Reklama

Reklama

Leszek Balcerowicz: Polityka PiS będzie dawać zatrute owoce

Leszek Balcerowicz /Beata Zawrzel /Reporter

- Nigdy jeszcze nie mieliśmy takiej degradacji ustrojowej, cofania się w kierunku poprzedniego ustroju - mówi Leszek Balcerowicz, były wicepremier i minister finansów w rozmowie z Interią. Jego zdaniem polityka PiS "będzie dawać zatrute owoce". - Jeśli "patriotyczna" polityka PiS będzie kontynuowana, zahamuje się doganianie Zachodu, skłoni to Polaków do wyjazdu do Niemiec, ponieważ będą uciekać z biedniejszego do bogatszego kraju. Nie pomoże więc PiS to, że ciągle straszą Polaków Niemcami. Wyjadą z Polski najbardziej przedsiębiorczy, młodzi ludzie.

Według byłego prezesa Narodowego Banku Polskiego polityka PiS jest antyrozwojowa. - Rozwoju nie można spowodować rozdawaniem pieniędzy i to w taki sposób, że zniechęca się do pracy - uważa.

Reklama

Leszek Balcerowicz krytykuje także pomysł reparacji. - To zaogni stosunki z Niemcami. Nie można polegać tylko na jednym sojuszniku, czyli USA. Trzeba mieć też sojuszników w Europie, włącznie z Niemcami. Nie można jednak organizować nagonki na Niemców, jak to robi PiS. To antypolska działalność - uważa.

Agnieszka Maj, Interia: W PO trwają rozliczenia po przegranych wyborach. Pan też uważa, że Grzegorz Schetyna musi odejść?

Leszek Balcerowicz: - Jeżeli ma być dobra zmiana, w sensie dosłownym, a nie PiS-owskim to ważne jest, aby wyłonił się lepszy kandydat. To wszystko, co jako obserwator sceny politycznej mogę teraz na ten temat teraz powiedzieć.

Czy komuś pan kibicuje szczególnie jeśli chodzi o te osoby, które mogłyby zastąpić Schetynę?

- Ja kibicuję przede wszystkim tym, którzy się przeciwstawiają w Polsce niszczeniu państwa prawa, niezbędnego dla utrzymania demokracji. Przyglądam się więc, jak funkcjonuje największa partia demokratycznej opozycji. Zakładam, że mogłaby być silniejsza, co pewnie wymaga wewnętrznych zmian. Miałem wrażenie, że kampania wyborcza KO mogła być lepsza. Wydaje mi się, że w finale nie było praktycznie ogólnopolskiej kampanii KO tylko działania poszczególnych kandydatów. Gdyby była taka kampania, być może wynik byłby inny.

Przed nami inna kampania, zaczęły się już przygotowania do wyborów prezydenckich...

- ...które są ogromnie ważne. Gdyby to porządny człowiek, taki jak Bronisław Komorowski, wygrał ostatnie wybory, nie mielibyśmy takiej sytuacji, jak dzisiaj. Nie byłoby mówienia o Polsce jako o kraju, który stał się pariasem z punktu widzenia ustrojowego. Nigdy jeszcze nie mieliśmy takiej degradacji ustrojowej, cofania się w kierunku poprzedniego ustroju.

Pan jest bardzo krytyczny, ale nawet politycy lewicowi chwalą za niektóre rzeczy PiS.

- PiS to największa w Polsce lewica sprzeciwiająca się gospodarce rynkowej. Dla mnie PiS to lewo-prawica narodowa, istnieje też lewo-prawica postępowa, czyli lewica. Trzeba oceniać partie po tym, jaką politykę prowadzą, a nie według ich sloganów czy obietnic.

Obietnice PiS, które już częściowo udało się zrealizować, zdecydowały o wygranej tej partii w wyborach?

- Na wygraną PiS miały wpływ cztery czynniki. Mieliśmy przyspieszenie gospodarki. Nie miało ono nic wspólnego w z polityką PiS, tylko z przyspieszeniem gospodarczym w Europie, które już się kończy. Podwoiła się też liczba Ukraińców, którzy przyjechali do Polski, żeby pracować. Dzięki temu dało się w dużej mierze sfinansować ogromne rozdawnictwo PiS - i to jest drugi czynnik. Po trzecie, na wybory wpłynęło zagarniecie mediów publicznych przez propagandę nienawiści i propagandę sukcesu PiS. Po czwarte, mieliśmy do czynienia z bezprzykładnym zaangażowaniem się Kościoła w kampanię wyborczą. Te siły łącznie do tej pory nigdy nie występowały. Biorąc więc to pod uwagę - wynik PiS nie był wcale taki imponujący. Widać było, że Kaczyński jest nim rozczarowany. Nie jest więc tak, że opozycja nie ma szans w następnych wyborach.

Teraz Andrzej Duda dominuje w sondażach prezydenckich. Chyba trudno będzie to zmienić?

- Trzeba przede wszystkim znaleźć dobrą kandydatkę lub kandydata. Poza tym sondażom nie należy za bardzo wierzyć. Pamiętam polityka PSL Józefa Zycha, który był marszałkiem Sejmu i najbardziej popularnym politykiem w Polsce, a okazało się, że przegrał wybory we własnym okręgu. Nie należy więc traktować sondaży jak wyroczni.

Kto byłby dobrym kontrkandydatem dla Andrzeja Dudy? Małgorzata Kidawa-Błońska powiedziała w wywiadzie dla "Wprost": "Polacy są gotowi na kobietę prezydenta". Chciałby pan kobietę na prezydenta?

- Brzmi obiecująco. Małgorzata Kidawa-Błońska robi na mnie bardzo dobre wrażenie. 

Grozi nam spowolnienie gospodarcze. Jakie decyzje PiS powinien w takiej sytuacji podjąć?

- Podać się do dymisji i dopuścić do władzy lepsze rządy, nie lewicowe, a składające się z partii, które szanują państwo prawa i wolność gospodarczą. Ponieważ na to specjalnie nie można liczyć, trzeba się sprężyć przed następnymi wyborami. Moim zdaniem jedynym pozytywnym efektem złych rządów PiS jest to, że wykrystalizowało się w Polsce dużo organizacji obywatelskich. W ich działalności nie chodzi o to, aby zostać politykami, oni po prostu nie mogą spokojnie patrzeć na tę grandę. To jest potencjał.

Ale jest też grupa ludzi zadowolonych z tego, że nie tylko kraj się bogaci, ale także oni sami coś z tego mają.

- To brudna, kłamliwa propaganda PiS, która zakłada, że przez poprzednie 25 lat wśród Polaków nie poprawiła się sytuacja finansowa. A są badania, które pokazują, że wszystkich grupach to się zmieniło na lepsze. 30 lat temu byliśmy na poziomie Ukrainy.

Prof. Marek Belka mówił w wywiadzie dla Interii i pisał w "Polityce" o tym, że "rząd PiS-u po wygraniu wyborów w 2015 roku prawidłowo zdiagnozował problemy społeczne i prawidłowo zdiagnozował możliwości ekonomiczne gospodarki" oraz odpowiedział na frustracje Polaków, którzy nie skorzystali bardzo na transformacji ustrojowej.

- Trzeba odwoływać się do danych, a nie wyrwanych z kontekstu cytatów. Raport Banku Światowego na temat Polski po 1989 r, sporządzony przez apolitycznych fachowców mówi o ogromnych, pozytywnych zmianach, które się w Polsce dokonały włącznie z poprawą sytuacji materialnej we wszystkich grupach.

500 plus to był błąd?

- Wszystko zależy od tego, jakie cele chcemy osiągnąć. Dla mnie ważne jest, aby Polska dogoniła Zachód. Każda poprawa finansowa ma swoje przyczyny w rozwoju gospodarki. Polityka PiS w poprzedniej kadencji była antyrozwojowa. Rozwoju nie można spowodować rozdawaniem pieniędzy i to w taki sposób, że zniechęca się do pracy. Ta polityka będzie dawać zatrute owoce: mniej ludzi będzie pracować na siebie i na emerytów. Wiek emerytalny kobiet w Polsce jest teraz najniższy w Europie. W Niemczech wiek emerytalny dla kobiet i dla mężczyzn został ostatnio podwyższony do 70 lat. A my, którzy mamy doganiać Niemcy, na skutek polityki PiS pracujemy krócej. PiS nacjonalizuje, nazywając to "polonizacją" - to powrót do socjalizmu. Widoczne jest to zwłaszcza w bankach. Nie ma nic gorszego niż polityczny wpływ na udzielanie kredytów. Dla mnie w polityce gospodarczej PiS nie ma nic pozytywnego. Za czasów PiS rosną w Polsce podatki, które przez obóz rządzący nazywane są opłatami.

Czy Polska stanie się drugimi Niemcami za mniej więcej 20 lat, jak to obiecuje premier Mateusz Morawiecki?

- Jeśli będzie realizowana polityka Morawieckiego, to będzie to niemożliwe. Socjalizm nie wygra wyścigu z kapitalizmem. Jednak przy innej polityce - jest to możliwe. Przez ostatnie 30 lat sporo nadgoniliśmy. Najbardziej ze wszystkich krajów naszego regionu. Natomiast jeśli "patriotyczna" polityka PiS będzie kontynuowana, zahamuje się doganianie Zachodu, skłoni to Polaków do wyjazdu do Niemiec, ponieważ będą uciekać z biedniejszego do bogatszego kraju. Nie pomoże więc PiS to, że ciągle straszą Polaków Niemcami. Wyjadą z Polski najbardziej przedsiębiorczy, młodzi ludzie.

Politycy PiS argumentują jednak, że podniesienie płacy minimalnej do 4 tys. zł w 2024 roku pozwoli zatrzymać w kraju część Polaków, którzy uciekają z powodu niskich zarobków.

- Gdyby można było urzędowym dekretem spowodować, że nagle ludzie staną się bogatsi, to nie byłoby biedy. To jest prymitywna propaganda.

Ale jak zmusić niektórych polskich przedsiębiorców, żeby podwyższyli pensje i podzielili się trochę swoimi zyskami z pracownikami?

- Pani mówi czystym Marksem. To w marksizmie przedsiębiorca jest wyzyskiwaczem i nie chce się podzielić. Przez politykę PiS wielu małych przedsiębiorców zbankrutuje, ponieważ nie będzie mogło więcej zapłacić pracownikom, chyba że będzie wysoka inflacja. Badania pokazują, że jeśli raptownie podniesie się niskie płace, to przede wszystkim uderzy to w drobnych przedsiębiorców, którzy nie mają zaawansowanej technologii. Jeśli to będzie możliwe do podbiją ceny, albo zwolnią pracowników lub też zastąpią ich maszynami.

PiS zapowiadał, że po wyborach wróci do sprawy reparacji. Pan natomiast napisał na ten temat Twitterze "Dla władzy Kaczyński gra Polską". Polska nie powinna starać się o odszkodowanie od Niemiec?

- To zaogni stosunki z Niemcami. Generał Ben Hodges, były głównodowodzący wojsk amerykańskich w Europie, ostrzega Polaków, a zawłaszcza pisowski rząd, że nie można polegać tylko na jednym sojuszniku, czyli USA. Trzeba mieć też sojuszników w Europie, włącznie z Niemcami. Nie można jednak organizować nagonki na Niemców, jak to robi PiS. To antypolska działalność. PiS przez swoją działalność i propagandę powoduje coraz gorsze nastawienie do Polski opinii publicznej w innych krajach. PiS niszczy to, co wcześniej udało się osiągnąć: respekt, zaufanie i sympatię do Polaków. Jeśli mieszkańcy Francji i Niemców pomyślą, że Polacy są jak Banaś, Kaczyński czy Ziobro to zniknie respekt i sympatia.

Planuje pan powrót do polityki?

- Ja działam w polityce obywatelskiej. Staram się wpływać na opinię publiczną przez swoje wypowiedzi, również w mediach społecznościowych, a także poprzez działalność fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju, którą założyłem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy