Reklama

Reklama

Niespokojnie na Białorusi. Wiceszef MSZ: Z perspektywy Polski nie ma zagrożenia bezpieczeństwa

- Z perspektywy Polski nie ma żadnych zagrożeń bezpieczeństwa - tak we wtorek (18 sierpnia) wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz odniósł się w TV Republika do aktualnej sytuacji na Białorusi, w tym rozlokowania oddziałów armii białoruskiej na granicy z Polską.

Prezydent Alaksandr Łukaszenka oznajmił we wtorek, że Białoruś rozlokowała oddziały swojej armii na zachodniej granicy kraju i że są one w pełnej gotowości bojowej. Ocenił, że na Białorusi pojawiają się problemy "nie tylko wewnątrz, ale i z zewnątrz".

"Zagrywki psychologiczne"

Reklama

Wiceszef MSZ zapewniał, że Polska odnotowuje te deklaracje i analizuje obecną sytuację na Białorusi, przekazując informacje do MON i prezydenta Andrzeja Dudy.

- Mam wrażenie, że to są takie zagrywki psychologiczne. Władza w Mińsku widzi, że nie poradzi sobie ze skalą tych protestów i próbuje rozegrać psychologicznie swoje własne społeczeństwo, korzystając z elementu strachu, jakim jest wróg zewnętrzny - oceniał Przydacz.

Wiceszef resortu dyplomacji nie wykluczył, że Łukaszenka odwoła się do siłowego rozwiązania protestów, jednak wyraził nadzieję, że ostatecznie do tego nie dojdzie.

- Z perspektywy Polski nie ma absolutnie żadnych zagrożeń bezpieczeństwa - zapewniał. 

"Nie ma czego się obawiać"

Przydacz przypomniał, że we wtorek odbyła się rozmowa telefoniczna prezydenta Andrzeja Dudy z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem, w trakcie której padło zapewnienie o wspólnej kolektywnej obronie wojsk Sojuszu i odstraszaniu w razie niebezpieczeństwa.

- Nie ma czego się obawiać, natomiast należy obawiać się tego, do czego może doprowadzić urażona duma zranionego władcy - mówił wiceszef MSZ.

Przydacz oceniał, że Łukaszenka jest zaskoczony skalą protestów, jak i tym, że dochodzi do nich nie tylko w środowisku młodych ludzi, ale także wśród robotników w zakładach pracy. - Myślę, że to jest dla niego, po tych 26 latach pewnego rodzaju zaskoczenie i stąd też takie dziwne ruchy i chęć wywołania przekonania o agresorze, wpływie zewnętrznym - mówił wiceszef MSZ.

Zbierze się Rada Koordynacyjna

W środę (19 sierpnia) ma odbyć się pierwsze posiedzenie Rady Koordynacyjnej, powstałej z inicjatywy Swiatłany Cichanouskiej w celu zorganizowana pokojowego procesu przekazania władzy na Białorusi

Łukaszenka oświadczył we wtorek, że powołanie przez opozycję w kraju Rady Koordynacyjnej jest "próbą przejęcia władzy ze wszystkimi wypływającymi z tego konsekwencjami". Zapowiedział, że władze będą podejmować "adekwatne kroki". Ponadto we wtorek rozpoczęły się planowe loty w ramach ochrony granicy państwowej w przestrzeni powietrznej, które białoruskie ministerstwo obrony określiło jako "planowe". 

W poniedziałek (17 sierpnia) Łukaszenka zadeklarował, że nowe wybory prezydenckie, parlamentarne i lokalne na Białorusi mogą się odbyć, ale postawił warunek - po przyjęciu nowej konstytucji.


Wzywają do powtórzenia wyborów

Na Białorusi od tygodnia trwają protesty po wyborach prezydenckich. 

Polska i część państw europejskich oraz USA oceniają, że wybory te nie były zgodne ze standardami międzynarodowymi i wzywają do ich powtórzenia. O zwołanie nadzwyczajnego szczytu UE w sprawie Białorusi apelował w ubiegłym tygodniu premier Mateusz Morawiecki. W poniedziałek szef RE Charles Michel poinformował, że zwołuje na środę (19 sierpnia) na godz. 12 szczyt w formie wideokonferencji przywódców unijnych w sprawie sytuacji na Białorusi.

W piątek (14 sierpnia) ministrowie spraw zagranicznych UE dali zielone światło dla rozpoczęcia prac nad sankcjami wobec osób odpowiedzialnych za przemoc i fałszowanie wyników wyborów prezydenckich na Białorusi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje