Reklama

Reklama

Liczba zmarłych jeńców radzieckich w Polsce "mnoży się"

Sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Kunert krytykuje wypowiedź rosyjskiego ministra kultury, który postuluje budowę w Krakowie pomnika jeńców bolszewickich wojny 1919-21 r. Według Władimira Medinskiego "na terytorium Polski zginęło od 60 do 100 tys." tych jeńców.

Pomysł budowy pomnika przedstawiony przez Rosyjskie Towarzystwo Wojskowo-Historyczne, o którym informowały już na początku października rosyjskie media, skrytykował wtedy szef MSZ Grzegorz Schetyna i władze Krakowa.

Reklama

We wtorkowej rozmowie z PAP sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Kunert odniósł się do wypowiedzi ministra kultury Federacji Rosyjskiej Władimira Medinskiego, przytaczanej we wtorek przez rosyjskie media.

"Czy nie ma sprawy bardziej świętej niż ustanowienie znaku upamiętniającego na cmentarzu, gdzie spoczywa wiele tysięcy naszych jeńców wojennych? Przypomnę, że na terytorium Polski zginęło, według różnych szacunków, od 60 do 100 tys. radzieckich jeńców wojennych. Ginęli w nieludzkich warunkach polskich - nazwijmy te rzeczy po imieniu - obozów koncentracyjnych. Ta tragiczna historia jest naszą wspólną historią. Ci ludzie, którzy odmawiają postawienia pomników poległym żołnierzom będą smażyć się w piekle" - oświadczył Medinski, cytowany we wtorek.

Kunert podkreślił, że stwierdzenie jakoby jeńcy zginęli nie jest prawdą. "Umierali śmiercią naturalną lub w wyniku chorób i epidemii, które wtedy dość intensywnie po Europie grasowały. Jest na to naprawdę dość duża porcja dokumentów, które nawiasem mówiąc w jakiejś mierze są znane w Rosji, tylko jakoś akurat Rosjanie tego do wiadomości nie chcą przyjąć" - zaakcentował.

Przyznał też, że po raz pierwszy spotyka się w oficjalnym wystąpieniu z frazą o "smażeniu się w piekle". Za nieprawdę uznał także fakt, że Polska o tych zmarłych się nie zatroszczyła, ponieważ "miejsca, w których chowano tych jeńców zaczęły powstawać już wtedy".

"I te cmentarze istniejące do dziś są w zupełnie niezłym stanie. Oczywiście można w każdym znaleźć coś tam do poprawienia, tylko że trzeba brać pod uwagę, że my cmentarzy żołnierskich różnych narodowości, z różnych wojen mamy na terytorium mnóstwo. Podejrzewam, że w Rosji może ich być nawet mniej. I powiem szczerze, że jak słyszę o smażeniu się w piekle, to sobie przypominam inną rzecz. Nie ulega wątpliwości, że na terytorium Polski Niemcy zakatowali albo innymi sposobami doprowadzili do śmierci głównie w 1941 i 1942 r. nawet do 800 tys. żołnierzy Armii Czerwonej, o których to upamiętnienie nikt ze strony Związku Sowieckiego, ani jak dotąd ze strony Federacji Rosyjskiej w żadnej mierze ani się nie upomniał, ani zatroszczył. Przedziwna historia, a to przecież okres czasowo nam bliższy" - mówił sekretarz Rady.

Zwrócił też uwagę na fakt "mnożenia się" liczby zmarłych jeńców. "Bo to żadne 100 tys., wiadomo że było to cztero- jeśli nie pięciokrotnie mniej. I co chwila jest to przywoływane, w niedobrym kontekście, czysto politycznym, instrumentalnym i nie ma nic wspólnego z troską i pamięcią. Bo gdybyśmy mówili o autentycznej trosce, to ktoś by ze strony rosyjskiej wreszcie się zajął też sprawą tych jeńców z II wojny, o których wspomniałem. Jeżeli nikt jej nie podniósł, a myśmy kilka razy usiłowali wszcząć rozmowy ze stroną rosyjską w tej kwestii bez odzewu, to przepraszam mam prawo powiedzieć, że w taki sposób używanie tych, którzy zmarli podczas wojny polsko-bolszewickiej i tuż po niej, jest po prostu czysto instrumentalne politycznie i tyle" - stwierdził Kunert.

Jak powiedział jest też zdziwiony sposobem w jaki o powstałej w Rosji inicjatywie poinformowano. "Tak na dobrą sprawę odbyło się to bardziej przez media niż normalną drogą urzędową. Jest przecież wypracowana ścieżka, która prowadzi przez Ambasadę Federacji Rosyjskiej w Warszawie, ścieżka funkcjonująca w obie strony. Tutaj szło to jakimiś troszkę innymi torami" - mówił Kunert podkreślając, że nie przypomina sobie, by do Rady dotarło jakieś oficjalne pismo w tej sprawie. Brak korespondencji ze stroną rosyjską w tej kwestii potwierdza także rzecznik wojewody małopolskiego.

Kunert przyznał też, że zaskoczyło go również samo stwierdzenie, że "chcą zbudować pomnik" na terytorium innego państwa. "Ja sobie nie wyobrażam, że ktoś z nas by sobie wymyślił, że chce coś zbudować w Rosji i ogłosił w Moskwie, że będziemy budowali i tyle. Tego się w taki sposób się robi" - zaakcentował sekretarz Rady.

Dodał, że na prośbę wojewody małopolskiego, Rada w piśmie do ambasadora rosyjskiego Siergieja Andriejewa ustosunkowała się do inicjatywy. W dokumencie wyrażono negatywną opinię na temat takiej formy upamiętnienia, motywując to m.in. faktem, że miejsce gdzie miałoby powstać leży w części cmentarza objętej wpisem do rejestru zabytków, a ponadto "jest miejscem faktycznego pochówku nie tylko żołnierzy Armii Czerwonej, lecz także żołnierzy i osób cywilnych różnych narodowości".

"Należy wziąć pod uwagę, że na tym cmentarzu spoczywają jeńcy różnych narodowości i koncepcja wojewody małopolskiego, który jest odpowiedzialny za to miejsce, zakłada godne upamiętnienie pomnikowe wszystkich pochowanych tam jeńców. Ewentualnie później można by pomyśleć o jakichś indywidualnych upamiętnieniach. Nasz sprzeciw nie dotyczył samego projektu upamiętnienia, ale jego niesłychanie rozbuchanej formy i treści jakie miałyby się na nim znaleźć" - podkreślił Kunert.

Dowiedz się więcej na temat: Armia Czerwona

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy