Reklama

Reklama

Mateusz Morawiecki: Tusk jest dorosły i sam pracuje na swój wizerunek

"Donald Tusk jest dorosły i sam pracuje na swój wizerunek. To zupełnie nieprawdziwe spojrzenie na rzeczywistość. My, w odróżnieniu od naszych poprzedników, chcemy odkłamać fałszywe spojrzenie na naszą historię". Tak premier Mateusz Morawiecki skomentował w rozmowie ze Sławomirem Jastrzębowskim, redaktorem naczelnym "Super Expressu", wypowiedź przewodniczącego Rady Europejskiej.

Wczoraj Donald Tusk napisał na Twitterze: "Kto rozpowszechnia kłamliwe sformułowanie o 'polskich obozach', szkodzi dobremu imieniu i interesom Polski. Autorzy ustawy wypromowali to podłe oszczerstwo na cały świat, skutecznie jak nikt dotąd. A więc, zgodnie z ustawą...".

Reklama

Pytany o te słowa Tuska premier Morawiecki ocenił, że Donald Tusk jako dorosły człowiek sam pracuje na swój wizerunek.

"To zupełnie nieprawdziwe spojrzenie na rzeczywistość. My, w odróżnieniu od naszych poprzedników, chcemy odkłamać fałszywe spojrzenie na naszą historię. Nasi poprzednicy nie zrobili w tym zakresie nic. Nawet nieprzyjazne nam międzynarodowe media informują teraz, że 'polskie obozy zagłady' to niewłaściwe sformułowanie. Jakiś efekt już osiągnęliśmy" - zaznacza w rozmowie z "SE".

Anna Maria Anders (senator PiS) skomentowała zmiany w ustawie IPN słowami: To było niepotrzebne".

Zdaniem Morawieckiego, "na pewno miała na myśli to, że ustawa może naruszać wolność słowa, że tak może być zrozumiana, że tego obawiają się nasi amerykańscy przyjaciele".

Premier podkreśla, że jest inaczej, a wolność słowa nie jest w żaden sposób zagrożona.

"Mogę o tym zapewnić. Naród i państwo polskie czci ofiary Holokaustu, ci Żydzi, którzy zostali okrutnie wymordowani przez Niemców, byli w dużej części naszymi, polskimi obywatelami" - dodaje.

Oświadczenie Departamentu Stanu USA

Premier, pytany o reakcję Departamentu Stanu USA, który wydał specjalne oświadczenie (więcej tutaj), zaznacza, że na zarzuty USA odpowiedziało już polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

"Podkreślamy, że ustawa ma na celu zapobieganie bardzo krzywdzącym dla okupowanego i mordowanego przez Niemców polskiego narodu stwierdzeniom takim jak 'polskie obozy śmierci', 'polskie obozy zagłady'" - mówi i dodaje: "natomiast wszelkie wypowiedzi związane z indywidualnymi przestępstwami są jak najbardziej dopuszczalne".

Departament Stanu napisał w oświadczeniu: "Historia Holokaustu jest bolesna i złożona. Rozumiemy, że wyrażenia takie jak: 'polskie obozy śmierci' są niewłaściwe, błędne i sprawiają ból (...). jesteśmy zarazem zaniepokojeni i tym, że, jeśliby wszedł w życie, projekt tej ustawy mógłby podważyć wolność wypowiedzi i badań naukowych".

"Policzek wymierzony w twarz wszystkich pomordowanych"

Członek Knesetu, były izraelski minister finansów Yar Lapid, a także dziennikarka "Jerusalem Post" Lahav Harkov, posługują się określeniami "polskie obozy".

Morawiecki, odnosząc się do słów Lapida ("były polskie obozy śmierci i żadna ustawa tego nie zmieni"), cytowanych w wywiadzie przez Jastrzębowskiego, mówi: "Te słowa to policzek wymierzony w twarz wszystkich pomordowanych w czasie II wojny światowej. Załoga obozu w Auschwitz liczyła w sumie 8,5 tysięca strażników i funkcyjnych. Nie było wśród nich nikogo o polskim nazwisku".

Twarda polityka Izraela

Zdaniem Morawieckiego Polska zaniedbała walkę o swoje dobre imię.

"Jak widzimy, państwo Izrael prowadzi swoją twardą politykę historyczną, my nie tylko ją zaniedbaliśmy, ale jeszcze przez lata uprawialiśmy pedagogikę wstydu, czyli coś odwrotnego, sami kalaliśmy własne gniazdo, mając najpiękniejszą historię na świecie" - podkreśla w rozmowie z "SE".

I dodaje: "niektóre państwa, jak Niemcy, prowadzą, mówiąc delikatnie, kontrowersyjną politykę historyczną. My, po latach, zaniedbań, musimy prowadzić, szeroko zakrojoną akcję informacyjną na całym świecie".

"To Polacy informowali o Holokauście"

Pytany o kryzys w relacjach międzynarodowych i utratę sojuszników ubolewa, że do świadomości innych państw nie dociera, że to Polacy informowali o Holokauście świat.

"To Jan Karski powiedział w bezpośredniej rozmowie prezydentowi Stanów Zjednoczonych Franklinowi Rooseveltowi" - przypomina.

Więcej w internetowym wydaniu "SE".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy