Reklama

Reklama

Mózg polskiego "skoku stulecia" zatrzymany

Na Ukrainie ujęto Grzegorza Ł. nazywanego mózgiem polskiego "napadu stulecia". Wiceszef firmy ochroniarskiej z Łodzi, który wymyślił rabunek ponad osiem milionów złotych w Swarzędzu, wpadł w ręce policji naszych wschodnich sąsiadów. Mężczyzna był poszukiwany listem gończym od 2016 roku. Namierzali go poznańscy "łowcy głów".

Grzegorz Ł. został ujęty przez ukraińskie służby w środę. Polska policja na razie nie ujawnia, jaką rolę odegrała przy samym zatrzymaniu grupa poszukiwań celowych z wielkopolskiej komendy wojewódzkiej w Poznaniu. Ukraina nie jest w Unii Europejskiej, dlatego policjanci z Poznania nie mogli działać tam bezpośrednio.

Wydawało się, że to "przestępstwo doskonałe"

Reklama

Do głośnej kradzieży w Swarzędzu doszło w lipcu 2015 roku. Konwojent o fałszywej tożsamości i nieustannie ucharakteryzowany w pracy (m.in. zgolił włosy, zapuścił brodę i brał środki, które pomogły mu przybrać na wadze) odjechał z gotówką, gdy dwaj inni pracownicy firmy ochroniarskiej z Łodzi weszli do budynku, by zapakować pieniądze do bankomatu.

Przez pewien czas wydawało się, że to przestępstwo doskonałe. 8,2 miliona złotych zniknęło, podobnie jak fałszywy konwojent. Z czasem wszystko zaczęło się wyjaśniać. Fałszywy konwojent okazał się krawcem z Łodzi. Miał kilku wspólników, w tym szefa całej operacji - ujętego właśnie Grzegorza Ł. Były policjant osobiście zatrudnił mężczyznę do firmy ochroniarskiej, w której był wiceszefem. 

Najwyższy wyrok usłyszał dotąd konwojent

W lipcu br. łódzki Sąd Okręgowy wydał wyroki dla Krzysztofa W. (konwojent), Adama K. (miał zwerbować pracownika ochrony i być jednym z mózgów skoku), Marka K. (wspólny znajomy Krzysztofa W. i Adama K.), Dariusza D. (miał pomagać przy przepakowywaniu skradzionych pieniędzy), Agnieszki K. i Wojciecha M. (mieli ukryć zrabowane pieniądze i wpłacić na konto 250 tys. zł). Najwyższy wyrok - ponad osiem lat więzienia - usłyszał fałszywy konwojent.

Na ławie oskarżonych zabrakło Grzegorza Ł, głównego pomysłodawcy kradzieży. Według skazanych skok miał być jego pomysłem. To on najpierw miał namawiać Marka K. do kradzieży i zapewniał, że sprawa będzie łatwa do przeprowadzenia i nikt nie ucierpi. Miał też przekonywać, że ewentualna porażka nie przyniesie poważnych konsekwencji, bo taki skok to drobne przestępstwo. Na koniec Grzegorz Ł. miał zabrać większość zrabowanej kwoty.

Grzegorz Ł. zniknął, gdy był jeszcze świadkiem w sprawie. Trafił do szpitala na badania, po których uciekł. Był poszukiwany listem gończym. W mediach społecznościowych pokazywał, że jest w Dortmundzie. Według jednej z wersji pływał na statkach. Ujęty został jednak na Ukrainie.

(m)

Dowiedz się więcej na temat: łowcy głów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy