Reklama

Reklama

Mateusz Morawiecki wspomina swojego ojca. Poruszające słowa

"Nikt nie zrozumie mego Ojca, jeśli nie spojrzy na jego działalność przez pryzmat ludzi. On kochał ludzi" - napisał premier Mateusz Morawiecki na Facebooku.

W poniedziałek, dwa dni po pogrzebie śp. Kornela Morawieckiego, premier zamieścił na Facebooku wpis, w którym podziękował wszystkim, którzy towarzyszyli jego ojcu w ostatniej drodze.

"Dziękuję za wzruszające dla mnie - pełne mądrości i ciepła - wystąpienia w Katedrze i na Cmentarzu. Dziękuję wszystkim, którzy uczestniczyli we Mszy, w pożegnaniu na Cmentarzu i wszystkim Rodakom, którzy pamiętali w tym dniu o Ojcu. W modlitwie i refleksji. Moje wyrazy uznania i szacunku kieruję też do organizatorów pogrzebu Ojca, w tym służb mundurowych i osób wspierających nas spontanicznie, społecznie" - napisał Mateusz Morawiecki.

Reklama

Premier opisał swojego ojca jako człowieka, które całe swoje życie poświecił służbie innym.

"Nikt nie zrozumie mego Ojca, jeśli nie spojrzy na jego działalność przez pryzmat ludzi. On kochał ludzi. 'To społeczny wymiar człowieka stanowi o jego wartości' - jego słowa sprzed dwóch lat. Mając chyba 21 lat, spytałem go: 'Tato, czemu Ty po maturze zdawałeś najpierw na medycynę? Przecież nie mamy w rodzinie tradycji lekarskich'. Pamiętam dokładnie jego odpowiedź: 'Wtedy, w 1958 roku, widziałem na ulicach jeszcze mnóstwo ludzi kalekich po wojnie, ludzi słabych i głodnych. Szukałem zawodu, w którym najbardziej będę mógł pomóc ludziom'. Cała działalność Ojca, jego aktywność i jego służba była napędzana umiłowaniem ludzi." - napisał premier.

Jego ojciec znany był z tego, że chciał każdemu pomóc w potrzebie. Odnosiło się to nie tylko do ludzi.

"Stosunek Ojca do ludzi jest kluczem do zrozumienia jego wyborów i jego czynów. Zresztą...nie tylko do ludzi. Jego współpracownik opowiedział mi taką sytuację, gdy Ojciec jechał samochodem, a wówczas ukrywał się przed esbecją, i zauważył rannego psa. Zabrał go do samochodu i jeździł potem po całym Wrocławiu szukając weterynarza. W tamtej chwili dla niego najważniejsze było to, aby temu rannemu psu pomóc. Taki był. Autentyczność i oddanie innym były jego siłą, pochlebstwa go onieśmielały i ich nie lubił. Patrząc na wczorajsze uroczystości cieszył się na pewno ludźmi. Reszta go onieśmielała." - napisał szef rządu. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy