Reklama

Reklama

Niejasne finanse "Instytutu Bronisława Komorowskiego"

Fundacja "Instytut Bronisława Komorowskiego" została zarejestrowana niecałe trzy miesiące po przegranej Bronisława Komorowskiego (na zdjęciu) w wyborach prezydenckich w 2015 roku /Piotr Molecki /East News

Dopiero postępowanie Sądu Rejonowego w Warszawie przymusiło Fundację "Instytut Bronisława Komorowskiego" do złożenia dokumentów finansowych w KRS. Wynika z nich, że po pierwszych dwóch latach owocnej działalności, ostatni rok przyniósł już straty. Interia odkrywa szczegóły działalności Fundacji.

Dokumenty finansowe, do których dotarła Interia, pokazują, że w ciągu pierwszego roku działalności "Instytut Bronisława Komorowskiego" uzyskał przychód sięgający ponad 1,3 mln zł. Wiemy, że obecnie organizacja zatrudnia tylko jedną osobę. Czy pieniądze pochodzą z darowizn, czy może ze sprzedaży tego, co stworzyła Fundacja? - Nie pamiętam, skąd udało się uzyskać taki przychód - mówi Interii Sławomir Rybicki, były prezes zarządu fundacji.

Reklama

Niecałe trzy miesiące po przegranej Bronisława Komorowskiego w wyborach prezydenckich z Andrzejem Dudą, 14 sierpnia 2015 r., zarejestrowana została Fundacja "Instytut Bronisława Komorowskiego". We wniosku o rejestrację Fundacji w Rejestrze Przedsiębiorców czytamy, że organizacja będzie się zajmować przede wszystkim działalnością wydawniczą. Chodziło o książki, czasopisma i różnego rodzaju periodyki. Z dokumentacji wynika, że w grę wchodziły także "pozostałe pozaszkolne formy edukacji" oraz badania naukowe i prace rozwoje w dziedzinie nauk społecznych.

Organizacja znalazła swoją pierwszą siedzibę przy placu Zamkowym 2 w Warszawie. Za wynajem pokoi o powierzchni niecałych 50 m kw. należących do tzw. Apartamentu Jacka Grodzkiego w Pałacu Pod Blachą, fundacja płaciła miesięcznie ok. 3,7 tys. zł (brutto). W czerwcu 2017 r. skończyła się umowa najmu, więc Instytut musiał przeprowadzić się z pierwszej siedziby. Obecnie znajduje się przy ul. Górnośląskiej 16/18, niedaleko gmachu Sejmu.

Z akt zgromadzonych w Krajowym Rejestrze Sądowym wynika, że pierwszym prezesem zarządu Fundacji został Sławomir Rybicki, niegdyś minister w Kancelarii Prezydenta RP, obecnie senator PO. Fotel wiceprezesa przypadł Pawłowi Janowi Lisiewiczowi, wcześniej szefowi gabinetu prezydenta RP, a do Rady Fundacji trafili m.in. Jacek Michałowski, były szef kancelarii Bronisława Komorowskiego, i Olgierd Dziekoński, były prezydencki minister.

Z czasem składy zarządu i rady zmieniały się. Jako pierwszy zrezygnował Lisiewicz 23 listopada 2015 r., później 18 października 2018 r. zrobił to także Rybicki. Aktualnie szefem zarządu jest Krzysztof Łaszkiewicz, który wcześniej zasiadał w radzie Fundacji. Za czasów Bronisława Komorowskiego był prezydenckim ministrem ds. prawno-ustrojowych.

Fundacja nie złożyła sprawozdania

Przepisy wymagają od Fundacji corocznego sprawozdania finansowego do Krajowego Rejestru Sądowego. Termin minął 15 sierpnia 2019 r. Wcześniej "Instytut Bronisława Komorowskiego" publikował dokumenty. W tym roku, ze względu na opieszałość Fundacji, Sąd Rejonowy w Warszawie wszczął postępowanie przymuszające organizację do złożenia dokumentów finansowych w KRS. Postanowienie sądu z 23 października 2019 r. poskutkowało tym, że Fundacja w końcu podzieliła się informacjami o swojej działalności z ubiegłego roku.

Z dokumentów, które do tej pory upubliczniono, wynika, że w latach 2015-16 Instytut uzyskał przychód sięgający kwoty ponad 1,3 mln zł. Skąd te pieniądze? Zgodnie z aktem notarialnym z 6 sierpnia 2015 r., majątek fundacji stanowi Fundusz Założycielski w kwocie 20 tys. zł, zaś Fundusz Statutowy wynosi 5 tys. zł.

Organizacja miała zarabiać dzięki "dochodom ze składników majątkowych, działalności gospodarczej oraz z pieniędzy pozyskiwanych przez instytut". Lwią część środków Fundacji "Instytut Bronisława Komorowskiego" stanowią te wykazane w pierwszym sprawozdaniu finansowym. Chodzi o dochód sięgający 1,3 mln zł.

W aktach dostępnych w KRS czytamy, że od 14 sierpnia 2015 r. do 31 grudnia 2016 r. Fundacja "Instytut Bronisława Komorowskiego" zyskała przychód netto ze "sprzedaży produktów, towarów i materiałów" w kwocie 1 326 440,33 zł. Koszty, jakie przy tym poniesiono, to 524 195,33 zł. Czysty zysk wynosi zatem 801 370,88 zł. Nie wiadomo, o sprzedaż jakich produktów chodzi. W sprawozdaniu za kolejny rok obrotowy kwotę umieszczono już w rubryce "przychody z działalności statutowej".

Zarówno urzędujący jak i były prezes zarządu Instytutu twierdzą, że pieniądze pochodziły z datków, więc zwróciliśmy się do fundacji z prośbą o udostępnienie listy darczyńców. Nie uzyskaliśmy odpowiedzi.

"Nie pamiętam, skąd udało się uzyskać taki przychód"

Kiedy pytamy Sławomira Rybickiego o Instytut i ogromne pieniądze organizacji, ten odpowiada: - To stare dzieje. Nie pamiętam, skąd udało się uzyskać taki przychód, ale pewnie chodziło o darowizny. Bo finanse Instytutu opierały się właśnie na nich - wyjaśnia nam senator PO. - Pieniądze nie powinny pochodzić z działalności gospodarczej, bo taka nie była wtedy prowadzona - uważa polityk.

Po prześledzeniu dostępnych sprawozdań finansowych Fundacji okazuje się, że to drugi i ostatni tak dobry rok. Jeśli wierzyć dokumentom, w 2017 r. udało się wypracować 119 992,09 zł netto dochodu. Finansowa klapa zaczęła się w 2018 r., który został zamknięty stratą w wysokości 287 362 zł.

Dopiero po niedawnej interwencji sądu, okazało się, na co w 2018 r. wydawano pieniądze w "Instytucie Bronisława Komorowskiego". Uwagę zwraca przede wszystkim fakt, że z roku na rok drastycznie spadły wynagrodzenia.

Tylko jeden pracownik

W pierwszym roku pensje pochłaniały 330 844 zł (brutto), w 2017 r. spadły do 250,6 tys. zł. Rok później to już kwota "ledwie" 136 461 zł. Z informacji Interii wynika, że w ciągu ostatnich dwóch (lata 2017 i 2018) lat wynagrodzenie przypadało w udziale... jednej osobie. Bo tylko tyle, według obecnego prezesa zarządu, z którym rozmawialiśmy, zatrudnia Instytut. Dwa lata temu pracownik zarabiał więc 20 884 zł, a w 2018 r. już 11 371 zł miesięcznie.

- Mamy jednego pracownika i jest księgowa. W tym ostatnim przypadku to raczej usługa zewnętrzna. Zarząd pracuje bez wynagrodzeń - tłumaczy w rozmowie z Interią Krzysztof Łaszkiewicz, prezes zarządu Fundacji byłego prezydenta. Czym zajmuje się ten pracownik? - Organizuje spotkania, konferencje. Trzeba załatwić kwestie związane z wydawnictwem np. kolejnego raportu przygotowanego przez Fundację - dodał.

Pytamy, czy wcześniej zatrudniano więcej osób: - Nie umiem powiedzieć, co było cztery lata temu, bo to był pierwszy rok działalności (...). Senator Rybicki wtedy prowadził Instytut - odpowiada Łaszkiewicz. Przyznaje jeszcze, że zanim został prezesem, Fundacja również zatrudniała jednego pracownika.

"W sprawozdania nie wnikałem"

Na uwagę zasługują też podróże służbowe organizowane przez Fundację. Dwa lata temu pochłonęły 23 790 zł, w ubiegłym roku - 693 zł. Wzrosły natomiast opłaty za tzw. "usługi obce" (np. księgowość, tłumaczenia czy organizacja transportu świadczone przez odrębny podmiot). Kwota poszybowała o ponad 125,5 tys. zł i wynosi już 235 814 zł. W 2017 r. "Instytut Bronisława Komorowskiego" przyjął też darowiznę, co zaznaczono w dokumentach. Organizacja byłego prezydenta otrzymała w ten sposób meble wyceniane na 9 147 zł.

- Jestem prezesem tylko od zeszłego roku. Mamy stratę w wysokości ponad 200 tys. zł, bo organizowaliśmy różne spotkania, konferencje (...). Co do mebli, nie umiem się wypowiedzieć. Kiedy zostałem prezesem, one już były. W tamte sprawozdania (za poprzednie lata - red.) nie wnikałem - powiedział nam Łaszkiewicz. Jak twierdzi, Fundacja ma na swoim koncie różne publikacje, ale na nich nie zarabia.

Co z październikowym postanowieniem sądu? - Nic nie wiem o tym, żeby przymuszono nas do publikacji dokumentów finansowych. Sprawozdanie podpisałem i ono wyszło w zeszłym lub poprzednim tygodniu - usłyszeliśmy.

"Źle to wygląda przed darczyńcami"

O ocenę dokumentów finansowych poprosiliśmy Krzysztofa Izdebskiego, który jest dyrektorem programowym Fundacji ePaństwo. Nie ukrywa, że zastanawia go, dlaczego ludzie zarządzający fundacją byłego prezydenta mówią o darowiznach, skoro w rachunku zysków i strat możemy czytać o "przychodach netto ze sprzedaży produktów, towarów i materiałów".

- Nawet jeżeli dokument został niepoprawnie przygotowany, źle to wygląda przed darczyńcami - powiedział Interii Krzysztof Izdebski. - Rozliczenia pieniężne wskazują, że wszystko zaczęło się z dużym rozmachem. Z czasem chyba wyczerpała się formuła, zabrakło pasji do działania - dodaje ekspert.

Zwróciliśmy się do Bronisława Komorowskiego z prośbą o odpowiedzi na pytania związane z jego Instytutem. Do czasu publikacji tekstu nie odbierał telefonów, ani nie odpisał na SMS-a.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje