Reklama

Reklama

Nowa szefowa Szlachetnej Paczki: Jesteśmy w kryzysie, ale musimy zorganizować finał akcji

"Szukamy ludzi, którzy chcą zrobić paczkę w tym roku. Chcą wziąć odpowiedzialność, szczególnie, że łatwo nie jest. Jesteśmy w kryzysie, nie ukrywamy tego" - przyznaje w Popołudniowej rozmowie w RMF FM nowa szefowa Szlachetnej Paczki i prezes Stowarzyszenia Wiosna Joanna Sadzik, pytana o zawirowania wokół stowarzyszenia po odejściu z niego ks. Jacka Stryczka.

"Ksiądz Stryczek w tym momencie nie pełni żadnej funkcji w Stowarzyszeniu Wiosna. Nie pracuje z nami (...) Ale jest członkiem stowarzyszenia. Nowa szefowa Szlachetnej Paczki zapewnia: Ksiądz Jacek Stryczek nie ma wpływu na działalność Szlachetnej Paczki, Akademii Przyszłości czy innych naszych projektów społecznych. (...) Wzięliśmy sprawy w swoje ręce. Paczka ma 18 lat, myślę, że dorośliśmy do pełnoletności, do tego, żeby robić paczkę samodzielnie, bez założyciela"- powiedziała Joanna Sadzik pytana o księdza Jacka Stryczka.

"Jednocześnie ksiądz Jacek Stryczek pozostanie zawsze twórcą Szlachetnej Paczki i tą osobą, która skłoniła Polaków do łączenia się w pomaganiu" - zaznaczyła.

Reklama

"Nie jestem w euforii z tego powodu, że zostałam prezesem" - mówi Sadzik i dodaje: "Wiem, że jestem odpowiednią osobą i dam radę. Jestem o tym przekonana. Jednocześnie proszę o czas, żeby móc się przyjrzeć wszystkim rzeczom, którym przyjrzeć się należy. Chcemy działać transparentnie".

"W stowarzyszeniu czekamy na wyniki śledztwa" - tak Joanna Sadzik mówi z kolei o dochodzeniu ws. mobbingu w "Szlachetnej Paczce". Czy sama nie widziała niczego niepokojącego w zarządzaniu stowarzyszeniem? "Jestem dość dorosłą osobą, która potrafi stawiać jasne granice, ja te granice stawiałam. W momencie, gdy nie podobało mi się postępowanie w stosunku do mnie, szłam do szefa i dawałam mu informację zwrotną" - odpowiada.

Co ma do zaoferowania tym osobom, które nie współpracują już ze Szlachetną Paczką i zarzucają ks. Stryczkowi złe traktowanie? "Będę chciała zaproponować spotkanie, pomoc, w takim zakresie, na jaką będą gotowi" - odpowiada nowa szefowa Szlachetnej Paczki. Przyznaje też, że po publikacji dotyczącej mobbingu, 300 wolontariuszy zrezygnowało ze Szlachetnej Paczki. "Jesteśmy w kryzysie, ale nie chcemy, żeby upadła idea i żeby 20 tys. rodzin, które są w potrzebie nie otrzymało pomocy" - podkreśla. 

Marcin Zaborski: Będzie w tym roku Szlachetna Paczka? 

Joanna Sadzik: - Mam nadzieję. Robimy wszystko, ale bez państwa się to nie uda.

Pytam, bo po reportażu Onetu na temat księdza Jacka Stryczka, którego pani zastąpiła, wielu zadaje sobie pytanie: jak to z tą szlachetnością jest?

- Po prostu zróbmy Szlachetną Paczkę w tym roku. Zróbmy Akademię Przyszłości w tym roku. Brakuje nam jeszcze 3 tysięcy zgłoszeń wolontariuszy. Zachęcam do zgłaszania się. Szukamy ludzi, którzy chcą zrobić paczkę w tym roku.  Chcą wziąć odpowiedzialność szczególnie, że łatwo nie jest. Jesteśmy w kryzysie i nie ukrywamy tego.

A zastanawialiście się, czy organizować w tym roku finał akcji.

- Nie mamy wątpliwości, że musimy to zorganizować. 900 tysięcy osób, które łączą się co roku w szlachetnym pomaganiu na to czeka. Mamy sygnały, że trzymają za nas kciuki. Mamy darczyńców, którzy chcą  w tym roku zrobić paczkę dla wybranej przez siebie rodziny. Po prostu chcą pomagać. 

Powiedziała pani: jesteśmy w kryzysie. Rzeczywiście w tle akcji będą pojawiały się informacje o dochodzeniu, które prowadzi krakowska policja. Prowadzi je w sprawie uporczywego łamania praw pracowniczych w waszym stowarzyszeniu.

- Tak, jest to na razie śledztwo prowadzone w sprawie. Dopóki jest to śledztwo prowadzone w sprawie, to nie będę się na jego temat wypowiadać. Nie chciałabym zaszkodzić żadnej ze stron. 

W swoim pierwszym oświadczeniu jako prezes Stowarzyszenia WIOSNA napisała pani tak: "zamierzamy naprawić popełnione błędy i wyciągnąć z nich wnioski". Pani pisze o błędach, chociaż jeszcze przed chwilą ksiądz Jacek Stryczek odrzucił wszystkie oskarżenia i zarzuty. 

- Ksiądz Jacek Stryczek w tym momencie nie pełni żadnej funkcji w Stowarzyszeniu WIOSNA, nie pracuje z nami. W tym momencie, od dwóch dni... 

Choć jest członkiem WIOSNY, cały czas? 

- Jest członkiem stowarzyszenia, tak. Tych osób, które zakładały WIOSNĘ. Natomiast nie pracuje, nie ma wpływu w tym momencie na działalność Szlachetnej Paczki czy Akademii Przyszłości czy innych naszych projektów społecznych. W tym momencie wzięliśmy sprawy w swoje ręce. Paczka ma 18 lat. W tym roku 18 edycja. Myślę, że dorośliśmy do tego, do pełnoletności. Dorośliśmy do tego, by po prostu robić Paczkę samodzielnie, bez założyciela. Jednocześnie ksiądz Jacek Stryczek zawsze pozostanie twórcą idei Szlachetnej Paczki i tą osobą, która skłoniła Polaków do łączenia się w pomaganiu. 

Ale o jakich błędach pani pisze, kiedy pisze pani, że będziecie państwo te błędy naprawiać? Jakie błędy zostały popełnione i kto je popełnił? 

- Wiele osób z tych, które wypowiadały się w artykule, to osoby, które wskazują nam na błędy popełnione przez księdza Jacka Stryczka w zarządzaniu. 

Tak, one mówią o poniżaniu i o emocjonalnym szantażu m.in. w reportażu Janusza Schwertnera. 

- Jednocześnie to, co chcemy zrobić i na co potrzebujemy czasu, to oczywiście audyt naszych procedur personalnych, w ogóle sprawdzenie co działa, co nie działa. Jesteśmy dużą organizacją społeczną i... 

I taki audyt przeprowadzacie? 

- Powiem tak: ja zostałam prezesem zarządu Stowarzyszenia WIOSNA w środę o godzinie 23.30 z tego, co pamiętam. Dziś jest piątek wieczór. Proszę państwa w tym momencie o wyrozumiałość i o trochę czasu na to, by się po prostu zorganizować dlatego, że to też jest tak, że ani okoliczności nie są cudowne i nie jestem w euforii, że jestem prezesem. Wiem, że jestem odpowiednią osobą i dam radę - jestem o tym przekonana. Jednocześnie proszę o czas na to, żeby zweryfikować, móc się przyjrzeć wszystkim rzeczom, którym przyjrzeć się należy. Chcemy działać transparentnie, więc będę oczywiście informować o tym, co zamierzamy, jak zamierzamy działać. 

Ksiądz Jacek Stryczek mówił, że te opowieści - jak to ujął - są niedorzeczne, nieprawdziwe, że to wszystko nie tak było. Wyobrażam sobie, że zwykle kiedy napisano o kimś nieprawdę, ktoś taki zapowiada, że będzie bronił swojego dobrego imienia i pójdzie do sądu - po prostu złoży pozew. Taki pozew w stowarzyszeniu powstaje? 

- Dokładnie tak, jak ks. Jacek Stryczek nie ma wpływu na programy społeczne w Stowarzyszeniu WIOSNA, dokładnie tak ja, jako prezes Stowarzyszenia WIOSNA nie mam wpływu na ks. Jacka Stryczka, ani na jego komunikacje. 

Dlatego pytam o to, czy w stowarzyszeniu, którym pani już teraz kieruje taki pozew powstaje? Bo jednak jakby nie było te informacje was dotyczą. 

- Nie, w stowarzyszeniu czekamy na wyniki śledztwa. 

Do WIOSNY trafiła pani kilka lat temu... 

- Jako wolontariusz.  

Była pani wolontariuszem, potem też dyrektorem i członkiem zarządu stowarzyszenia. W tym czasie nie widziała pani niczego niepokojącego w zarządzaniu stowarzyszeniem i w relacjach z pracownikami? 

- Zapraszam do wolontariatu, zobaczą państwo wtedy, że Szlachetna Paczka nie ma twarzy, jednej twarzy czy dyrektora. Szlachetna Paczka w rejonach to lider, to jego wolontariusze, którym Stowarzyszenie WIOSNA umożliwia działanie. Rzeczywiście, tak. Natomiast wolontariusze bardzo często nawet nie znają nikogo z Krakowa, z siedziby stowarzyszenia. 

Tak, tak. A ja o ten Kraków pytam i o pracowników i relacje z nimi. Rzeczywiście nikt się nie skarżył? Nigdy nie była pani świadkiem sytuacji, która jakoś panią zaniepokoiła?  

- To jest tak, że ja jestem dość dorosłą osobą, która potrafi stawiać jasne granice i ja te granice stawiałam. Dokładnie tak, jak w każdej innej mojej pracy z poprzednimi szefami. W momencie, kiedy mi się coś nie podobało, nie podobało mi się postępowanie w stosunku do mnie, szłam do tego szefa i dawałam mu informację zwrotną. Rzeczywiście tak było. 

To brzmi trochę tak, jakby były osoby, które nie potrafiły tej granicy postawić i być może... 

- Absolutnie nie chcę tak formułować tego. Ja mogę mówić za siebie. Umiem stawiać granice, jestem osobą, która daje informację zwrotną na bieżąco. 

I co ma pani do zaoferowania - jako prezes - tym, którzy już z wami nie pracują, ale o swoich doświadczeniach opowiedzieli w reportażu Onetu?  

- Ja sobie wyobrażam, że to w ogóle jest dla nich bardzo trudne, bo teraz są przesłuchiwani przez policję, to wiemy. To są doniesienia medialne. W tym momencie to, co na pewno będę chciała zaproponować, to spotkanie, pomoc w takim zakresie, na jaki oni będą gotowi. To na pewno.  

Szlachetna Paczka to są setki tysięcy obdarowanych, ale też artyści, celebryci, politycy i redakcje, które z wami tę akcję organizują. Docierają do was sygnały, że już nie będą z wami pracować? Nie chcą z wami pracować? 

- Jest w tym momencie tak, że rzeczywiście mieliśmy taki kryzys, gdzie trzystu wolontariuszy zrezygnowało z udziału w Szlachetnej Paczce. Natomiast to była taka pierwsza reakcja, emocjonalna. Jeżeli chodzi o firmy to czekają na zmianę, oczywiście że tak. Nasi sponsorzy, dlatego też, proszę państwa, bez państwa tego nie zrobimy w tym roku. Jesteśmy rzeczywiście  w kryzysie, w kryzysie zarządczym, ale nie chcemy by przez ten kryzys zarządczy upadła idea. I nie chcemy by 20 tysięcy rodzin, które są w potrzebie i 2,5 tysiąca dzieciaków, które mamy zrekrutowane do Akademii Przyszłości nie otrzymały pomocy. 

Krótko na koniec. Pani Joanno, czy patrząc w oczy wszystkim obecnym i byłym pracownikom Stowarzyszenia WIOSNA może pani powiedzieć używając hasła tego stowarzyszenia: "Lubimy ludzi"?

-Ja mogę powiedzieć, że lubię ludzi, że dostrzegam w nich potencjał i wydobywam go. I myślę, że jestem dobrą osobą w dobrym miejscu w dobrym czasie. Patrzę z nadzieją w przyszłość. 


(m)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy