Reklama

Reklama

Mariusz Błaszczak: W sobotę nakręcono histerię. Demonstrowano polityczną wściekliznę

"W niedzielę szliśmy z dobrymi intencjami. Komuniści i złodzieje? Pan Petru w sobotę mówił o jakichś szaleńcach, którzy mają iść w manifestacji następnego dnia. Nakręcono histerię, która ma polityczny cel" - mówił w Kontrwywiadzie RMF FM o weekendowych demonstracjach szef MSWiA Mariusz Błaszczak. "To, co działo się wczoraj przed domem prezesa Kaczyńskiego, to wścieklizna polityczna i nadużycie. To uwłacza pamięci ofiar stanu wojennego" - skomentował gość Konrada Piaseckiego.

Konrad Piasecki: Dla pana sobotni demonstranci z hasłami obrony demokracji to "komuniści i złodzieje"?

Reklama

Mariusz Błaszczak: - Dla mnie to ludzie, którzy mogli demonstrować, a więc, jak się okazuje, te hasła, z którymi szli na demonstrację, nijak mają się do rzeczywistości.

Rozumiem, że z prawem do demonstracji nie jest jeszcze tak źle.

- Ale jest przecież bardzo dobrze. To świadczy o histerii, którą nakręcono i która chyba ma tylko jeden cel - polityczny.

Prezes mówił wczoraj: "warszawska ulica już wczoraj, w czasie ich demonstracji potrafiła odpowiedzieć 'cała Polska z was się śmieje'", chyba Joachim Brudziński krzyknął: "komuniści i złodzieje", na co prezes Kaczyński odparł: "tak, proszę państwa, o to tutaj chodzi". Naprawdę chodzi o to, że w sobotę demonstrowali komuniści i złodzieje?

- W sobotę demonstrowali ludzie, którzy chcą, żeby było tak, jak było przez ostatnie osiem lat, chociaż nie przyjmują do wiadomości wyników wyborów z 25 października.

Czyli tak było, żeby przestrzegano konstytucji?

- Ja bym powiedział tak. Jeżeli popatrzymy na orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, to ktoś bodajże policzył, że 48 tych orzeczeń poprzednia koalicja nie przyjęła.

Proszę się wgłębić w to wyliczenie, bo ono nie jest precyzyjne.

- Ale zauważmy, że to tak jest. Trybunał Konstytucyjny to sędziowie, którzy są wybierani przez Sejm. I w tym Trybunale Konstytucyjnym, który jest teraz, było takie założenie przyjęte przez poprzedników. 14 do jednego. 14 z koalicji PO-PSL, jeden ewentualnie w marcu z nowej większości.

Panie ministrze, o Trybunale Konstytucyjnym oczywiście można dużo dyskutować. Zastanawiam się, czy warto tych, którzy demonstrują na ulicach, rozumiem, że z dobrymi intencjami zarówno w niedzielę, jak i w sobotę, nazywać tak mocnymi słowy.

- W niedzielę z całą pewnością z dobrymi intencjami. To był piąty Marsz Wolności i Solidarności.

Chyba nie ma też pan wątpliwości co do sobotnich intencji?

- Ja mam wątpliwości.

Ma pan. Do tego stopnia, żeby mówić o komunistach i złodziejach?

- Kiedy słyszę panów, bo to był najpierw support, pan Kosiniak-Kamysz, pani Nowacka, pan Neuman, a potem pan Petru... I pan Petru mówi o jakchiś szaleńcach, którzy mają iść w manifestacji następnego dnia. Wydaje mi się, że jest to rozpętana histeria. Bo czego dotyczy istota? O co tym ludziom chodzi?

Ale proszę to powiedzieć tym zwykłym ludziom, którzy przyszli na tę demonstrację z odruchu serca, sprzeciwu, chęci bronienia demokracji.

- Ale wobec czego?

Na przykład wobec tego, co robią rządzący. Czy naprawdę można o takich ludziach mówić "komuniści i złodzieje"?

- Ale czym ta demokracja jest zagrożona? W jaki sposób jest zagrożona?

Choćby tym, że nie możemy się doczekać publikacji werdyktu Trybunału Konstytucyjnego. Żeby to tylko było zwykłe opóźnienie, to powiedziałbym: nie ma opóźnienia, możemy poczekać parę dni.

- Nie ma opóźnienia.

Tylko że minister Kempa mówi, że ona chyba w ogóle nie wydrukuje tego, bo ma wątpliwości co do tego, w jakim składzie ten Trybunał Konstytucyjny orzekał.

- Ależ nie ma opóźnienia. Orzeczenie zapadło 3 grudnia. Sąd Najwyższy twierdzi, że niezwłocznie to znaczy 14 dni. Dziś mamy 14 grudnia. Do 17 grudnia jest jeszcze dość czasu.

A ma pan pewność, że to orzeczenie, ten werdykt zostanie wydrukowany?

- Jestem przekonany o tym, że pani minister Beata Kempa dochowa należytej staranności. Zwróciła się na piśmie do przewodniczącego Trybunału Konstytucyjnego o wyjaśnienia.

Pytanie, czy staranność minister Kempy nie przełoży się na to, że nie wydrukuje tego werdyktu.

- Jest zobowiązana do tego, żeby dochować najwyższej staranności.

Też jest zobowiązana do tego, żeby wydrukować.

- Problem polega na tym, że - tak to oceniam - poprzednicy sobie wymyślili: tak, te wybory są takie, jakie są, ich wynik jest taki, jaki jest - bo już przewidywali, że mogą przegrać - ale trzeba założyć nowej większości blokadę, żeby nie mogła nic zrobić, bo Trybunał będzie orzekał "niezgodny z konstytucją, niezgodny z konstytucją".

Panie ministrze, a czy nie jest dla rządzących jednak dość bolesnym rozczarowaniem, że przeciwko waszym ostatnim działaniom występuje nie jakaś wąska i elitarna grupa polityków, tylko jednak przynajmniej dobrych kilkanaście tysięcy ludzi, które w sobotę wyszło na ulice Warszawy.

- Wąska i elitarna grupa polityków - tak. Histeria została rozpętana. To tak wygląda. To jest wąska i elitarna grupa polityków.

Ale tych kilkanaście tysięcy, 15-20 tys., różne są szacunki, nawet takie, że 50...

- Nie, to szacunki urzędnika - pani Gronkiewicz-Waltz.

Ale nawet policja mówi: 17-20 tysięcy. To już jest spora spontaniczna demonstracja - przyzna pan.

- To w sobotę - a w niedzielę 45 tysięcy, tak mówi policja. A więc dużo więcej jest tych, którzy uważają, że przyszedł czas na dobrą zmianę. Są tacy, którzy z tą zmianą się nie zgadzają, ale oni nie szanują wyniku wyborów - to naród tak zdecydował. 25 października to naród zdecydował, że ma się zmienić władza. A ja mam takie wrażenie, że już kiedyś to przeżywałem: tak było w przypadku - dawno, dawno temu - Lecha Wałęsy, który został prezydentem Rzeczypospolitej, a Tadeusz Mazowiecki zajął wówczas w wyborach prezydenckich dopiero trzecie miejsce. Potem Wałęsa oczywiście przeszedł na pozycje tych, których wcześniej krytykował. Potem rząd Jana Olszewskiego, też było identycznie. Potem lata 2005-2007, no i teraz powtórka z rozrywki.

Zawsze pod górkę pan ma.

- Nie, ja myślę, że to jest tak, że jest pewna grupa ludzi w Polsce, którzy są taką klasą panującą. No i oni uważają, że ktokolwiek wybory wygra, oni i tak muszą panować.

Panie ministrze, pan też jest raczej w klasie panującej, niż w klasie uciśnionych.

- Nie, nie.

Od lat pana obserwuję - jakoś dobrze pan sobie radzi.

- Ja uważam, że zmiany powinny nadejść, a decyduje o tym naród w wyborach.

Czy będą jakieś działania policji po demonstracji? Beata Kempa się skarży: "pojawiły się tam groźby karalne, również pod moim adresem". Policja coś takiego odnotowała?

- Jeżeli pojawiły się jakieś groźby, to oczywiście nie można tego ignorować.

Nie ignoruję, tylko pytam, czy policja coś takiego zauważyła.

- ...natomiast z raportów policyjnych mam taką informację, że obyło się bez incydentów. To dobrze, bo świadczy to o tym, że ta demokracja nie jest w Polsce zagrożona.

Czym ma być, panie ministrze, "rekonstrukcja decyzji o przyjęciu uchodźców"?

- To jest wywiad mojego zastępcy, udzielony kilkanaście dni temu.

Mówi tak: "Możliwa jest jakaś rekonstrukcja tej decyzji i tej sprawie się przyglądamy".

- Przyglądamy się oczywiście tej sprawie, mamy opinie. No niestety nasi poprzednicy zagłosowali "za", pani Piotrowska zagłosowała za mechanizmem rozdziału...

Będziecie go próbowali zmienić?

- ...i to jest problem natury prawnej. Bo dziś obowiązującym prawem w Unii Europejskiej jest ten podział. Słowacy są w lepszej sytuacji, Węgrzy są w lepszej sytuacji. Oni zaskarżyli. I Słowacy, i Węgrzy przygotowują skargę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, ale oni głosowali przeciw.

Panie ministrze, ale umie pan powiedzieć, na czym ma polegać pomysł na tę rekonstrukcję decyzji?

- To jest sprawa analizy sytuacji prawnej, no ale niestety kluczem do tego było głosowanie pani Piotrowskiej, byłej minister spraw wewnętrznych.

Rozumiem, że po głosowaniu na "tak" nie da się zaprotestować tej decyzji.

- No właśnie, no właśnie.

A można coś z nią jeszcze zrobić, według pańskich analiz?

- Możemy liczyć na to, że Europejski Trybunał Sprawiedliwości podzieli argumentację złożoną przez Słowaków...

I wtedy się do nich dołączymy.

- ...i Węgrów. Słowaków i Węgrów.

Ale rozumiem, że nie ma pan dzisiaj w głowie planu tej rekonstrukcji, pomysłu jak ma to wyglądać.

- Były przeprowadzane analizy, jednak jedno nie ulega zmianie. My nie podejmiemy żadnej decyzji, która naraziłaby bezpieczeństwo Polski i Polaków.

A przyjmowanie 7 tysięcy uchodźców naraża bezpieczeństwo Polski i Polaków?

- Zawsze chodzi o to, kto ma być przyjęty. Nie narazimy bezpieczeństwa Polski i Polaków.

Czy przyzna pan ochronę Biura Ochrony Rządu Jarosławowi Kaczyńskiemu?

- Pan premier Kaczyński nie występuje o taką ochronę.

Nie zwrócił się o ochronę.

- Nie występuje i nie sądzę, żeby występował.

Bo jakiś taki pomysł się pojawił.

- Nie sądzę, żeby występował.

Odradza mu pan ochronę BOR-u?

- Ja uważam, to jest oczywiście stanowisko samego premiera Kaczyńskiego, z tego co słyszałem - a rozmawialiśmy o tym na ten temat nie teraz, ale dużo, dużo wcześniej - mówił, że nie, że nie oczekuje.

Bo partyjna ochrona pochłania spore pieniądze, jak widzimy z rozliczeń finansowych.

- No, niestety, ta wścieklizna jest faktem. Histeria, taka wścieklizna polityczna, to jest profesor Legutko...

A co jest wścieklizną?

- No chociażby to wielkie nadużycie, z którym mieliśmy do czynienia wczoraj pod domem premiera Kaczyńskiego, ta demonstracja. To uwłacza pamięci ofiar stanu wojennego.

A nie myśli pan, że demonstrowanie poparcia dla rządu akurat 13 grudnia też trochę uwłacza?

- Nie.

Że to nie jest najlepsza data na demonstrowanie, że to mógłby być dzień ogólnonarodowej zadumy nad ofiarami stanu wojennego, a nie demonstrowania politycznego ani w jedną, ani w drugą stronę.

- To był piąty Marsz Wolności i Solidarności...

Można by zmienić tę datę i tę tradycję.

- ...zorganizowany przez Prawo i Sprawiedliwość. A z czego to wynika? Również z tego, że mała jest wiedza na temat stanu wojennego, przyczyn stanu wojennego. Sam fakt, że ci, którzy przez osiem ostatnich lat rządzili - koalicja PO-PSL - zagarniali wyborców SLD, szli na lewo. To świadczy, że zamazywano...

Też przejęliście część głosów SLD, jak wykazują badania postwyborcze.

- ...zamazywano różnicę między dobrem a złem. Nie ulega dla mnie żadnej wątpliwości, że ci, którzy wprowadzili stan wojenny, powinni za to odpowiedzieć. Obaj panowie, którzy dziś już nie żyją, nie odpowiedzieli.

Wszyscy się z tym zgodzili i zgadzają. Mariusz Błaszczak, dziękuję bardzo.

- Dziękuję, miłego dnia.

Konrad Piasecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje