Reklama

Reklama

Machnikowski: Wśród bojowników wracających z Syrii mogą być Polacy

"Wśród zagranicznych bojowników wracających z dawnego obszaru Państwa Islamskiego, czy walczących na Ukrainie mogą być także osoby pochodzące z Polski" - mówił PAP ekspert ds. terroryzmu prof. Ryszard Machnikowski z Uniwersytetu Łódzkiego.

"Ci ludzie nabyli pewne umiejętności, zdobyli pewne doświadczenie bojowe i mogą stanowić realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państw, w których osiądą" - ocenił ekspert.

Reklama

Prof. Ryszard Machnikowski i mgr Arkadiusz Legieć opublikowali artykuł poświęcony temu zjawisku w jednym z najbardziej prestiżowych periodyków internetowych dot. międzynarodowego terroryzmu "Terrorism monitor" wydawanym przez Jamestown Foundation.

Tematem publikacji była kwestia tzw. zagranicznych bojowników pochodzących z krajów Europy Środkowo-Wschodniej, głównie z krajów Grupy Wyszehradzkiej, czyli bojowników z Polski, Czech, Słowacji i Węgier, biorących udział w walkach na obszarze Bliskiego Wschodu oraz na Ukrainie. Prof. Machnikowski w rozmowie z PAP zwrócił uwagę na pewne trendy.

"Jeżeli chodzi o kierunek - Syria czy Irak - czyli w zakresie zainteresowań bojowników, którzy walczyli w imieniu Państwa Islamskiego, czy też czują się związani z ISIS, zdecydowanie największą liczbę stanowią Polacy i Polki, może nie jako bojowniczki, ale w każdym bądź razie jako osoby, które udawały się w rejon Syrii i Iraku aby dostać się na teren tzw. Państwa Islamskiego" - zaznaczył ekspert.

Trzy grupy polskich bojowników

Według niego są trzy grupy bojowników pochodzących z Polski: rdzenni Polacy, ci którzy otrzymali polskie obywatelstwo, ale pochodzą z innych krajów oraz rezydenci, którzy przyjechali do naszego kraju i otrzymali status legalnego pobytu. I - zdaniem prof. Machnikowskiego - w przypadku Syrii i Iraku liczba bojowników pochodzących z Polski jest zdecydowanie największa spośród krajów Grupy Wyszehradzkiej.

Zdaniem eksperta, trudno podać dokładną ich liczbę. "To jest bardzo trudne do określenia, ale zakładamy, że w granicach od 20 do 50 osób mogło przedostać się z Polski, choć jest to szacunek dość ostrożny" - ocenił.

Drugim kierunkiem wyjazdu zagranicznych bojowników, pochodzących z krajów Grupy Wyszehradzkiej jest konflikt na Ukrainie. W tym przypadku - zdaniem eksperta - ta liczba bojowników jest już dużo łatwiej mierzalna, bowiem bardzo często pokazują oni swoje twarze w internacie, na różnego rodzaju portalach społecznościowych.

"Udało się zidentyfikować ponad 100 takich osób - największa ich liczba pochodzi ze Słowacji, nieco mniejsza z Czech. Polaków jest nieco mniej, ale również i oni się trafiają" - dodał.

Prof. Machnikowski zwrócił uwagę, że jest to zjawisko, które może niepokoić. "Dlatego, że część tych ludzi być może po prostu straci życie na polu bitwy czy to w Syrii, Iraku czy na Ukrainie, i w ten sposób ich przygoda z wojną się zakończy. Natomiast część z nich na pewno przeżyje, a możemy jednoznacznie stwierdzić, że to są ludzie, których da się zaliczyć do gatunku ekstremistów" - zaznaczył.

Jego zdaniem, ci bojownicy, którzy będą wracali z tamtych regionów będą albo poszukiwali kolejnych miejsc, gdzie będą mogli uczestniczyć w podobnych działaniach, albo będą stanowili przynajmniej potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa tych państw, w których się znajdą. A - jak zwrócił uwagę - to niekoniecznie muszą być kraje ich pochodzenia, bo równie dobrze mogą osiedlić się gdzie indziej.

Potrzeba uświadomienia

"Bardzo wiele teraz słyszymy o obawach zachodnich służb bezpieczeństwa przed wracającymi z dawnego obszaru Państwa Islamskiego bojownikami, obywatelami tamtych krajów. I dobrze byłoby, żebyśmy uświadomili sobie, że wśród nich mogą być Polacy" - podkreślił prof. Machnikowski.

Według niego, nie chodzi tylko o bojowników z Syrii i Iraku, ale także walczących po obu stronach konfliktu na Ukrainie. "Część tych osób pochodzących z Grupy Wyszehradzkiej przyłączała się do obozu prorządowego, i uczestniczyli w walce po stronie prorządowej - co ciekawe, to była mniejszość. Natomiast zdecydowana większość dołączała się do tzw. separatystów wspieranych, bardziej lub mniej bezpośrednio, przez Rosję" - ocenił.

Jego zdaniem, ci ludzie nabyli pewne umiejętności, zdobyli pewne doświadczenie bojowe i mogą stanowić realne zagrożenie dla bezpieczeństwa państw, w których osiądą.

"Celem naszej publikacji było zwrócenie uwagi, że to zjawisko nie ogranicza się tylko i wyłącznie do krajów takich jak Francja, Niemcy, Wielka Brytania czy Hiszpania, chociaż tam ilościowo jest większe. Natomiast także dotyczy takich krajów jak Polska oraz krajów z nią sąsiadujących, czyli Czech, Słowacji oraz Węgier" - zakończył prof. Machnikowski. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje