Reklama

Reklama

Nauczyciele znów zastrajkują. ZNP: 15 października zaczynamy akcję protestacyjną

15 października zaczynamy bezterminową akcję protestacyjną, polegającą na wykonywaniu tylko tych czynności, które są opisane w przepisach prawa oświatowego - poinformował przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz. - Na razie nie przystępujemy do strajku włoskiego. W pierwszej kolejności chcemy, żeby rząd zrealizował postulaty - powiedział natomiast przewodniczący oświatowej Solidarności Ryszard Proksa.

"Zgodnie z ustaleniami prezydium zarządu głównego Związek Nauczycielstwa Polskiego od 15 października rozpoczyna bezterminową akcję protestacyjną, polegającą na wykonywaniu tylko tych czynności, tych zadań, tych obowiązków, które po pierwsze mieszczą się w 40-godzinnym wymiarze czasu pracy nauczyciela, a po drugie, które są opisane w przepisach prawa oświatowego" - poinformował prezes ZNP na konferencji prasowej.

"Natomiast nie będziemy wykonywali tego, co stało się pewną normą zwyczajową, prawem niepisanym, co weszło w krew i przyzwyczajenia tych, którzy kierują polską edukacją" - podkreślił Broniarz. "Nie akceptujemy tych zadań, które do tej pory były przez nas wykonywane, za które nie otrzymywaliśmy pieniędzy" - powiedział. Wśród tych zadań wymienił m.in. wyjazdy na wycieczki szkolne, zielone szkoły, czy też prowadzenie kół zainteresowań i zajęć pozalekcyjnych.

Reklama

"Nie chcemy być woluntariuszami (...). Przygotowaliśmy zestaw zadań, które naszym zdaniem nie były do tej pory nam wynagradzane i nie chcemy ich wykonywać, mówię o sobotnio-niedzielnych konkursach, zajęciach organizowanych w dniu wolnym od pracy, sporządzaniu sprawozdań z pracy dydaktycznej szkoły, inwentaryzacji obiektów szkolnych, w tym także biblioteki. To jest katalog zadań, który chcemy przekazać nie tylko nauczycielom, ale poinformować o tym także ministra edukacji narodowej" - zapowiedział.

Decyzja prezydium to wynik sondażu

Poinformował, że decyzja prezydium to wynik sondażu, który ZNP przeprowadził we wrześniu wśród swoich członków. Wzięło w nim udział ponad 227 tys. nauczycieli i pracowników oświaty. Ankieta zawierała pytania dotyczące oceny kondycji polskiego systemu oświaty, protestu i udziału w preferowanej formie akcji protestacyjnej. Podał, że wynika z niej, że respondenci oceniają kondycję polskiego systemu edukacji na trójkę w skali 1-5, gdzie 1 oznacza "zdecydowanie źle", a 5 - "zdecydowanie dobrze".

"Pytaliśmy nauczycieli o to, jaki jest ich poziom akceptacji dla ewentualnych akcji protestacyjnych. Połowa nauczycieli wyraźnie powiedziała, że weźmie udział w akcji protestacyjnej w formie tzw. strajku włoskiego" - powiedział Broniarz.

Z ankiety wynika, że za niewykonywaniem pozastatutowych zadań w swojej szkole/przedszkolu/placówce opowiedziało się 55,3 proc. biorących udział w sondażu ZNP, za udziałem w manifestacjach - 22 proc., za wznowieniem strajku ogólnopolskiego - 18 proc, za inną formą protestu - 3,8 proc.

"Tuż po wyborach"

Prezes ZNP zaznaczył, że akcja protestacyjna rozpocznie się 15 października, już po zaplanowanych na 13 października wyborach parlamentarnych.

"Nie chcemy tego robić w przededniu wyborów. Mamy żywo w pamięci wszystko to, co działo się negatywnego w odniesieniu do naszego środowiska, ta cała fala ataków, hejtu, pomówień, że rzekomo prowadzimy akcję upolitycznioną. Nie zamierzamy zrobić tego przed wyborami, chcemy to zrobić tuż po wyborach" - powiedział.

Pytany o przewidywalny zasięg akcji protestacyjnej Broniarz zaznaczył, że każdy nauczyciel będzie podejmował decyzję o przystąpieniu do niej indywidualnie.

W ankiecie ZNP pytało też, czym w pierwszej kolejności powinno się zająć Ministerstwo Edukacji Narodowej. Najwięcej respondentów wskazało na podniesienie wynagrodzeń nauczycieli, zmniejszenie biurokracji i przeładowaną podstawę programową kształcenia ogólnego.

"Poziom wynagradzania nauczycieli spadł poniżej dna. Poziom naszych wynagrodzeń należy do najniższych w krajach Unii Europejskiej, o czym mówi ubiegłotygodniowy raport ("Education at Glance 2018" - PAP). Panu ministrowi nie tylko przypominamy, ale informujemy, że za poziom wynagradzania nauczycieli odpowiedzialność spoczywa na ministrze edukacji narodowej: to rząd formułuje przepisy prawa oświatowego, to rząd określa ramy prawne, w których funkcjonuje nauczyciel i nie damy sobie wmówić, że za to wszystko odpowiada samorząd, a rząd umywa od tego ręce. Minister edukacji narodowej jest konstytucyjnie odpowiedzialny za to wszystko, co dzieje się w sferze edukacji" - mówił Broniarz.

"Pensja zasadnicza nauczyciela równa przeciętnemu wynagrodzeniu"

Zapowiedział, że po wyborach parlamentarnych ZNP chce zarejestrować komitet inicjatywy obywatelskiej i zacząć zbierać podpisy pod projektem ustawy zakładającej inny niż obecnie sposób ustalania wysokości wynagrodzeń nauczycieli.

"Wraz z powołaniem nowego Sejmu, nowego marszałka, Związek Nauczycielstwa Polskiego przedstawi (...) wniosek o powołanie komitetu inicjatywy, zbierze tysiąc podpisów, pójdzie z tym do marszałka, będziemy czekali na decyzję marszałka o zarejestrowaniu komitetu, a jednocześnie o podjęciu prac zmierzających do zebrania minimum 100 tys. podpisów" - powiedział.

"Chcemy, by pensja zasadnicza nauczyciela dyplomowanego była równa przeciętnemu wynagrodzeniu w kraju, natomiast wynagrodzenia pozostałych stopni awansu zawodowego byłyby w odniesieniu procentowym do płacy nauczyciela dyplomowanego" - poinformował.

W ubiegłym tygodniu prezes ZNP powiedział PAP, że brane są pod uwagę dwa warianty: powiązanie wysokości wynagrodzenia nauczycieli z wysokością przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce lub z wysokością płacy minimalnej.

Obecnie wysokość wynagrodzenia nauczycieli jest pochodną kwoty bazowej dla nauczycieli określanej jest co roku w ustawie budżetowej. Służy ona do wyliczania tzw. średniego wynagrodzenia nauczycieli. Na średnie wynagrodzenie składa się wynagrodzenie zasadnicze i dodatki określone w Karcie nauczyciela. Jest ich kilkanaście. Nauczycielskie związki zawodowe od lat podkreślają, że nauczyciele dostają tylko po kilka dodatków z listy, a wysokość niektórych z nich jest niska. Wskazują, że o faktycznych zarobkach nauczycieli świadczy wysokość wynagrodzenia zasadniczego. Określa ją co roku minister edukacji w rozporządzeniu o minimalnych stawkach wynagrodzenia nauczycieli.

Broniarz pytany jak propozycja ZNP powiązana wysokości wynagrodzenia nauczycieli z wysokością przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce do dotychczasowego postulatu związku, czyli podniesienia wynagrodzeń o 1000 zł, powiedział, że zrealizowanie postulowanej zmiany przyniesie taki efekt jak spełnienie postulatu.

"Rozmowy z ministrem na temat biurokracji"

Prezes ZNP mówił też o biurokracji. "Chcemy też przystąpić do rzeczowych i rzetelnych rozmów z ministrem edukacji na temat biurokracji" - powiedział. Przypomniał, że ZNP wystąpiło już do MEN o podjęcie rozmów na temat biurokracji i odbyło się już na ten temat pierwsze spotkanie zespołu, w skład którego wchodzą przedstawiciele MEN i związków zawodowych. "Do rozmów doszło, tyle tylko, że naszym zdaniem są to rozmowy pozorowane, które mają za zadanie odbyć się po to, by minister edukacji mógł powiedzieć, że spełnia postulaty ZNP" - ocenił.

Jak mówił, ZNP wystąpiło nie tylko o podjęcie rozmów na temat biurokracji, lecz także o przygotowanie przez MEN listy przepisów prawa oświatowego pod kątem biurokracji w oświacie. "Pan minister mówi, że to wymaga czasu, że wymaga wielu wysiłków, podczas gdy okazuje się, że MEN od wielu lat posiada taki spis aktów, i śmiało mogliśmy nad tym dokumentem pracować" - powiedział.

8 kwietnia rozpoczął się strajk w oświacie, zorganizowany przez Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych. Przystąpiła do niego też część nauczycieli z oświatowej Solidarności. Trwał do 27 kwietnia, kiedy został zawieszony do września. 

Proksa: Oświatowa Solidarność nie przystąpi do protestu

Czy oświatowa Solidarność dołączy do strajku włoskiego? Przewodniczący Ryszard Proksa odpowiedział, że jest to akcja ZNP. "Na razie nie przystępujemy do strajku. Nie mamy nawet podstaw prawnych, żeby już teraz, w tym roku przynajmniej, grozić akcjami protestacyjnymi. Ciężko, bo ciężko, ale rząd realizuje nasze postulaty. Porozumienie jest dla nas najważniejsze. Nie mamy z tego powodu możliwości wywoływania akcji protestacyjnej, dopóki są realizowane nasze postulaty podpisane 7 kwietnia" - podkreślił Proksa.

Jednym z punktów zawartego w kwietniu porozumienia z rządem było wypracowanie nowego systemu wynagrodzeń nauczycieli. Ten postulat miał być zrealizowany do końca roku. Pod koniec września Solidarność zaproponowała, by płace nauczycieli były powiązane z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce narodowej. Zdaniem "S" nauczyciel stażysta powinien zarabiać 70 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, nauczyciel kontraktowy 85 proc, mianowany - 100 proc, a dyplomowany 115 proc.

Innym zapisem porozumienia było zmniejszanie uciążliwości pracy wynikającej z nadmiernej dokumentacji szkolnej. Proksa poinformował, że w środę odbywa się kolejne spotkanie w tej sprawie. "Dziś mają być konkrety, co ma być ujęte w rozporządzeniu, które jednoznacznie będzie likwidować biurokratyczne procedury, to, co jest zapisane w porozumieniu" - powiedział.

Dodał, że "jest opieszałość (w realizowaniu postulatów, PAP). Trochę nas to denerwuje. Dopóki nie skończy się ten rok, a ostatni postulat ma być zrealizowany do końca roku, nie mamy podstaw do wszczynania protestów" - podkreślił.

7 kwietnia przedstawiciele strony rządowej i reprezentanci "S" podpisali porozumienie, zakładające m.in. podniesienie od września wynagrodzeń zasadniczych nauczycieli o 9,6 proc.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje