Reklama

Reklama

Marszałek Senatu: Szef NIK podjął właściwą decyzję

W ocenie marszałka Senatu Bogdana Borusewicza szef NIK Krzysztof Kwiatkowski, decydując się na powierzenie swoich obowiązków zastępcom oraz zrzekając się immunitetu, podjął właściwą decyzję. Borusewicz dodał, że jest całą sprawą zaskoczony. Rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach Leszek Goławski powiedział, że jednym z dowodów w sprawie są bezpośrednie rozmowy z kandydatami na kierownicze stanowiska NIK o tym, jak wygrać konkurs.

W piątek rano rzecznik PG Mateusz Martyniuk poinformował, że Prokuratur Generalny przesłał Sejmowi wnioski o uchylenie immunitetów Kwiatkowskiego i posła, szefa klubu PSL Jana Burego. Prokuratura chce im postawić zarzuty przekroczenia uprawnień - za co grozi do 3 lat więzienia.

Reklama

W przypadku prezesa NIK chodzi o cztery zarzuty, "niezgodnego z prawem wpływania na przebieg konkursów na szefów delegatury NIK w Rzeszowie i w Łodzi, a także wicedyrektora departamentu środowiska w NIK". Zdaniem Martyniuka, prezes NIK miał "manipulować przebiegiem konkursów na te stanowiska"; nie podał szczegółów.

Kwiatkowski to "dobry prezes NIK"

"To zaskakująca sytuacja" - ocenił na piątkowym briefingu w Senacie Borusewicz. Dodał, że prezes NIK zapowiadając, że "wycofuje się w tej chwili do czasu wyjaśnienia sprawy (...) podjął dobrą decyzję". "To, czy ta sprawa okaże się poważna, zależy od dalszych kroków prokuratury" - powiedział.

Pytany czy jest rozczarowany Kwiatkowskim, Borusewicz zaprzeczył. "Nie jestem rozczarowany, bo to jest dobry prezes NIK, a sprawa naprawdę jest dla mnie zaskoczeniem" - podkreślił marszałek Senatu.

Kwiatkowski wystąpił już do Marszałka Sejmu z prośbą o uchylenie mu immunitetu. Jak podkreślił, chce jak najszybszego wyjaśnienia sprawy prowadzonej przez katowicką prokuraturę; która ma jemu i szefowi klubu PSL Janowi Buremu postawić zarzuty dot. przekroczenia uprawnień. Zapewnił, że "zawsze postępował uczciwie".

Podkreślił, że kierując NIK - organem podległym Sejmowi - musi rozmawiać z różnymi osobami, m.in. z szefami klubów parlamentarnych oraz członkami komisji sejmowych. Zaznaczył, że między rozmową a złamaniem prawa "jest zasadnicza różnica". "Nie odpowiadam za nadinterpretacje moich spotkań i rozmów, odpowiadam wyłącznie za swoje zachowanie. A ono było zgodne z prawem" - dodał prezes NIK.

Prokuratura bada sprawę od dwóch lat

Poinformował też, że postanowił "wyłączyć się z wszelkiej aktywności zewnętrznej, w tym także z uczestniczenia w posiedzeniach komisji sejmowych oraz z prac w Kolegium NIK, po to, aby wyjaśniana przez prokuraturę sprawa i towarzysząca jej dyskusja nie rzutowały na codzienną pracę NIK". "Szanując NIK, kierując się nadrzędnym interesem dobra publicznego, przekazałem nadzór nad wszystkimi kontrolami i jednostkami organizacyjnymi moim zastępcom" - dodał.

Podkreślił, że "katowicka prokuratura od dwóch lat wyjaśnia sprawę niektórych konkursów na stanowiska dyrektorów departamentów i delegatur". "Żaden z pracowników NIK nie ma przedstawionych zarzutów. Nikt z kontrolerów nie jest o nic podejrzany. Izba zawsze w pełni wspierała i będzie wspierać wszystkie działania prokuratur zmierzające do wyjaśnienia każdej sprawy" - dodał.

Z kolei Bury napisał w specjalnym oświadczeniu, że "miał i ma pełną świadomość niezależności Najwyższej Izby Kontroli" i że "nigdy nie miał intencji, by w tę niezależność ingerować". 

Rozmowy z kandydatami dowodem w sprawie

Jednym z dowodów w sprawie dotyczącej prezesa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego i posła PSL Jana Burego są bezpośrednie rozmowy z kandydatami na kierownicze stanowiska NIK o tym, jak wygrać konkurs - powiedział rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach Leszek Goławski.

Goławski poinformował w piątek, że prezes NIK unieważnił pierwszy egzamin konkursowy na dyrektora łódzkiej delegatury Izby, bo "jego kandydat źle wypadł". "Był najgorszym kandydatem - wbrew temu, co się mówi w mediach - w związku z tym konkurs ten został, niezgodnie z prawem, unieważniony i powtórzony" - powiedział rzecznik PA. "W międzyczasie przekazane zostały pytania dla tego kandydata, żeby wiedział, jak na nie ma odpowiadać, jak ma się zachowywać przed tą komisją, tak żeby ten konkurs wygrać. Przekazywane również były materiały, z których ma korzystać i przedstawić je jako swoją wizje, mimo że były to materiały pochodzące od szefa NIK" - powiedział Goławski.

Dodał, że podsłuchanych rozmów jest bardzo dużo i wskazują one, na "dużą zażyłość między tymi osobami; pokazują dokładnie, jak ten mechanizm się miał odbywać".

Goławski zacytował fragment jednej z podsłuchanych rozmów: "Mówi pan z NIK do tego swojego znajomego X: zadam takie pytanie, że to prawda, kandyduje pan, każdemu zadam je po kolei, czy ta delegatura... co by pan w niej zmienił, w funkcjonowaniu całego NIK-u, a masz tam moją prezentację, więc sobie wybierzesz, to będzie dobrze wyglądało".

"Cały czas były takie działania podejmowane, więc nie było tam żadnej bezstronności" - podkreślił Goławski.

Na pytanie, czy są to bezpośrednie rozmowy prezesa NIK z tymi kandydatami, odpowiedział: "Tak, to są bezpośrednie rozmowy wskazujące, jak należy ten konkurs wygrać (...), tak żeby zdyskredytować inne osoby, które w tym konkursie będą startowały".

Dodał, że są też rozmowy szefa NIK z posłem Burym i innymi osobami związanymi z konkursami.

Pytany przez PAP o sprawę rzecznik CBA Jacek Dobrzyński powiedział: "Robimy to, co do nas należy", po inne informacje odsyłając do prokuratury

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy