Reklama

Reklama

Marek Magierowski w RMF FM: Polska jest gotowa do zwalczania Państwa Islamskiego

"Niebo nad Syrią jest bardzo gęste. Polska jest gotowa zaangażować się w różnej formie w zwalczanie Państwa Islamskiego, ale nie musi to być forma akcji zbrojnej. Ewentualne wysłanie 4 samolotów, które miałyby wykonywać misje zwiadowcze nad Syrią, nie oznacza zaangażowania militarnego polskich wojsk w tamtym regionie" - powiedział w Kontrwywiadzie RMF FM o polskich F-16 nad Syrią Marek Magierowski, dyrektor biura prasowego Kancelarii Prezydenta RP.

Konrad Piasecki: Czy prezydent mówi tak wysłaniu polskich F-16 nad Syrię?

Marek Magierowski: Polska jest aktywnym uczestnikiem społeczności międzynarodowej. Pan prezydent mówił wielokrotnie, że choćby  problem imigracyjny, problem uchodźców z którymi boryka się dziś Europa, powinien zostać rozwiązany, załatwiony tam na miejscu, gdzie toczy się wojna domowa. Tym samym Polska jest gotowa zaangażować się w różnej formie, w zwalczanie Państwa Islamskiego. Nie musie to być oczywiście forma akcji zbrojnej.

A czy kwestia wysłania polskich samolotów jest już przesądzona? Bo szef MON zgłosił w NATO gotowość do tego...

Reklama

- ... tak.

I rozumiem, że sprawa jest przesądzona. Czy też minister robi co chce?

- Jak pan sam zwrócił uwagę, panie redaktorze, zgłoszenie gotowości nie oznacza, że sprawa jest przesądzona. Dlatego, że tego typu operacje o charakterze militarnym, niekoniecznie zbrojnym, ale militarnym, wymagają bardzo ścisłej koordynacji między sojusznikami, którzy już dzisiaj działają na terenie Syrii i Iraku. Tym bardziej, że jeśli mówimy o czterech polskich samolotach, to wiemy doskonale, że niebo nad Syrią i Irakiem jest dzisiaj bardzo gęste. Tym bardziej ta koordynacja jest potrzebna. Ważne jest zbadanie, czego tak naprawdę oczekują od nas nasi partnerzy i co możemy im zaoferować. Taka jest propozycja. Mowa jest - jak mówił minister Macierewicz i minister Soloch - raczej o operacjach zwiadowczych. Natomiast żadne decyzje w tej sprawie nie zostały podjęte.

Tylko wczoraj szef BBN mówił: Wysyłamy cztery samoloty. W sobotę prezydent mówi: Jestem jak najdalej od jakichkolwiek decyzji, żeby gdziekolwiek polskich żołnierzy wysyłać. Więc prezydent jest daleki od tej decyzji? Czy ta decyzja jest bardzo blisko?

- Oczywiście ogłaszanie tego typu decyzji wiąże się z takim ryzykiem, że wszyscy tego typu deklaracje zinterpretują tak, że wyślemy jakiś kontyngent, pluton, batalion, GROM, czołgi, samoloty na Bliski Wschód i zaangażujemy się w stu procentach w walkę zbrojną przeciwko Państwu Islamskiemu. Tak nie jest. Wysłanie czterech samolotów - ewentualnie, podkreślam raz jeszcze - które miałyby wykonywać misje zwiadowcze np. nad Syrią i nad Irakiem, nie oznacza zaangażowania pełnego, militarnego, polskich wojsk w tamtym regionie.

Ale, czy to jest tak, że ich wysłanie będzie wymagało takiego formalnego wniosku od rządu i równie formalnej decyzji prezydenta, czy to pójdzie jakąś zupełnie inną ścieżką?

- Wie pan, kwestie zaangażowania militarnego, tego czy innego kraju, w zależności od tego, jaki jest poziom tego zaangażowania, wymagają oczywiście decyzji, czy to parlamentu, czy to...

... i ta będzie wymagała wniosku rządu i decyzji prezydenta?

- Myślę, że tak.

O wysłaniu polskich wojsk za granicę. Rozumiem... Takiego wniosku jeszcze nie ma?

- Nie.

A jeśli trafi do prezydenta, to prezydent go podpisze?

- No oczywiście w zależności od tego, jaka będzie treść tego wniosku.

A między innymi ta sprawa jest powodem zwołania Rady Bezpieczeństwa Narodowego po ponad półrocznej prezydenturze Andrzeja Dudy?

- Nie, pan prezydent podczas konferencji w Monachium mówił o tym, że zamierza zwołać Radę Bezpieczeństwa Narodowego, powołać ją, nowy skład.

A co się takiego stało, że nagle prezydent uznał, że Rada Bezpieczeństwa Narodowego jest potrzebna, bo przez pół roku uznawał, że jakoś nie specjalnie się przyda.

- To będzie posiedzenie inauguracyjne, formalne, zostaną zaproszeni przedstawiciele, tak jak pan prezydent powiedział, przedstawiciele wszystkich sił parlamentarnych, obecnych w polskim parlamencie, ponieważ zależy mu na tym, żeby to ciało było wciąż pluralistyczne, tak, jak dotąd.

Czyli ona będzie w takiej formule prezydenta Komorowskiego, bo za prezydenta Lecha Kaczyńskiego, tudzież prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego ta rada miała zupełnie inną formułę.

- Tak, w podobnej formule, natomiast nie ma to spotkanie charakteru nadzwyczajnego. Nie będzie poświęcone, jak myślę, żadnej konkretnej sprawie, żadnemu konkretnemu zagrożeniu, bo takiego konkretnego zagrożenia nie ma, ale pan prezydent chciałby zainaugurować działalność rady.

I to będzie rada od Schetyny i Petru, aż po Kukiza i Jarosława Kaczyńskiego?

- Skład nie został jeszcze powołany, jak będzie powołany na pewno zostanie ogłoszony.

Ale rozumiem, mamy podobne intuicje.

- Powtórzę to, co mówił pan prezydent.

Nie, to proszę nie powtarzać. 

- Będą reprezentowane wszystkie siły polityczne.

Czy kancelaria prezydenta przed ogłoszeniem swojego projektu ustawy o przewalutowaniu kredytów frankowych, w jakikolwiek sposób policzyła jej koszty? 

- Plan początkowy był taki, że ten projekt ustawy zostanie przekazany do Komisji Nadzoru Finansowego, która te koszty policzy, a następnie po wyjściu tego projektu z KNF-u zostanie ten projekt przekazany do Sejmu.

I jak dzisiaj widzicie, kilkadziesiąt miliardów złotych, które prorokuje Narodowy Bank Polski czy agencja Moody's i zachwianie polskiego systemu bankowego tą ustawą, to wierzycie?

- Badania, wyliczenia Narodowego Banku Polskiego... Narodowy Bank Polski nie podał metodologii tych badań, także nie wiemy, w jaki sposób te wyliczenia zostały przedstawione, poczekamy na wyliczenia KNF. Zarówno pan prezydent Duda, jak i minister Maciej Łopiński, który koordynował negocjacje związane z powstawaniem tego projektu, mówił wielokrotnie w wywiadach, wypowiedziach publicznych, że kancelaria jest otwarta na ewentualne zmiany, modyfikację tego projektu, kiedy trafi on pod obrady parlamentu.

Sądząc po tym, co słyszymy i czytamy, on wymaga fundamentalnych zmian, wręcz wycofania i stworzenia nowego projektu.

- Tak twierdzi Narodowy Bank Polski, tak twierdzą niektóre agencje.

A pan się z tym nie zgadza?

- Ja się z tym nie zgadzam, uważam, że te obliczenia są przesadne.

A skąd pan to wie, skoro kancelaria nie dokonała własnych?

- Panie redaktorze, domyślam się, że...

Panie dyrektorze, nie, żebym nie wierzył w pańską wiedzę ekonomiczną...

- Ja jestem przekonany, że pan wierzy..,

Głęboko, ale jak mam do czynienia z Narodowym Bankiem Polskim i jego wyliczeniami, to myślę, że tam teraz paru ekonomistów siedzi i coś tam liczy.

- Już odpowiadam panu na pytanie. Mniej więcej tydzień temu ukazał się w "Rzeczpospolitej" tekst na temat prognoz banków działających w Polsce, banków głównie zachodnich, dotyczący ich ewentualnych zysków w przyszłym roku. W tych prognozach ujęto już, jak twierdzili w tym tekście rzecznicy owych banków, ewentualne straty wynikające z tej ustawy. I wciąż te banki mówią o zyskach, o dziwo, a nie o stratach.

Bo cały czas liczą na to, że ta ustawa nie będzie aż w tak ostrej...

- Wszyscy podkreślali, że zyski będą niższe z uwagi na ewentualność wprowadzenia ustawy, tzw. frankowej, ale wciąż mówili o zyskach.

No tak, ale jak mówimy o niemalże 40 mld zł, które ta ustawa by pochłonęła, przy 10 mld zł zysków banków, no to trudno mówić o jakichkolwiek zyskach.

- Jedną rzecz chciałbym sprostować. Te wyliczenia, o których mówimy, to są wyliczenia rozłożone na lata. To nie jest tak, że w przyszłym roku sektor bankowy straci 44, 30, czy 20 mld zł.

Czy generalski awans dla płk. Kuklińskiego jest przesądzony?

- Nic nie jest przesądzone, wpłynął do kancelarii prezydenta wniosek pana ministra Macierewicza.

Ale prezydent rozumiem, nie miał takich wielkich oporów?

- Jest pewien problem prawny, wpłynął wniosek o awans dla płk. Kuklińskiego pośmiertny, na stanowisko generała brygady. On na razie nie jest rozpatrywany, ponieważ wymaga to pewnych zmian w prawie, żeby taki awans mógł zostać dokonany.

Ale to znaczy, że są wątpliwości pozaprawne, czy wyłącznie natury prawnej?

- Panie redaktorze, dopóki ten wniosek nie zostanie rozpatrzony, dopóki pewne przeszkody prawne nie zostaną wyklarowane, to trudno mi cokolwiek komentować.

Rozumiem, że z kolei wysłanie opinii, wniosku, czy prośby o opinię do MSZ, w sprawie odebrania Janowi Grossowi Krzyża Orderu Zasługi oznacza, że prezydent w tej sprawie ma jednoznaczny pogląd?

- Nie. Podobnie, jak w przypadku płk. Kuklińskiego, nikt nikomu jeszcze żadnego orderu nie odebrał.

Ale jeśli prosi się o opinię, tzn., że ma się takie chęci?

- Zanim pan prezydent, czy też kancelaria poprosiła o opinię MSZ, to najpierw wpłynęło do kancelarii bardzo dużo wniosków i apeli od obywateli, którzy domagają się, żeby panu profesorowi Grossowi owo odznaczenie odebrać. Te wnioski, oczywiście, nie mogły zostać zignorowane, nie mogliśmy ich przemilczeć, więc stąd decyzja o wystąpieniu o informację i opinię ze strony Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które w roku '96 było wnioskodawcą.

Tylko, że można było na te wnioski obywateli, setki, tysiące nawet, nie zareagować. Można sobie wyobrazić także i takie zachowanie prezydenta.

- Ale prezydent nie ma w zwyczaju nie reagować na tysiące apeli, które wpływają do jego kancelarii.

A pan uważa, że Grossowi powinno zabrać się ten order?

- Poczekajmy na decyzję pana prezydenta, ja tej decyzji nie podejmuję. 

A gdyby miał ją pan podejmować?

- Jestem urzędnikiem państwowym i nie będę mówił o moich prywatnych decyzjach, poczekajmy na decyzję pana prezydenta. 

Marek Magierowski, dziękuję bardzo.


- Dziękuję.

Konrad Piasecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy