Reklama

Reklama

Mieszkaniec Krakowa: Czułem, jakby mi ktoś kolejny ciężarek nakładał na płuca

- Do tej pory czułem zapach Krakowa. Jak przyjechałem tutaj na studia, to grudzień kojarzył mi się z charakterystycznym zapachem Plant. Jak ten temat stał się modny, to dowiedziałem się, że to jest smog - mówi Robert Kulig. Co wiemy o śmiertelnie groźnym dla zdrowia smogu? Jak z nim walczą samorządy? Czy kiedykolwiek uda nam się oczyścić powietrze z groźnych toksyn? - o tym w "Raporcie" Polsat News.

Przekroczenia norm stężenia w powietrzu dwutlenku siarki, tlenków azotu, dwutlenku węgla, sadzy i cząstek pyłów spowodowały w 2019 roku przedwczesną śmierć 43 tysięcy Polaków. Według lekarzy problem może być jednak znacznie większy.  

- Komin, nad którym wisimy dronem, ma wskazania pyłów na poziomie 60 ppm. Jest to poziom ostrzeżenia, bezpieczny dla nas. Czasami ludzie spalają wszystko, co mają, łącznie z odpadkami z kuchni, elementami po remontach, butelkami po napojach itp. W tym znajdują się substancje, które nam zagrażają. To, co jest spalane, nie szkodzi tylko osobie, która to spala, ale też całemu społeczeństwu - wyjaśnia Marcin Słota z Głównego Instytutu Górnictwa w "Raporcie" Polsat News.

Reklama

Palenie śmieci to jednak tylko część problemu. 

- Do tej pory czułem zapach Krakowa. Jak przyjechałem tutaj na studia, to grudzień kojarzył mi się z charakterystycznym zapachem Plant. Jak ten temat stał się modny, to dowiedziałem się, że to jest smog. To, co mnie dusiło przez te kilkanaście lat, to smog, to nie jest zapach Krakowa, tylko smród Krakowa i szkodzi nam wszystkim tutaj - mówi Robert Kulig.

- Borykam się z ciężką astmą od 15 lat. Jak mieszkałem w moim mieście, bardzo zielonym, to wszystko było okej, ale jak przeprowadziłem się do Krakowa, to z każdym kolejnym tygodniem, miesiącem czułem, jakby mi ktoś kolejny ciężarek nakładał na płuca. To zaczęło się pogłębiać, aż czułem, jakby mi ktoś klatkę przygniótł - dodaje.

- Lekarz od razu to stwierdził, widząc moje wyniki badań, że mam kondycję płuc jak 80-latek, a mam 37 lat. Więc jest przepaść. Za zaleceniem lekarza muszę uprawiać lekki sport, aby te wydolność płuc jakoś poprawiać - zaznacza Kulig.  

- Ta choroba trwa już tak długo, że jest to mój normalny tryb życia. Wiem, że rano się będę dusił, że jak jest smog, to muszę założyć maseczkę, że jak będę miał poważniejszy atak, to muszę wziąć leki. To jest już pewien rytm. Jest zupełnie inaczej jak wyjadę nad morze, wtedy czuję komfort oddychania - wyjaśnia. 

Smog ma również wpływ na zapadalność na COVID-19. 

Czytaj więcej w Polsat News

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje