Reklama

Reklama

Ma dopiero 20 lat. "Guz mózgu mnie zabija"

Justyna gaśnie w oczach. Cztery lata temu w jej życie brutalnie wdarł się groźny nowotwór, który udało się pokonać tylko na jakiś czas. Dziś lekarze w Polsce rozkładają ręce. Jedyną szansą na uratowanie życia tej młodziutkiej dziewczyny jest kosztowna terapia w Monterrey w Meksyku. Chora potrzebuje 760 tysięcy złotych, a czasu jest coraz mniej.

Pomóż uratować życie Justyny. Przyłącz się do zbiórki

Reklama

"Musimy działać szybko, nie ma czasu do stracenia!"  - tak brzmi jedno z pierwszych zdań, które przeczytacie w internetowej zbiórce prowadzonej na rzecz Justyny. Stan dziewczyny pogarsza się z dnia na dzień, a w naszym kraju wyczerpały się już wszystkie dostępne metody leczenia. Meksykańska klinika specjalizująca się w leczeniu nowotworów mózgu to jedyna szansa. 

Wszystko zaczęło się cztery lata temu. Pewnego dnia Justyna gorzej się poczuła. Pojawiły się bóle głowy i wymioty. Wynik tomografu nie dawał żadnych złudzeń: guz pnia mózgu. 

- Nie ma słów, by opisać, jak to jest: dowiedzieć się, że po twoje dziecko przyszła śmierć. Justyna od razu trafiła na salę operacyjną. Guza niestety nie udało się wyciąć w całości. Operacja skończyła się niedowładem prawej strony ciała. Potem córka przeszła radioterapię i chemioterapię - mówi mama Justyny. 

"Mam tę moc"

Walka z chorobą trwała przez cały okres liceum. Gdy tylko udało się opuścić szpital, dziewczyna nadrobiła w szkole trzy lata w jeden rok. Nauczyciele byli pełni podziwu dla jej determinacji. Życie Justyny wracało do normy: wreszcie mogła być zwyczajną nastolatką. Uczyła się do matury, była na studniówce. Marzyła o pójściu na studia. Była pewna, że udało jej się pokonać chorobę. "Mam tę moc!" - powtarzała.

W lutym czar prysł. Badania kontrolne ujawniły, że nowotwór powrócił. W takiej sytuacji każdy by się załamał. Justyna nie mogła pogodzić się z diagnozą. - Dlaczego Bóg dał mi nadzieję na zdrowie i znów ją zabrał?- pytała najbliższych.

Czas

Gdy wydawało się, że lekarze natychmiast wdrożą plan leczenia, Justynie kazano czekać. Czas nie jest sprzymierzeńcem nowotworu. Stan Justyny z miesiąca na miesiąc pogarszał się. 

- Jeszcze w lipcu chodziła... Córka traci pamięć, kontakt z nią jest coraz bardziej ograniczony. Jest uwięziona we własnym ciele, zależna od innych. - mówi mama Justyny. 

- Marzyłam, żeby się uczyła, zwiedzała świat... Nigdy nie myślałam, że miejscem, które pozna najlepiej, będzie oddział onkologii. Modlę się, by najgorsze nigdy nie nadeszło... - dodaje.

Zbiórka na leczenie Justyny prowadzona jest na stronie SiePomaga 

Polscy lekarze twierdzą, że wyczerpali już wszystkie możliwe metody przywrócenia zdrowia Justynie. Z tego powodu, rodzina szukała pomocy poza granicami naszego kraju. Okazało się, że jedynym miejscem, które może pomóc dziewczynie jest klinika w Monterrey w Meksyku. To właśnie tam dostępne są metody umożliwiające leczenie guzów mózgu. Jedyną przeszkodą w skierowaniu tam Justyny są pieniądze. 760 tysięcy złotych - tyle potrzeba, by rozpocząć tam terapię. 

Bliscy, którzy pamiętają Justynę jako  wulkan energii i duszę towarzystwa podkreślają, że teraz gaśnie w oczach. Proszą o ratunek, póki jeszcze nie jest za późno. By uzbierać kosmiczną sumę zmobilizowali społeczność niewielkiej Limanowej do licytacji i innych przedsięwzięć mających na celu zgromadzenie potrzebnej sumy. Na ten cel, powstała także specjalna zbiórka.    

- Kiedy powiedziałam córce o tej terapii, pierwszy raz od dawna się uśmiechnęła. Znów zobaczyłam żar nadziei, jej oczy mówiły: nigdy się nie poddam, damy radę! - mówi mama Justyny.

Wasze komentarze
No hate

Dodawanie komentarzy pod tym artykułem zostało wyłączone

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym, nasyconym nienawiścią komentarzom, niezależnie od wyrażanych poglądów. Jeśli widzisz komentarz w innych serwisach, który jest hejtem – wyślij nam zgłoszenie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy