Reklama

Reklama

Marcin Warchoł: Operowałem faktami. Nie żałuję

"Operowałem faktami, nie użyłem żadnych epitetów. Absolutnie nie żałuję" - tak wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł odniósł się do swojego przemówienia podczas Kongresu Prawników Polskich, po którym większość sędziów opuściła salę.

W sobotę w Katowicach Warchoł powiedział m.in., że "środowisko sędziów nie oczyściło się samo, potrzebne są zmiany". Dodał, że komunistyczne sądy skazały na karę śmierci ponad 3 tys. polskich patriotów, a do końca lat 80. wydawano bardzo surowe wyroki na przedstawicieli opozycji demokratycznej. "A mimo to zaledwie jeden sędzia został usunięty z zawodu. W stosunku do 42 - sądy dyscyplinarne odmówiły podjęcia postępowania, wobec 5 sędziów sprawy zostały umorzone lub ich uniewinniono" - mówił.

Reklama

Pytany o to w poniedziałek w TVN24, podkreślił, że swoich słów "absolutnie" nie żałuje. "Nie wiem, w którym momencie mieli się czuć obrażeni, czy słowa o komunistycznych sędziach ich tak obraziły? Na sali byli trzydziesto-, czterdziestolatkowie" - mówił.

Powołał się też na sprawę - jak powiedział - sprzed kilku dni. "Profesor Piotr Kruszyński złożył wniosek do sądu o nagrywanie rozprawy. Z czym się spotkał? Z odmową, z uzasadnieniem, że to narusza godność sędziego, narusza niezawisłość i niezależność sądu. Co łączy te dwie sprawy? Sposób myślenia. Sposób myślenia jest dokładnie ten sam. Za nierozliczeniem się stały korporacyjne interesy, ochrona środowiska sędziowskiego. Tak samo w tym momencie korporacyjny sposób myślenia, zamknięty, pycha i arogancja przemawia za tym, że nawet osobę tak znaną, słynną jaką jest mecenas Kruszyński, sąd traktuje z buta mówiąc, że to narusza niezawisłość, niezależność sędziego. Gdzie tu jest naruszenie niezawisłości?" - mówił.

Dodał, że "Polacy mają prawo przyjść do sądu i dostać odpowiedź na swój wniosek, być traktowani w sposób należny, z godnością". "Ja tylko operowałem faktami, nie użyłem żadnych epitetów" - podkreślił.

Wiceminister podczas kongresu powiedział również, że "są też bardziej kompromitujące sprawy, jak wyznaczania posiedzeń na telefon, pod dyktando ówczesnego premiera przez prezesa sądu z Gdańska, jak wielomilionowe wyłudzenia w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie, w co zamieszany jest prezes tegoż sądu". "To są powody, dla których środowisko cieszy się tak niskim zaufaniem społecznym" - oceniał.

"Odwołuję się do poczucia odpowiedzialności nie tylko za interes swój korporacyjny, ale także za interes państwa i społeczeństwa i również renomę prawniczych zawodów. Nie da się bronić dobrego imienia sędziów bez poszerzenia transparentności oświadczeń majątkowych, bez reformy postępowań dyscyplinarnych, bez rozciągnięcia kontroli nad podatkowymi czynnościami zakodowanymi, podejmowanymi przez sędziów. Temu ma służyć utworzenie w Sądzie Najwyższym Izby Dyscyplinarnej" - wyjaśniał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje