Reklama

Reklama

Nierówna walka

Powiatowe sanepidy nie nadążają - zakażeń przybywa, a ludzi brakuje - pisze na łamach "Przeglądu" Helena Leman.

Gdy dzwonię do Anny Obuchowskiej, rzecznik prasowej Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku i jednocześnie zastępcy pomorskiego wojewódzkiego inspektora w Gdańsku, telefon odbiera sekretarka. Tłumaczy, że rozmowa jest niemożliwa, bo za kilka minut pani rzecznik zaczyna spotkanie. Mam próbować następnego dnia, najlepiej po godz. 11, gdy skończy się bieżące raportowanie. Po wysłaniu mejla jednak rzecznik Obuchowska kontaktuje się ze mną. Wyjaśnia, że wejście na teren stacji jest niemożliwe, bo 30 września zostały wykryte przypadki koronawirusa u załogi i wprowadzono szczególne zasady bezpieczeństwa.

Reklama

- Staramy się ograniczać kontakty z osobami z zewnątrz, aby nie narażać naszych pracowników i osób postronnych. Do tej pory ogniska zakażenia SARS-CoV-2 zanotowano w kilku stacjach sanitarno-epidemiologicznych województwa pomorskiego. Nie mogę też blokować ludzi, żeby rozmawiali z dziennikarzem, bo jesteśmy bardzo obłożeni pracą - wyjaśnia i szybko kończy rozmowę. Już dzwoni kolejny telefon.

W stacjach powiatowych albo odzywają się automatyczne sekretarki, albo linia jest zajęta. W sanepidzie powiatu kartuskiego, który to powiat od 3 października znajduje się w strefie czerwonej, słyszę tylko brzęk odkładanej słuchawki, choć dzwonię kilkakrotnie. W Pruszczu Gdańskim obiecują, że oddzwonią, i na tym się kończy. W Sopocie, który w strefie czerwonej też jest od 3 października, dyrektor tamtejszej stacji odbiera natychmiast i prosi o podesłanie pytań. Załatwiam sprawę szybko, bo dzwonię bezpośrednio na komórkę.

Na utrudniony kontakt z sanepidem w czasie pandemii skarżą się ludzie jak Polska długa i szeroka. Rekordziści po kilkadziesiąt razy bezskutecznie wydzwaniają na numery alarmowe. Padają słowa o braku empatii, panowania nad epidemią. Na opieszałość narzekają też dyrektorzy szkół, którzy czekają na rozpatrzenie wniosków o nauczanie zdalne lub hybrydowe. O zamknięciu szkół decyduje bowiem sanepid.

Z pytaniami do pomorskiego sanepidu można również zwracać się przez facebookową stronę Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Gdańsku. Poruszane są tam różne problemy, powtarzają się apele do ozdrowieńców o oddawanie osocza. "Skoro osoby bezobjawowe nie są testowane, to nie będą wiedziały, że mogłyby oddać osocze. Mniej testów równa się mniej osocza", pisze Dorota Piotrowska. "A co z dodzwonieniem się na testy?", pyta Barbara Zielara. Ludzie, którzy powinni być testowani, nie mogą się zarejestrować ze względu na ogromne kolejki na infolinii. Ktoś inny pisze, że nie ma co się dziwić wzrostom zachorowań, skoro osoby z bezpośredniego kontaktu z chorym na COVID-19 nie są informowane przez sanepid o konieczności odbycia kwarantanny. "Nie wiem, ile ludzi jest na tyle rozsądnych, aby zastosować samoizolację", zastanawia się internautka.

Powiatowe sanepidy nie nadążają, bo po prostu są niewydolne kadrowo. Anna Obuchowska tłumaczy, że wszyscy pracownicy merytoryczni, w tym ścisłe kierownictwo stacji wojewódzkiej, są zaangażowani w walkę z koronawirusem: - Z powodu zakażeń SARS-CoV-2 u pracowników PSSE od początku października bardzo aktywnie pomagamy naszym stacjom powiatowym. I to jest dla nas zadanie priorytetowe.

Przyrost zakażeń

Województwo pomorskie nie było liderem zachorowalności na COVID-19. Gwałtowny przyrost zakażeń, jak w całym kraju, nastąpił na przełomie września i października. Jak podają raporty dzienne przygotowywane przez wojewódzką stację sanepidu, jeszcze 25 września zarejestrowano 128 chorych na COVID-19, 9 października - 388, a 22 października już 710. Rośnie też liczba ognisk koronawirusowych. 25 września raportowano o 50 takich ogniskach, a 9 października było ich już 109, 22 października - 228. Ponadto powiatowi inspektorzy nadzorują ogniska rodzinne, nieujęte w tej statystyce. Z analizy raportów wynika, że najwięcej ognisk jest w szpitalach, przychodniach, zakładach opieki leczniczej i domach pomocy społecznej, zaraz po nich są zakażenia w szkołach i przedszkolach oraz zakładach pracy, pozostałe przypadki związane są z weselami, imprezami urodzinowymi, wycieczkami itp.

Cały ten ogrom spraw obsługuje 988 pracowników zatrudnionych w jednostkach organizacyjnych Państwowej Inspekcji Sanitarnej w województwie pomorskim, tymczasem osób objętych kwarantanną na dzień 22 października jest tu 16 039.

- Nasze organy powiatowe wydają przede wszystkim decyzje o kwarantannie - informuje Anna Obuchowska. - Nałożenie takiej decyzji poprzedzone jest zawsze przeprowadzeniem szczegółowego dochodzenia. Wciąż przybywają nowe tematy, którymi zajmuje się inspekcja. Na początku epidemii oczekiwano od nas teleporad, mimo że lekarzy w inspekcji jest niewielu. Poszukiwaliśmy też osób powracających do Polski z krajów, gdzie epidemia już się rozwijała, i obejmowaliśmy je nadzorem. Następnie uruchamialiśmy system pobierania wymazów i badań PCR, nakładaliśmy kary za łamanie zasad kwarantanny. Z początkiem roku szkolnego pojawiły się problemy związane z powrotem dzieci i młodzieży do nauczania stacjonarnego. Liczba telefonów jest ogromna, część zapytań nie należy do kompetencji Państwowej Inspekcji Sanitarnej, a tłumaczenie tego faktu blokuje linie telefoniczne.

Rzeczniczka podkreśla, że pracownikom trudno jednocześnie odbierać telefony i przygotowywać dokumentację z dochodzeń, sporządzać sprawozdania i decyzje, że pracują siedem dni w tygodniu, w systemie na trzy zmiany. Szeregowy urzędnik w sanepidzie zarabia netto ok. 3,1 tys. zł.

- Na razie nowe osoby są zatrudniane, tylko gdy dotychczasowy pracownik odejdzie na emeryturę lub umrze. Zatrudnianie nowych osób uzależnione jest bowiem od środków na ten cel - będą one przeznaczone na potrzeby Państwowej Inspekcji Sanitarnej w przyszłorocznym budżecie państwa. Trzeba także pamiętać, że wymogi kwalifikacyjne na różne stanowiska w PIS są regulowane prawem i nie jest łatwo im sprostać - dodaje Anna Obuchowska. Na internetowej stronie stacji powiatowej w Kartuzach wisi ogłoszenie o poszukiwaniu asystenta w nadzorze sanitarnym, dokumenty trzeba było złożyć do 15 października.

Odciążenie iluzoryczne, programu informatycznego brak

Aby odciążyć sanepid, do walki z koronawirusem w jesiennej strategii włączono lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. W drugiej połowie września Ministerstwo Zdrowia opublikowało zasady zlecania testów na koronawirusa, dzieląc pacjentów na samodzielnych i niesamodzielnych. Pacjent samodzielny po teleporadzie czy kontakcie bezpośrednim z lekarzem POZ otrzymuje od niego zlecenie na wykonanie testu w jednym z mobilnych punktów poboru i udaje się tam swoim samochodem. W przypadku pacjentów niesamodzielnych, którzy nie mogą się udać do drive-thru, lekarz kontaktuje się z wojewódzką stacją sanitarno-epidemiologiczną i przekazuje informacje o konieczności wykonania testu. WSSE wystawia zlecenie i wysyła do pacjenta karetkę "wymazówkę".

- Obecnie realizowanych jest dziennie kilkaset zleceń dotyczących pacjentów niesamodzielnych - mówi Anna Obuchowska. - Nadal też inspektorzy powiatowi wydają decyzje o izolacji osób z potwierdzonym zakażeniem, gdyż nie wszyscy mają możliwość uzyskania porady u lekarza POZ. Ustalamy również listy wymazowe dla konkretnych mobilnych zespołów wymazowych z uwzględnieniem trasy przejazdu i możliwej do realizacji liczby wymazów. Ze względu na badanie próbek w różnych laboratoriach zespoły muszą dostawać osobne listy pacjentów, których badania zlecili lekarze, i osobne ze zleceniami od PIS.

Na początku września jedna ze stacji telewizyjnych wemitowała reportaż o pracy powiatowego sanepidu w Nowym Sączu, w strefie czerwonej. Pokazano nie tylko przemęczenie pracowników, lecz także zagubienie w morzu dokumentów. W reportażu wystąpił Janusz Górowski, który za darmo opracował specjalny system informatyczny, ułatwiający pracę w tamtejszym sanepidzie. Po emisji programu główny inspektor sanitarny Jarosław Pinkas obiecał zmiany, mówił też o otrzymaniu 60 mln zł na zakup sprzętu.

- Na program w pełnym wymiarze jego funkcjonalności cały czas czekamy - mówi rzecznik prasowa WSSE w Gdańsku. - Informatyzacja Państwowej Inspekcji Sanitarnej jest bardzo potrzebna. Teraz wykorzystywane są niektóre moduły, pomagają w bieżącej pracy. Na przykład korzystając z ogólnokrajowej infolinii, można uzyskać informacje o obowiązującym stanie prawnym, o zasadach dotyczących izolacji i kwarantanny czy centrach testowych. W konkretnej sprawie jednak trzeba się kontaktować z właściwą stacją powiatową.

Przystopować epidemię za wszelką cenę

Tomasz Augustyniak, szef pomorskiego sanepidu, co czwartek o godz. 11 bierze udział w audycji "Bądź zdrów" w Radiu Gdańsk. - Nie jestem optymistą. Mamy problemy z bieżącym funkcjonowaniem ochrony zdrowia. Nie ma co ukrywać, ostatnie dni pokazały, że tak ogromna dynamika wzrostu zakażeń powoduje szereg nieprzewidzianych dotąd kłopotów. Nie wydaje się tu istotne, że obecnie posiadamy jeszcze bufor wolnych miejsc w szpitalach i respiratorów; na 690 łóżek covidowych zajętych jest 229, a na 20 respiratorów przeznaczonych dla pacjentów z COVID-19 zajętych jest 15. Poważne utrudnienie to braki kadrowe w szpitalach, wynikające z wieloletnich zaniedbań - mówił 8 października.

Zwrócił też uwagę, że ok. 10 proc. zakażonych w województwie stanowią pracownicy ochrony zdrowia. Dodał, że jedynie trzy powiaty: człuchowski, sztumski i malborski, są w ostatnich tygodniach mniej dotknięte koronawirusem, a dwie trzecie przypadków COVID-19 w regionie to zakażenia rozproszone, niezwiązane z żadnymi ogniskami, co utrudnia służbom działania prewencyjne.

Ewa Maziarka, kierownik Sekcji Higieny Komunalnej Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Sopocie, z którą rozmawiam 14 października, podkreśla, że najtrudniejsze są w jej pracy urywające się telefony, niekończące się skargi ludzi i ogromny natłok spraw. - Ludzie mają pretensje o wszystko, wylewają wszystkie swoje żale, czy nas to dotyczy, czy nie. Lekarz czegoś nie dopowiedział przy teleporadzie - dzwonią do nas; nie dał zwolnienia, a osoba jest w izolacji - dzwonią. Ktoś był w sklepie i zauważył, że inny klient jest bez maseczki - od razu do nas monit. Odbieramy pytania z pensjonatów i hoteli odnośnie do zasad przygotowania stołów do śniadania, korzystania z basenów, z saun, przebywania gości przy recepcji. Ludzie pytają nawet o zasady najmu krótkoterminowego w czasie epidemii, wnoszą skargi w sprawie remontów budynków mieszkalnych w tym okresie. Staramy się interweniować, np. rozmawiamy ze spółdzielniami i rekomendujemy, by remonty odbywały się bez wchodzenia do mieszkań. Oddzwaniamy na wszystkie telefony, ale czasem poważne sprawy mogą się nie przebić.

W Sopocie od 4 do 14 października wydano 74 decyzje o kwarantannie wobec 125 osób, a 55 osób zostało objętych nadzorem, w tym okresie wydano też cztery opinie w sprawie nauczania hybrydowego lub zdalnego. Do Państwowej Inspekcji Sanitarnej w województwie pomorskim od 1 września do 22 października wpłynęło 569 wniosków od dyrektorów szkół, dotyczących zmiany trybu nauczania. Powiatowi inspektorzy wydali w tym okresie 469 opinii o nauczaniu zdalnym/hybrydowym, 94 wnioski rozpatrzono negatywnie, sześć jest w trakcie rozpatrywania. Z potwierdzonym zakażeniem jest 260 nauczycieli i 282 uczniów, w kwarantannie jest ponad sześć tys. uczniów i 470 nauczycieli.

Od wielu dni media donoszą o narastaniu w całej Polsce, także w Pomorskiem, sprzeciwu dyrektorów szkół, którzy samowolnie przechodzą na tryb zdalny lub hybrydowy, nie czekając na rozpatrzenie sprawy przez sanepid. Swoją decyzję dyrekcje uzasadniają ochroną uczniów i pracowników, poza tym obawiają się pozwów rodziców.

Tomasz Augustyniak w audycji "Bądź zdrów" 22 października mówił, że każda pomoc jest dla służb sanitarnych na wagę złota. Dwa dni wcześniej taką pomoc sanepidowi zadeklarowały władze samorządowe województwa. W liście do wojewody marszałek pomorski oraz prezydenci Gdańska, Sopotu i Gdyni zapowiedzieli, że oddelegują urzędników do wykonywania zadań sanepidu. "Oznacza to zarówno wskazanie takich osób, jak i pokrycie ich wynagrodzeń", wyjaśnili.

Ponadto władze Gdańska i województwa pomorskiego wyraziły gotowość przekazania obiektów, w których odbywały się Międzynarodowe Targi Gdańskie, na potrzeby szpitala tymczasowego. Samorządy Gdyni, Sopotu i Gdańska przekażą też konkretne środki finansowe działającym już w Trójmieście szpitalom.

- Choć wielu pracowników jest zmęczonych, mają niewykorzystane urlopy, robimy, co możemy, żeby przystopować rozwój epidemii. Przychodzą do naszych powiatowych stacji członkowie rodzin osób objętych kwarantanną, rozmowy czasem mają przebieg dramatyczny, lepiej, żeby takich rozmów było jak najmniej - podsumowuje Anna Obuchowska.

---

23 października Tomasz Augustyniak poinformował, że jest zakażony koronawirusem.

Helena Leman


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy