Reklama

Reklama

​"Łańcuch życia" w Darłówku. 40 turystów ruszyło, by ratować dzieci

40 turystów wybiegło z plaży, by ratować troje dzieci, które we wtorek zniknęły pod wodą Bałtyku. W sieci opublikowano zdjęcie "łańcucha życia", jaki turyści uformowali, by wspomóc ratowników w poszukiwaniach rodzeństwa.

Tragiczne wydarzenia rozegrały się we wtorek. Na plaży w Darłówku Zachodnim, troje dzieci w wieku (14, 13 i 11 lat) weszło do wody. W tym czasie ich matka, miała na chwilę spuścić je z oczu, wychodząc z najmłodszym dzieckiem do pobliskiej toalety. Gdy wróciła, dzieci nigdzie nie było. Wtedy rozpoczęły się poszukiwania. Jeszcze we wtorek ratownicy wyciągnęli z morza 14-latka. Reanimacja okazała się skuteczna, ale chłopiec nie przeżył kolejnego dnia - zmarł w szpitalu w Koszalinie. Dwojga zaginionych dzieci dotąd nie udało się odnaleźć. Poszukiwania kontynuuje WOPR i SAR.

Reklama

Na Facebooku pojawiły się także informacje, że w akcję tłumnie zaangażowali się również turyści, którzy wypoczywają w Darłówku. "Wirtualna Polska" opisuje szczegóły.

"Leżałem na kocu. Nagle zrobiło się poruszenie, ludzie zaczęli podchodzić do brzegu, zaczęli się zbiegać ratownicy. Kilku weszło do wody. Okazało się, że zaginęło troje dzieci. To był impuls. Powiedziałem znajomym, że biegnę do wody. Ruszyli ze mną. Nikt się nie wahał. Dołączali kolejni mężczyźni. Ratownicy instruowali nas jak się trzymać za ręce. Do tej pory boli mnie łokieć, bo prąd był bardzo silny" - opowiada portalowi jeden z uczestników "łańcucha życia".

Na pomoc dzieciom ruszyło w sumie około 40 turystów. Wraz z ratownikami złapali się za ręce i powoli posuwali wzdłuż brzegu - czytamy.

W momencie, gdy dzieci wpadły do wody, fale były bardzo wysokie. Akcja poszukiwawcza była wielokrotnie przerywana i wznawiana.

Plaża strzeżona czy nie?

W sprawie miejsca, w którym doszło do tragedii pojawia się wiele spekulacji. Początkowo informowano, że dzieci wpadły do wody na terenie niestrzeżonego kąpieliska.

Jak mówi szef ratowników z Darłówka Sylwester Kowalski w rozmowie z "WP", "dzieci były w miejscu, gdzie jest całkowity zakaz wchodzenia do wody bez względu na pogodę. Jest tam tzw. czarny punkt, o którym informuje specjalna tablica".

Adwokat rodziny dzieci powiedział natomiast: zaproponowaliśmy świadków, zabezpieczenie nagrania z monitoringu, które mogą rozwiać te wątpliwości, czy dzieci kąpały się na plaży strzeżonej, czy też nie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne