Reklama

Reklama

Mężczyzna uciekł z kajdankami na rękach. Sąd uniewinnił konwojentów

Sąd Okręgowy w Białymstoku prawomocnie uniewinnił w czwartek dwóch policjantów, którym z budynku prokuratury uciekł - z kajdankami na rękach - mężczyzna podejrzany m.in. o szereg kradzieży. Nie było przestępstwa, była odpowiedzialność służbowa - uznał sąd.

Zdarzenie, którego dotyczył proces, miało miejsce pod koniec września 2016 roku. Policjanci z komendy miejskiej dowieźli zatrzymanego do budynku Prokuratury Rejonowej w Białymstoku. Choć miał kajdanki na rękach, zdołał stamtąd uciec, wykorzystując nieuwagę funkcjonariuszy ochrony budynku.

Mimo, iż był zamknięty pomieszczeniu z kratami i miał kajdanki, zdołał palcem nacisnąć na klamkę z drugiej strony, otworzył kratę i - mimo, iż za nią w tym samym pomieszczeniu było dwóch policjantów - wybiegł, przebiegł korytarz gdzie była też ochrona i uciekł z budynku, po czym wsiadł do autobusu i odjechał. Zatrzymano go ponownie po kilku dniach.

Reklama

Prokuratura zarzuciła dwójce policjantów niedopełnienie obowiązków. W ocenie śledczych, podstawowe błędy popełnione przez funkcjonariuszy, to kajdanki założone podejrzanemu z przodu i niedostateczny nadzór nad nim.

Według prokuratury, konwojenci działali w ten sposób na szkodę interesu publicznego, podważając zaufanie społeczne do policji. Dlatego chciała ich ukarania; przed sądem I instancji wnioskowała o 5 tys. zł grzywny dla każdego.

Sąd rejonowy obu policjantów uniewinnił. Uznał, że w świetle zebranych w sprawie dowodów, nie można im zarzucić niedopełnienia obowiązków.

Sąd okręgowy wyroki uniewinniające w czwartek utrzymał w mocy. W uzasadnieniu zaznaczył, że co prawda sąd I instancji nie ustrzegł się pewnych uchybień, co doprowadziło do błędnej oceny niektórych zachowań policjantów, ale nie wpłynęły one merytorycznie na wyrok uniewinniający.

"Nie każde niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariusza publicznego skutkuje jego odpowiedzialnością karną za przestępstwo z art. 231 par. 1 Kodeksu karnego (czyli za niedopełnienie obowiązków lub przekroczenie uprawnień i działanie w ten sposób na szkodę interesu publicznego lub prywatnego - PAP)" - mówił sędzia Krzysztof Kamiński.

Sąd okręgowy zwrócił uwagę zwłaszcza na zamiar i szkodę, która może być materialna lub niematerialna. I doszedł do wniosku, że w tej sprawie nie można mówić o tzw. istotnej szkodzie majątkowej lub niemajątkowej, np. w postaci podważenia autorytetu i zaufania do policji, czy szkodzie wizerunkowej.

Sędzia Kamiński przyznał, że okoliczności ucieczki podejrzanego "nie przysporzyły policji prestiżu". "Przeciwnie, mogą budzić skojarzenia ze scenami rodem z filmu "Akademia policyjna"" - dodał zaznaczając przy tym, że jednak nie można mówić o istotnej - w rozumieniu Kodeksu karnego - szkodzie niematerialnej.

Dlatego sąd okręgowy przyjął, iż zachowanie oskarżonych nie wyczerpało wszystkich znamion przepisów Kodeksu karnego mówiących o niedopełnieniu obowiązków przez policjantów. "Nie można mówić o popełnieniu przez nich przestępstwa, a jedynie o naruszeniu obowiązków służbowych karanych w trybie dyscyplinarnym" - dodał sędzia Kamiński.

Po zdarzeniu, obaj policjanci ponieśli konsekwencje dyscyplinarne w postępowaniu wewnętrznym policji. M.in. odebrano im dodatki i premie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne