Reklama

Reklama

Ministerstwo Edukacji Narodowej: Nauczyciele nie chcą strajkować

- Nauczyciele nie chcą strajkować; cieszy nas to nastawienie, bo jest ono z korzyścią dla uczniów i rodziców - napisała w środę rzeczniczka MEN Anna Ostrowska. Odniosła się w ten sposób do decyzji ZNP dot. akcji protestacyjnej, wynikającej z ankiety wśród nauczycieli.

Prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz poinformował w środę, że ZNP zaczyna od 15 października bezterminową akcję protestacyjną, polegającą na wykonywaniu tylko tych czynności, które są opisane w przepisach prawa oświatowego. Jak wyjaśnił nie będą realizowane m.in. wycieczki szkolne, zajęcia organizowane w dniu wolnym od pracy, sporządzanie sprawozdań z pracy dydaktycznej szkoły - zadania, które nie były do tej pory wynagradzane nauczycielom. Podał, że decyzja ta to wynik sondażu, który ZNP przeprowadził we wrześniu wśród swoich członków.

Reklama

"Pytaliśmy nauczycieli o to, jaki jest ich poziom akceptacji dla ewentualnych akcji protestacyjnych. Połowa nauczycieli wyraźnie powiedziała, że weźmie udział w akcji protestacyjnej w formie tzw. strajku włoskiego" - powiedział Broniarz. Z ankiety wynika, że za niewykonywaniem pozastatutowych zadań w swojej szkole/przedszkolu/placówce opowiedziało się 55,3 proc. biorących udział w sondażu ZNP, za udziałem w manifestacjach - 22 proc., za wznowieniem strajku ogólnopolskiego - 18 proc., za inną formą protestu - 3,8 proc.

"Nauczyciele nie chcą strajkować"

Rzeczniczka Ministerstwa Edukacji Narodowej komentując to napisała: "Nauczyciele nie chcą strajkować - tak wynika z ankiety przeprowadzonej przez ZNP. Cieszy nas to nastawienie, bo jest ono z korzyścią dla uczniów i rodziców". Według niej: "rozmowa i dialog ze związkowcami są lepsze niż spór, zwłaszcza taki, który miałby przybrać formę strajku". "Zachęcamy władze ZNP do włączenia się w rozmowy, które proponuje minister edukacji, czy to w formule Rady Dialogu Społecznego, czy Zespołu ds. statusu zawodowego pracowników oświaty. Wszystkim nam powinno zależeć na poprawie atmosfery zaufania w środowisku oświatowym. Ostatni strajk pokazał, że nie ma społecznej akceptacji dla tak radykalnych kroków" - zaznaczyła Ostrowska.

"Przypominamy, że spełniliśmy zdecydowaną większość postulatów związków zawodowych dotyczących poziomu wynagrodzeń, systemu awansu zawodowego i oceny ich pracy. Nauczyciele otrzymali już dodatkowe podwyżki, a w przyszłym roku planujemy wdrożyć kolejną. Rozmawiamy również ze związkami zawodowym na temat zmniejszenia uciążliwości pracy związanej z nadmiarem dokumentacji szkolnej" - wskazała w komunikacie.

"Szanujemy rolę związków zawodowych w obronie praw pracowniczych, ale również przypominamy o ich obowiązkach w tej kwestii" - napisała Ostrowska. Przypomniała, że nauczycieli, tak jak inne grupy zawodowe obowiązuje 40-godziny czas pracy. W jego ramach nauczyciel obowiązany jest realizować zajęcia dydaktyczne, wychowawcze i opiekuńcze, inne zajęcia i czynności wynikające z zadań statutowych szkoły, a także zajęcia i czynności związane z przygotowaniem się do zajęć, samokształceniem i doskonaleniem zawodowym. "Część obowiązków, które nauczyciele wykonują, nie jest wprost zapisana w przepisach prawa" - zauważyła.

Rzeczniczka MEN podkreśliła, że "jednym z obowiązków nauczycieli jest rzetelne realizowanie zadań związanych z powierzonymi im stanowiskiem oraz podstawowymi funkcjami szkoły, a także wspieranie każdego ucznia w jego rozwoju". Jednocześnie zapewniła, że priorytetem Ministerstwa Edukacji Narodowej jest wzmocnienie prestiżu zawodu nauczyciela oraz przywrócenie etosu tej najważniejszej grupie zawodowej.

"Nie akceptujemy tych zadań"

8 kwietnia rozpoczął się strajk w oświacie, zorganizowany przez Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych. Przystąpiła do niego też część nauczycieli z oświatowej Solidarności. Trwał do 27 kwietnia, kiedy został zawieszony do września.

Pod koniec sierpnia prezes ZNP zapowiedział przeprowadzenie ankiety wśród członków ZNP dotyczący ewentualnej akcji protestacyjnej i jej formy. Jak wyjaśnił wówczas, że sondaż to nie jest referendum strajkowe, tylko je poprzedza. "Referendum będzie wtedy, gdy z sondażu wyniknie, że nauczyciele są zdecydowani do podjęcia akcji strajkowej polegającej na całkowitym powstrzymaniu się od pracy, czyli powrotu do stanu z kwietnia bieżącego roku" - powiedział. Dodał, że pojawia się wiele propozycji form protestu, jednak ostateczna decyzja zapadnie po konsultacji z nauczycielami.

W środę na konferencji prasowej Broniarz poinformował, że "Zgodnie z ustaleniami prezydium zarządu głównego Związek Nauczycielstwa Polskiego od 15 października rozpoczyna bezterminową akcję protestacyjną, polegającą na wykonywaniu tylko tych czynności, tych zadań, tych obowiązków, które po pierwsze mieszczą się w 40-godzinnym wymiarze czasu pracy nauczyciela, a po drugie, które są opisane w przepisach prawa oświatowego".

"Natomiast nie będziemy wykonywali tego, co stało się pewną normą zwyczajową, prawem niepisanym, co weszło w krew i przyzwyczajenia tych, którzy kierują polską edukacją" - podkreślił Broniarz. "Nie akceptujemy tych zadań, które do tej pory były przez nas wykonywane, za które nie otrzymywaliśmy pieniędzy" - powiedział. Wśród tych zadań wymienił m.in. wyjazdy na wycieczki szkolne, zielone szkoły, czy też prowadzenie kół zainteresowań i zajęć pozalekcyjnych.

"Nie chcemy być woluntariuszami (...). Przygotowaliśmy zestaw zadań, które naszym zdaniem nie były do tej pory nam wynagradzane i nie chcemy ich wykonywać, mówię o sobotnio-niedzielnych konkursach, zajęciach organizowanych w dniu wolnym od pracy, sporządzaniu sprawozdań z pracy dydaktycznej szkoły, inwentaryzacji obiektów szkolnych, w tym także biblioteki. To jest katalog zadań, który chcemy przekazać nie tylko nauczycielom, ale poinformować o tym także ministra edukacji narodowej" - zapowiedział.

W sondażu przeprowadzonym we wrześniu przez ZNP wzięło udział ponad 227 tys. nauczycieli i pracowników oświaty.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy