Reklama

Reklama

Marek F. oskarżony o założenie podsłuchu w jednej z firm w Podlaskiem

Prokuratura okręgowa w Białymstoku skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko biznesmenowi Markowi F. oraz dwóm innym osobom dotyczący założenia nielegalnego podsłuchu w jednej z firm w Bielsku Podlaskim.

Przestępstwo to jest zagrożone karą do dwóch lat więzienia. Biznesmen wcześniej usłyszał już zarzuty w sprawie tzw. afery podsłuchowej, związanej z publikacją nagrań rozmów polityków podsłuchanych w warszawskich restauracjach.

Reklama

O kierowanie akcją założenia podsłuchu w jednej z firm w Bielsku Podlaskim oskarżyła we wtorek Prokuratura Okręgowa w Białymstoku biznesmena Marka F. Dwie inne osoby odpowiedzą za instalowanie podsłuchów oraz podawanie się za funkcjonariuszy publicznych.

Akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego w Bielsku Podlaskim. Białostockie śledztwo jest "odpryskiem" głównego postępowania, dotyczącego tzw. afery podsłuchowej, które prowadzi prokuratura w Warszawie.

Prokuratura Okręgowa w Białymstoku przejęła śledztwo w tej sprawie w lipcu 2014 r. z prokuratury Rejonowej w Bielsku Podlaskim. Markowi F. zarzut postawiono trzy miesiące temu.

Według śledczych, w kwietniu 2014 roku "kierował wykonaniem czynu zabronionego", czyli akcją założenia podsłuchów (w postaci nadajników radiowych umieszczonych w okładce teczki do korespondencji pochodzącej z jego firmy) w konkurencyjnej firmie w Bielsku Podlaskim, m.in. namówił do tego dwie inne osoby i przekazał im specjalistyczne urządzenia podsłuchowe.

Wcześniej w tej sprawie zarzuty postawiono tym dwóm osobom. Jak podawała wtedy prokuratura, dotyczyły założenia podsłuchu oraz podania się za funkcjonariuszy wykonujących czynności służbowe.

Do zarzutów Marek F. nie przyznał się i w śledztwie odmówił składania wyjaśnień. Dwie pozostałe osoby także nie przyznały się, choć składały wyjaśnienia.

Z białostockim śledztwem związane są zarzuty postawione biznesmenowi pod koniec maja. Zarzucono mu przekazanie lekarzowi 500 zł za fałszywe zwolnienie lekarskie. Zwolnienie to trafiło do białostockiej prokuratury, by usprawiedliwić nieobecność na przesłuchaniu (prokuratura chciała mu postawić wówczas zarzuty, zrobiła to dwa tygodnie później).

Główne śledztwo dotyczące tzw. afery podsłuchowej prowadzi Prokuratura Okręgowa Warszawa -Praga. Chodzi o podsłuchiwanie od lipca 2013 r. w dwóch warszawskich restauracjach kilkudziesięciu osób z kręgu polityki, biznesu oraz byłych i obecnych funkcjonariuszy publicznych. Zarzuty w tym śledztwie usłyszeli dwaj biznesmeni, w tym Marek F. oraz dwaj pracownicy restauracji, w których dokonywano podsłuchów.

Zarzuty dotyczą współudziału w nieuprawnionym zakładaniu i posługiwaniu się urządzeniem nagrywającym oraz ujawnieniu utrwalonych rozmów innym osobom. Grozi za to do 2 lat więzienia. Marek F. nie przyznał się do tych zarzutów i zapewnia, że jest niewinny. Niedawno to śledztwo zostało przedłużone do połowy września.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi śledztwo w sprawie upublicznienia legalnie wykonanych fotokopii akt tego śledztwa i postawiła zarzut Zbigniewowi S.

Po nielegalnym upublicznieniu tych akt, z funkcji w rządzie zrezygnowały osoby, które - jak mówiła premier Ewa Kopacz - "pojawiają się na taśmach" - ministrowie: zdrowia Bartosz Arłukowicz, sportu Andrzej Biernat, skarbu Włodzimierz Karpiński. 

Zrezygnowali też wiceministrowie: skarbu Rafał Baniak, środowiska Stanisław Gawłowski, gospodarki Tomasz Tomczykiewicz. Z funkcji szefa doradców premiera odszedł Jacek Rostowski, a z funkcji koordynatora służb specjalnych - Jacek Cichocki (pozostał szefem KPRM).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy