Reklama

Reklama

NIK krytycznie o programie, który miał zahamować Afrykański Pomór Świń

Najwyższa Izba Kontroli krytykuje Ministerstwo Rolnictwa i Głównego Lekarza Weterynarii za niewłaściwe przygotowanie i złą realizację programu, który miał zahamować Afrykański Pomór Świń. Według przygotowanego raportu aż 74 proc. gospodarstw nie posiadało niezbędnych zabezpieczeń.

Jak dotychczas choroba ASF nie została zatrzymana i rozprzestrzenia się na kolejne województwa. Pod koniec 2017 r. na terenie północno-wschodniej Polski odnotowano już ponad 100 ognisk wirusa u świń.

Reklama

W Polsce pierwszy przypadek ASF wystąpił u dzików w lutym 2014 r. Choroba trafiła do naszego kraju ze wschodu - z Białorusi. Szybko rozprzestrzeniła się w Polsce. W kwietniu 2015 r., gdy odnotowano trzy ogniska ASF u świń i 44 przypadki choroby u dzików, wprowadzono Program bioasekuracji. Początkowo obowiązywał wyłącznie w gminach w województwie podlaskim. Jego głównym celem było zapobiegnięcie  rozprzestrzeniania się wirusa u świń. Uznano, że aby osiągnąć ten cel świnie mogą być utrzymywane tylko  w gospodarstwach o najwyższym poziomie bioasekuracji, czyli posiadających pełne zabezpieczenia przeciwko rozszerzaniu się chorób zakaźnych u zwierząt.

Zbyt późna reakcja

Najwyższa Izba Kontroli ocenia, że  program okazał się nieskuteczny, bo nie osiągnięto jego podstawowych celów. Przede wszystkim nie zahamowano rozprzestrzeniania się wirusa ASF w Polsce. Do października 2017 r. liczba przypadków ASF u dzików wzrosła do 567, a ognisk u świń do 103, z czego 80 ognisk odnotowano w samym 2017 r. Liczby te z dnia na dzień rosną. Dlatego dwukrotnie rozszerzono obowiązywanie programu o kolejne gminy. Zdaniem NIK reagowano jednak zbyt wolno. Mimo wystąpienia w 2016 r. przypadków ASF u dzików w kolejnych powiatach, dopiero w lipcu następnego roku podjęto decyzję o objęciu programem gmin województwa podlaskiego, mazowieckiego i lubelskiego. W listopadzie 2017 r. wirus przekroczył linię Wisły - odnotowano  wystąpienie zakażenia dzików w okolicach Lasek.

Wirus rozprzestrzenia się, bo nie spełniono także drugiego celu programu, czyli nie osiągnięto stanu, w którym świnie utrzymywane są wyłącznie w gospodarstwach o najwyższym poziomie bioasekuracji. NIK alarmuje, że wystąpienie od czerwca 2017 r. masowych ognisk ASF świadczy o tym, że w dalszym ciągu wiele gospodarstw nie jest właściwie zabezpieczonych - w 2018 r. odnotowano 3 dalsze ogniska tej choroby.

Program niewłaściwie przygotowany i nierzetelnie realizowany

Jak ocenia NIK, nieskuteczność podejmowanych działań wynikała przede wszystkim z niewłaściwego przygotowania programu oraz jego nierzetelnej realizacji. Podczas opracowywania programu nie uwzględniono możliwości jego realizacji. Wprowadzonych rozwiązań w zakresie stosowania biosaekuracji nie dostosowano do rozdrobnionej struktury gospodarstw - w 93 proc. były to małe gospodarstwa utrzymujące do 50 sztuk świń.

Nie mogły one sobie pozwolić na wprowadzenie koniecznych zabezpieczeń, bowiem średni koszt dostosowania gospodarstwa do wymogów biuoasekuracji szacowano na ok. 33 tys. zł. Dlatego właściwe zabezpieczenia przeciwepizootyczne mogło realnie wdrożyć zaledwie ok. 6 proc.  właścicieli gospodarstw. NIK zauważa, że właścicielom gospodarstw, w ramach programu, umożliwiono dobrowolną rezygnację z utrzymywania świń i zapewniono za to rekompensaty przez okres trzech lat. Wystarczyło, że złożyli oni oświadczenia o niespełnianiu wymogów właściwego zabezpieczenia gospodarstwa. Niewielu posiadaczy świń skorzystało z tej możliwości.

Ponadto przepisy prawa określające zasady działania programu zostały tak skonstruowane, że nie mógł zostać osiągnięty podstawowy jego cel, czyli utrzymywanie  świń, tylko w gospodarstwach o najwyższym poziomie bioasekuracji. W programie wprowadzono przepisy wyznaczające, jak ma wyglądać zabezpieczenie gospodarstwa. Pominięto przy tym podstawowe zabezpieczenia opisane w innych, już funkcjonujących aktach prawnych. Wymagano np.  prowadzenia rejestru wejść osób do pomieszczeń, w których trzymane są świnie, czy stosowania odzieży i obuwia ochronnego, a nie wymagano np. przestrzegania obowiązku wyłożenia mat dezynfekcyjnych przed wjazdem i wyjazdem z gospodarstwa oraz przed wejściami do pomieszczeń, w których utrzymywane są świnie.

W ten sposób przyjęte w programie rozwiązania nie pozwalały na wydanie decyzji nakazujących likwidację stada nawet w przypadku rażących naruszeń wymogów bioasekuracji, jeżeli tylko spełnione zostały wymagania określone w programie.

Dlatego program nie spowodował likwidacji stad w gospodarstwach niespełniających podstawowych wymagań bioasekuracji. Z kontroli Inspekcji Weterynaryjnej przeprowadzonej przed wprowadzeniem programu wynikało, że 90 proc. gospodarstw nie miało właściwych zabezpieczeń przeciw chorobom zakaźnym.  Tymczasem w wyniku działania programu zlikwidowano zaledwie 26 proc.  stad świń. Do tego decyzje nakazujące ubój zwierząt były wydawane głównie w przypadkach, gdy właściciele gospodarstw złożyli oświadczenia o niespełnianiu wymogów właściwego zabezpieczenia.

NIK krytykuje nadzór Głównego Lekarza Weterynarii nad programem

Nieskuteczny był także nadzór Głównego Lekarza Weterynarii nad realizacją programu. Nie kontrolowano prawidłowości weryfikacji zabezpieczeń przed chorobami zakaźnymi dokonanych przez powiatowych lekarzy weterynarii. Nadzór sprowadzał się do bezkrytycznego przyjmowania od powiatowych lekarzy weterynarii informacji o uznawaniu gospodarstw za spełniające najwyższy stopień bioasekuracji, mimo że liczba likwidowanych stad wskazywała na niepełną realizację celów programu. Często w protokołach sporządzanych przez Inspekcję Weterynaryjną stan zabezpieczeń podawano jako prawidłowy, mimo iż tak nie było.

Stwarzało to pozory zabezpieczenia przed zakażeniami, a dowodem tego było wystąpienie ASF w gospodarstwie uznanym za spełniające wszelkie wymogi bioasekuracji. Ponowne kontrole gospodarstw uznanych za w pełni bezpieczne przed wirusem, przeprowadzone przez Inspekcje Weterynaryjne w obecności kontrolerów NIK, wykazały szereg nieprawidłowości i nieprzestrzeganie elementarnych zabezpieczeń.

Gospodarstwo nieprzestrzegające zasad bioasekuracji stwarza zagrożenie dla innych podmiotów nawet tych doskonale zabezpieczonych. Bowiem w małym gospodarstwie, którego właściciel lekceważy środki bioasekuracji i utrzymuje choćby jedną świnię, wystąpienie ASF skutkuje wyznaczeniem obszaru zapowietrzonego o promieniu co najmniej 3 km od ogniska choroby i obszaru zagrożonego -  7 km poza obszar zapowietrzony. Na tych obszarach wszystkie sąsiadujące gospodarstwa - niezależnie od skali produkcji świń - są narażone na restrykcje sanitarne i straty ekonomiczne, tym dotkliwsze im większa jest liczba utrzymywanych zwierząt. W tych obszarach m.in. jest zakaz przewozu świń, więc nie można ich już szybko sprzedać. Niedozwolona jest także produkcja nowych zwierząt. Choroba w jednym, nawet niewielkim stadzie świń, naraża na straty położoną w pobliżu dużą fermę doskonale zabezpieczoną przed przeniknięciem wirusa.

Fatalne skutki dla gospodarki

Dalsze rozszerzenie ASF może mieć poważne skutki ekonomiczne dla polskiej gospodarki. Przede wszystkim rozprzestrzeniająca się choroba może spowodować zamknięcie rynków Kanady, USA czy Hongkongu, na które polskie firmy eksportują wieprzowiną. Już utracono rynek chiński, gdzie rocznie eksportowano 52 tys. ton wieprzowiny. Choroba może spowodować także skutki o charakterze społecznym tj. zmniejszenie liczby gospodarstw utrzymujących świnie i zmianę w modelu chowu świń - będą się tym głównie zajmowały duże gospodarstwa. W wyniku ASF obniżona może zostać także wiarygodność polskich branż chowu trzody chlewnej i mięsa wieprzowego. Polska może być postrzegana jako kraj, który nie potrafił poradzić sobie ze zwalczaniem wirusa ASF.

Na realizację programu bioasekuracji w latach 2015-2017 (I półrocze) wydano ponad 4 mln zł. Średni koszt likwidacji jednej świni to blisko 600 zł. Na likwidację świń wydatkowano łącznie 3,7 mln zł, większość tej kwoty - 2,6 mln zł - pochłonęły odszkodowania za świnie zabite lub poddane ubojowi.

(mpw)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama