludzi.

Reklama

- Dzisiaj można polować z odległości stu metrów. My chcemy zwiększyć ten dystans do pół kilometra. Tu chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo ludzi - zauważa Ewa Gebert.

Dozwolone od lat szesnastu?

Kolejną kontrowersyjną sprawą jest udział nieletnich w polowaniach, do czego niekiedy dochodzi. Prezes Ewa Gebert jest zdania, że prawo powinno uniemożliwiać dzieciom branie udziału w niejednokrotnie drastycznych scenach podczas polowań.

- Należy zabronić udziału w polowaniach dzieciom, przynajmniej do 16. roku życia - mówi Ewa Gebert, która chce tym samym promować pozytywne wzorce u młodzieży.

- Jeśli chcemy wychować dzieci w duchu humanitaryzmu, nie należy ich wystawiać na widok umierających - nierzadko w bólu - zwierząt. Dzieci widzą te sarny i jelenie cierpiące, broczące krwią, a wiemy, że rodzice często zabierają pociechy na tzw. pokot. Martwe zwierzęta leżą przed myśliwymi, obok nich stoją ich dzieci, które - jak nieraz było widać na materiałach filmowych - płaczą, są roztrzęsione. To absolutnie niehumanitarne! - mówi prezes.

Czy można mówić o narastającym oporze społecznym przeciw polowaniom w Polsce?

- Badania mówią o tym, że 80 procent Polaków po prostu nie akceptuje kwestii związanych z polowaniem. Tu nawet nie chodzi o "zwierzolubów", tylko o fatalne prawo własności, o którym jest ostatnio bardzo głośno. Ludzie nie chcą, żeby na ich prywatnym terenie mogły odbywać się polowania. A tymczasem grudniowe poprawki zakładają taką możliwość. Dzisiaj można było ten zapis zmienić, ale nie uczyniono tego - krytykuje prezes OTOZ Animals.

Partia myśliwych u władzy

Rzeczywiście, podczas prac podkomisji zaakceptowano tylko jedną poprawkę autorstwa Anny Paluch, która przewiduje penalizację kłusownictwa, w tym zakładania wnyków. Podkomisja odrzuciła natomiast kilka poprawek zgłoszonych przez PO i Nowoczesną, które były tożsame z poprawkami obywatelskimi przygotowanymi przez obrońców zwierząt. Oprócz wymienionych przez Ewę Gebert zapisów, chodziło również o zakaz stosowania przez myśliwych amunicji ołowianej czy wykreślenia przepisu pozwalającego karać osoby, które utrudniają polowanie. Wydaje się, że te zapisy znajdowały się ponad partyjnymi podziałami. Czy zatem można mówić o politycznym lobbowaniu myśliwych?

- Największą partią w Polsce wcale nie jest PiS, tylko jest nią "partia myśliwych" - ironizuje rozmówczyni Interii. - To trwa od lat, mamy do czynienia z olbrzymim lobby łowieckim, nie tylko za tej kadencji politycznej, również i wcześniej się to działo. To po prostu niewiarygodne.

Kolejnym kontrowersyjnym zapisem, który nie został zmieniony podczas środowych prac, jest możliwość uśmiercania dzików, wobec których zachodzi prawdopodobieństwo zarażenia afrykańskim pomorem świń. Problem w tym, że takie podejrzenie nie może być uzasadnione. Ewa Gebert twierdzi, że ten zapis tak naprawdę umożliwia myśliwym "odstrzelenie" nielimitowanej liczby osobników. Zdaniem ekspertki, cały przepis jest błędnie sformułowany.

- Nie istnieje podstawa, dzięki której myśliwi byliby w stanie ocenić, czy dane zwierzę jest faktycznie chore. Dojdzie do tego, że na miejsce polskich dzików przyjdą osobniki zza wschodniej granicy. A te - w przeciwieństwie do "naszych", faktycznie mogą być zarażone groźnymi chorobami. Pozostawienie zarażonych zwłok zwierząt, wcale nie zatrzymuje zagrożenia, co potwierdzają lekarze weterynarii. Teraz myśliwi mogą robić wszystko, ale to się musi zmienić - zapowiada rozmówczyni Interii.

Kaczyński obrońcą zwierząt?

Przypomnijmy, że wedle doniesień prasowych Jarosław Kaczyński niedawno zablokował odstrzał łosi. Czy fakt, że prezes PiS życzliwie odnosi się do praw zwięrząt, to dobra wiadomość dla aktywistów?

- "Prawo o łosiach" faktycznie uratował prezes, to była zasługa Kaczyńskiego, ale jeśli całe prawo łowieckie ma się zmienić, to prezes powinien podjąć tutaj stanowczą decyzję. Bo i tak wiadomo, że to de facto on stoi za wszystkimi rozstrzygnięciami - twierdzi ekspertka.

- Obecnie czekamy na zamianę słów i intencji w czyny, pamiętając jednocześnie o zasługach dotyczących łosi i wierząc w jego pozytywny stosunek do zwierząt. Chodzi o to, żeby zmienić prawo łowieckie, a nie tylko je przypudrować - konkluduje Ewa Gebert.

Tomasz Majta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne