Reklama

Reklama

Macierewicz: Frasyniuk stanął tam, gdzie stało ZOMO

Próba zatrzymania przemarszu podczas obchodów miesięcznicy smoleńskich jest "niebywałym barbarzyństwem"; to próba łamania podstawowych praw obywatelskich. Władysław Frasyniuk stanął tam, gdzie kiedyś stało ZOMO - powiedział w niedzielę szef MON Antoni Macierewicz.

Macierewicz był pytany w niedzielę na antenie TVP Info o sobotnie zakłócenie miesięcznicy smoleńskiej, gdy kilkadziesiąt osób usiadło na jezdni, próbując w ten sposób zatrzymać przemarsz osób idących przed Pałac Prezydencki. Policja usunęła kontrmanifestantów z trasy marszu, wśród nich był Władysław Frasyniuk, opozycjonista z czasów PRL.

Reklama

Policja skierowała 91 wniosków do sądu za blokowanie jezdni na drodze marszu. 11 osób przyjęło mandaty. Nikt nie został zatrzymany - poinformowała Komenda Stołeczna Policji. Jak podała policja, Frasyniuk odpowie za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza. Grozi za to do 3 lat więzienia.

"Tam zostali zatrzymani ludzie, którzy z nieprawdopodobną nienawiścią próbowali zablokować ludzi modlących się, ludzi idących uczcić śmierć, uczcić dramat polskich dowódców wojskowych, prezydenta Rzeczpospolitej, tych którzy polegli w dramacie smoleńskim" - powiedział minister obrony.

Macierewicz ocenił, że próba zatrzymania przemarszu jest "niebywałym barbarzyństwem". "Powiedziałbym, że godnym tylko działań Sowietów, którzy walczyli z Kościołem, walczyli z tradycjami narodowymi, walczyli z polskimi dramatami" - wskazał.

Poproszony o komentarz do zachowania Frasyniuka, Macierewicz podkreślił, że nie może nic powiedzieć na ten temat, bo go nie widział. "Za to mogę powiedzieć, jak zachowywali się ludzie, którzy występowali - jak rozumiem - razem z nim, czy też w odpowiedzi na jego apel i jego dążenie do uniemożliwienia nam modlitwą i wspomnieniem uczczenie tragedii polskich przywódców" - dodał. Według niego te zachowania były "nienawistne" i "barbarzyńskie".

Macierewicz podkreślił, że nie widział żadnego zatrzymania. "Jest kwestią osobną, czy ci którzy próbują zablokować prawo do demonstracji, zablokować prawo do odzwierciedlania swoich uczuć narodowych, religijnych, osobistych, zbiorowych, czy nie powinni być odpowiednio przez służby państwowe - i w tym także przez prokuraturą i sądy - potraktowani" - zaznaczył.

Według niego była to "próba łamania podstawowych praw obywatelskich", które - jak mówił szef MON - "przynależą nie tylko panu Frasyniukowi, ale także przynależą Jarosławowi Kaczyńskiemu i Antoniemu Macierewiczowi, i tym tysiącom ludzi, którzy co miesiąc przychodzą wspomnieć pamięć o poległych pod Smoleńskiem". "To chyba jest naturalne, że naród czci tych, którzy zginęli" - przekonywał.

Frasyniuk stanął tam, gdzie stało ZOMO

Szef MON był również pytany m.in. o zapowiedź Obywateli RP, którzy poinformowali w niedzielę, że będą naruszać ustawę o zgromadzeniach, dopóki nie zostanie ona znowelizowana, a "ekshumacje ofiar katastrofy smoleńskiej nie zostaną powstrzymane i poddane sądowej kontroli".

"Jedno w tym jest pocieszające, mianowicie, że ci ludzi zdają sobie sprawę z tego, że łamią prawo. Tak, łamią nie tylko prawo, ale także łamią podstawowe prawa innych Polaków, podstawowe prawa obywateli" - odniósł się do tych informacji Macierewicz. "W związku z tym powinni być potraktowani zgodnie z prawem" - podkreślił.

"Ale jest też wymiar moralny, ten o którym mówią rodziny poległych pod Smoleńskiem. Oni dzisiaj przeżywają - na skutek działań właśnie osób, jak pan Frasyniuk - szczególny dramat. Coś, o co państwo polskie powinno zadbać siedem lat temu, było przez lata wyśmiewane, negowane i atakowane. Dzisiaj oni muszą raz jeszcze wracać od tych dramatycznych wspomnień, a pan Frasyniuk i jego koledzy jeszcze do tego ich atakują" - powiedział szef MON.

"To po prostu jest rzecz zasługująca na najwyższe potępienie. Można powiedzieć, że Frasyniuk stanął dzisiaj tam, gdzie kiedyś stało ZOMO" - podsumował Macierewicz.

Siedem innych osób będzie odpowiadać za złamanie art. 195 k.k. Stanowi on, że: "Kto złośliwie przeszkadza publicznemu wykonywaniu aktu religijnego kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2".

10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka oraz ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski. Polska delegacja zmierzała na uroczystości z okazji 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Od tego czasu 10 dnia każdego miesiąca organizowane są obchody tzw. miesięcznicy smoleńskiej. Kulminacyjnym punktem obchodów jest msza św. w warszawskiej archikatedrze, po której uczestnicy przechodzą przed Pałac Prezydencki.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama