Reklama

Reklama

Manewry w Ustce. 600 żołnierzy i 4 okręty

600 żołnierzy i 4 okręty wzięły udział w jednej z najważniejszych części trwających od początku czerwca manewrów Baltops - desancie morskim. Ćwiczenia odbyły się w środę na poligonie w Ustce. Niestety w czasie ich trwania zatonął polski transporter, wydobyto go po południu.

Dowódca sił NATO w Europie gen. Philip Breedlove, który sprawuje merytoryczny nadzór nad manewrami, ocenił w środę na konferencji prasowej zorganizowanej na poligonie w trakcie ćwiczeń, że przebieg desantu był "znakomitym przykładem umiejętności krajów" w te manewry zaangażowanych.

Odnosząc się do wypowiedzi prezydenta Rosji Włodzimierza Putina, który zapowiedział we wtorek zwiększenie rosyjskiego arsenału jądrowego o 40 rakiet międzykontynentalnych, Breedlove powiedział: "To, co robimy podczas tych ćwiczeń, jest dokładną odpowiedzią, pokazaniem naszej gotowości do odpowiedzi, na tego rodzaju nieodpowiedzialną retorykę". "Normalne i odpowiedzialne mocarstwa nuklearne nie zachowują się w ten sposób i nie mówią takich rzeczy; właśnie z tego powodu jesteśmy tutaj i ćwiczymy w taki właśnie sposób. Musimy umieć ze sobą współpracować, musimy umieć ze sobą ćwiczyć właśnie z powodu tego typu zachowań" - powiedział gen. Breedlove.

Reklama

Wicepremier, szef MON Tomasz Siemoniak w rozmowie z PAP ocenił, że ćwiczenia Baltops pokazują, że NATO uważa Morze Bałtyckie za strategiczny obszar. Świadczy o tym - jak wskazał Siemoniak - m.in. fakt, że tegoroczna edycja manewrów jest największą od wielu lat oraz udział w niej nie tylko państw NATO, ale i krajów partnerskich - przede wszystkim Szwecji i Finlandii, które od czasu kryzysu ukraińskiego z większą uwagą traktują sprawy obronności.

"Przez ostatni rok siły rosyjskie bardzo intensywnie demonstrowały swoją obecność na Bałtyku i NATO, którego kilku członków jest państwami bałtyckimi, chce pokazać, że jest to dla nas obszar strategiczny i zaangażowanie NATO jest duże" - podkreślił Siemoniak. Jego zdaniem można mówić o zwrocie NATO w kierunku Bałtyku i częstszych ćwiczeniach na tym akwenie, podczas gdy w przeszłości Sojusz większa wagę przykładał raczej do Morza Śródziemnego.

Wicepremier zwrócił uwagę na znaczący udział w ćwiczeniu sił z USA i Wielkiej Brytanii. Powiedział też, że gen. Breedlove wysoko ocenił polską infrastrukturę i gotowość do podejmowania sojuszniczych ćwiczeń.

Podczas desantu na Centralnym Poligonie Sił Powietrznych w Ustce wylądowało ok. 600 szwedzkich, fińskich, brytyjskich i amerykańskich żołnierzy. W pobliże brzegu morskiego przetransportowały ich cztery okręty: amerykański okręt desantowy USS San Antonio, brytyjski śmigłowcowiec HMS "Ocean" oraz dwa polskie okręty transportowo-minowe ORP "Lublin" i ORP "Gniezno". Cała operacja osłaniana była z powietrza m.in. przez myśliwce F-16.

Z okrętów na brzeg żołnierze przetransportowani zostali za pomocą barek desantowych, amerykańskich poduszkowców LCAC oraz polskiego transportera pływającego. Zgodnie ze scenariuszem ćwiczeń na brzegu doszło do walki z broniącymi go przeciwnikami: w tą rolę wcielili się żołnierze z 7 Brygady Obrony Wybrzeża ze Słupska.

W czasie ćwiczenia doszło do wypadku: pod wodę poszedł wystawiony przez polskie wojsko pływający transporter samobieżny PTS. Stało się to, gdy pojazd - po wysadzeniu na ląd żołnierzy - wracał na pokład polskiego okrętu ORP "Lublin". "W pojeździe znajdowało się dwóch członków załogi, żadnemu z nich nic się nie stało: obaj zostali natychmiast ewakuowani na pokład polskiego okrętu i nadal biorą udział w ćwiczeniach" - powiedział PAP mjr Michał Romańczuk z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych.

Po południu rzecznik prasowy dowództwa generalnego ppłk Artur Goławski poinformował, że pojazd został wyciągnięty na brzeg przy pomocy lin i wozu zabezpieczenia technicznego WZT-2. Manewry są kontynuowane bez przeszkód - dodał Goławski. Teraz, jak zapowiada wojsko, przyczyny zatonięcia transportera określi komisja.

Organizowane przez mieszczące się w Portugalii Dowództwo Morskich Sił Uderzeniowych i Wsparcia NATO manewry Baltops rozpoczęły się 5 czerwca w Gdyni, a zakończą 20 czerwca w Kilonii. Bierze w nich udział ok. 5 tys. żołnierzy, 49 okrętów oraz ok. 60 samolotów i śmigłowców z 17 państw.

Tegoroczna edycja Baltops należy do największych w historii tych ćwiczeń. Obejmuje manewry na morzu, w powietrzu i na lądzie. W scenariuszu przewidziano m.in. zadania związane z obroną powietrzną, zwalczaniem okrętów podwodnych i min.

Swoje siły skierowały na manewry Holandia, Dania, Estonia, Francja, Łotwa, Litwa, Polska, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Turcja, Belgia, Norwegia, Kanada, Niemcy i trzy kraje partnerskie NATO: Finlandia, Szwecja i Gruzja.

Najwięcej, bo aż 9 okrętów, wystawiła Polska. Są to: okręt podwodny ORP "Kondor", dwa okręty transportowo-minowe ORP "Gniezno" i ORP "Lublin", niszczyciel min ORP "Mewa", pięć trałowców ORP "Resko", ORP "Bukowo", ORP "Dąbie", ORP "Mamry" oraz ORP "Wigry".

Manewry Baltops organizowane są od 1972 r., a tegoroczne ćwiczenia są już 43. z kolei. Polska uczestniczy w tych ćwiczeniach od 1993 r., od którego to momentu manewry organizowane są w ramach programu Partnerstwo dla pokoju.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje