Reklama

Reklama

Modelka zniszczyła zabytkową rzeźbę. Grozi jej więzienie

We wtorek (6 października) sąd zakończył proces w sprawie modelki Julii S. oskarżonej o uszkodzenie w zeszłym roku rzeźby amorka z Dolinki Szwajcarskiej. Wyrok zapadnie 12 października.

Sprawa stała się głośna w mediach, gdy na portalach społecznościowych w maju ubiegłego roku pojawił się film, na którym młoda dziewczyna odłupuje młotkiem nos amorkowi stanowiącemu element znajdującej się w Dolince Szwajcarskiej fontanny. Wówczas stołeczny konserwator zabytków o sprawie zawiadomił prokuraturę.

Reklama

W lutym tego roku przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia odczytano akt oskarżenia. Zgodnie z ustawą o ochronie zabytków "kto niszczy lub uszkadza zabytek, podlega karze pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do lat ośmiu".

"Żałuję tego, co zrobiłam"

- Żałuję tego, co zrobiłam. Poniosłam konsekwencje i zostałam wyrzucona z agencji modelingowej. To było trudne dla mnie, bo mi na tym zależało - mówiła wtedy S. przed sądem. Po zdarzeniu - jak informowano - spot reklamowy z udziałem dziewczyny wycofał jeden z banków. S. przyznała, że w chwili zdarzenia była pod wpływem alkoholu.

Szacowana wartość szkody

We wtorek, podczas kolejnej rozprawy, sąd poinformował, że zapoznał się z pismem na temat szacowanej wartości szkody nadesłanym przez Zarząd Zieleni m.st. Warszawy, pod którego nadzorem jest park i rzeźba.

Jak wskazywał sąd, w piśmie udzielono informacji, że ostateczna wartość prac projektowych niezbędna do wykonania prac konserwatorskich będzie znana po wyłonieniu wykonawców. Jednocześnie sąd zaznaczył, że w sierpniu bieżącego roku Zarząd Zieleni m. st. Warszawy poinformował, że został wyłoniony wykonawca w zakresie sporządzenia dokumentacji, która jest potrzebna do przeprowadzenia tych prac.

- Na chwilę obecną, jak wynika z pisma, ostateczna wartość prac konserwatorskich nie jest znana - mówiła sędzia.

Podczas rozprawy prokurator zażądał dla oskarżonej kary 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata próby oraz dwóch tys. zł na rzecz funduszu ochrony zabytków.

Słowa obrońcy

Obrońca oskarżonej podkreślała zaś, że S. przyznała się do winy, wykazując skruchę w związku z tym, co się wydarzyło. - Oskarżona wie, że było to zachowanie karygodne i będzie musiała ponieść za to konsekwencje - mówiła adwokat. - Do dzisiejszego dnia boryka się z konsekwencjami swojego zachowania - dodała.

Obrońca podkreślała jednocześnie, że zakończenie postepowania sądowego nie będzie oznaczało dla S. zakończenia tej sprawy, ponieważ o czynie, którego się dopuściła, będą pamiętali ludzie oraz środowisko, w którym żyje. Zaznaczała także, że S. do dziś otrzymuje pogróżki w związku ze sprawą, które były zgłaszane policji.

Wskazując na te okoliczności, adwokat zawnioskowała o złagodzenie okresu próby do roku, a także o możliwość rozłożenia na raty kwoty 2 tys. zł, z uwagi na fakt, iż aktualna sytuacja finansowa oskarżonej nie pozwala jej na pokrycie tej kwoty jednorazowo.

- Bardzo żałuję swojego zachowania - powtórzyła S. we wtorek przed sądem.

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia odroczył we wtorek ogłoszenie wyroku na 12 października bieżącego roku.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne