Reklama

Reklama

Matka 1,5-rocznego Maćka: Nie mógł zadławić się fragmentem długopisu

Jest niemożliwe, by półtoraroczny Maciek z Kutna udusił się fragmentem długopisu - takie zapewnienia złożyła podczas przesłuchania w prokuraturze matka chłopca. O tragedii stało się głośno, bom maluch zmarł dzień po tym, jak nie przyjęto go z zapaleniem oskrzeli do szpitala w Kutnie. Rodzina twierdzi, że z powodu braku miejsc.

Dzisiaj ogłoszono wstępne wyniki sekcji zwłok. Jak poinformował rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej Krzysztof Kopania, według wstępnych ustaleń, dziecko zmarło śmiercią gwałtowną na skutek uduszenia. - Doszło do zatkania prawego oskrzela głównego plastikowym fragmentem długopisu. Posekcyjnie nie zaobserwowano ewidentnych zmian chorobowych - podał Kopania. Zastrzegł, że dopiero szczegółowe badania histopatologiczne zabezpieczonych wycinków mają wykazać, czy były zmiany chorobowe, i wyjaśnić, jaki był stan zdrowia Maćka.

Reklama

Kutnowska prokuratura prowadzi śledztwo ws. nieumyślnego spowodowania śmierci chłopca. Ma ono wykazać, czy odmowa przyjęcia go do miejscowego szpitala dzień przed tragedią była błędem, czy wdrożono prawidłowe leczenie i czy jego śmierć miała związek z ewentualnymi nieprawidłowościami.

Śledczy ustalają również, w jaki sposób fragment długopisu dostał się do oskrzeli dziecka. Według Kopani, wszystko wskazuje na to, że chłopiec przed śmiercią bawił się długopisem i połknął jego fragment.

Rzecznik podał, że prawdopodobnie nie ma związku pomiędzy śmiercią Maćka a odmową przyjęcia go do szpitala. - Na ostateczne wnioski musimy jednak poczekać. Nadal badamy sprawę, dlaczego nie przyjęto dziecka do szpitala, ale żeby dokonać oceny w tym zakresie, musimy mieć szczegółowe informacje co do stanu zdrowia - podkreślił Kopania.

Jego zdaniem, doszło do nieszczęśliwego wypadku, ale na obecnym etapie postępowania nie można przesądzać co do ewentualnej odpowiedzialności karnej osób, które bezpośrednio przed śmiercią zajmowały się dzieckiem.

Prokuratorzy przesłuchali już matkę chłopca, która przyznała, że we wtorek wieczorem Maciek zaczął się nagle gwałtownie dusić i kasłać. - Odpowiadając na pytania zaprzeczyła jednak, że mogło dojść do sytuacji, że chłopiec coś połknął i się zadławił, bo - jak mówiła - cały czas obserwowała dziecko - relacjonował Kopania.

Tragiczne wydarzenia rozegrały się na początku tygodnia. W poniedziałek małego Maćka badał lekarz rodzinny, który stwierdził zapalenie oskrzeli i skierował go do szpitala. Tam jednak dziecka nie przyjęto - rodzina twierdzi, że z powodu braku miejsc. Dzień później wieczorem Maciek zaczął się dusić. Zmarł mimo reanimacji.

Do czasu wyjaśnienia sprawy zawieszona została koordynator oddziału pediatrycznego szpitala w Kutnie, która na izbie przyjęć zajmowała się chłopcem.

Dyrektor ds. lecznictwa w placówce Grzegorz Koszada zapewnił jednak w rozmowie z dziennikarzem radia RMF FM Markiem Balawajdrem, że liczba wolnych miejsc na oddziale nie miała żadnego wpływu na decyzję ws. Maćka. - Podjęta była decyzja kliniczna - dziecko zostało dokładnie zbadane w izbie przyjęć i po przeanalizowaniu wszystkich kwestii lekarz zdecydował o rozpoczęciu leczenia w warunkach domowych - powiedział.

- To jest sezon, w którym obłożenie mamy praktycznie pełne, ale nie ma czegoś takiego, że dziecko jest nieprzyjęte, bo nie ma miejsc. Jeżeli jest taka potrzeba, dostawia się jakieś łóżeczka - zapewnił.

(edbie)




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy