Reklama

Reklama

Linin: Druga grupa Afgańczyków zatruła się grzybami. Trafili do szpitala

Nie tylko w Podkowie Leśnej, ale i w Lininie uchodźcy z Afganistanu zjedli trujące grzyby. Informacje o drugiej grupie poszkodowanej przekazała w Polsat News Dominika Springer z fundacji HumanDoc. - Ci ludzie trafili do miejsca, w którym czują się bezpiecznie. Nie podejrzewają więc, że coś może im zagrażać - powiedziała.

Troje dzieci, które po ewakuacji z Afganistanu trafiły do ośrodka dla cudzoziemców w Podkowie Leśnej-Dębaku, zatruło się muchomorami sromotnikowymi. Zebrali je na terenie ośrodka.

Stan 5-latka jest krytyczny, dlatego lekarze nie mogą wykonać u niego przeszczepu płata wątroby. Odbędzie się jednak zabieg z udziałem starszego, 6-letniego chłopca, bo udało się znaleźć dawcę. Trzecią poszkodowaną jest dziewczynka w wieku 17 lat. Jak we wtorek podali lekarze z Centrum Zdrowia Dziecka, jej stan jest stabilny, a rokowania na przeżycie - dobre.

Kolejni Afgańczycy zatruli się grzybami

Tego samego dnia Dominika Springer z fundacji HumanDoc powiedziała w Polsat News, że sytuacja z ośrodka w Dębaku "nie jest odosobniona". Jak dodała, w placówce w Lininie (woj. mazowieckie) również doszło do zatrucia się po zjedzeniu grzybów. - Tam poszkodowane są cztery osoby, również Afgańczycy. Jedna z nich opuściła już szpital, ale trzy z nich nadal są pod opieką lekarzy - wyjaśniła.

Reklama

Springer uściśliła, że informacje o zatruciu w Lininie przekazali jej inni cudzoziemcy zakwaterowani w ośrodku. Sama mazowiecka placówka ma nie udzielać informacji.

"Trafili do miejsca, gdzie czują się bezpiecznie"

Dlaczego Afgańczycy zjedli trujące grzyby? - Nie potrafię stwierdzić, czy takie sytuacje wynikają z braku wyżywienia w placówkach. Obcokrajowcy, z którymi mamy kontakt, nie narzekają na jedzenie. Myślę, że wynika to z różnic kulturowych, jak i braku wsparcia adaptacyjnego - powiedziała w Polsat News członkini zarządu fundacji HumanDoc.

Według Dominiki Springer "ci ludzie trafili do miejsca, w którym czują się bezpiecznie". - Nie podejrzewają więc, że coś na terenie ośrodka może im zagrażać. Niewykluczone, że zabrakło informacji, co w Polsce jest szkodliwe, a co nie - wskazała.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne