Reklama

Reklama

Kurski (SP): Elbląg będzie punktem zwrotnym w polskiej demokracji

Wybory w Elblągu będą ważnym punktem zwrotnym w polskiej demokracji - uważa wiceszef Solidarnej Polski Jacek Kurski. Według niego widać, że dochodzi do przesilenia na scenie politycznej, a SP "wchodzi do gry i odblokowuje klincz" między PiS a PO.

Kurski, inny europoseł SP Tadeusz Cymański oraz kandydat SP do fotela prezydenta miasta jest Paweł Kowszyński ocenili w piątek w Elblągu kończącą się kampanię przed niedzielnymi przedterminowymi wyborami prezydenta miasta i radnych.

Reklama

Kowszyński podkreślił na konferencji prasowej, że w trwającej około miesiąca kampanii SP polegającej na odwiedzaniu elblążan w ich domach, brał udział zarówno on sam, jaki i inni działacze partii, w tym jej szef Zbigniew Ziobro, a także Kurski i Cymański. "Krótkie wizyty, bardzo intensywne rozmowy" - powiedział Kowszyński.

Kurski dodał, że odwiedził 600 mieszkań. - Reakcje były przychylne bądź neutralne. Dosłownie w dwóch czy trzech procentach spotkałem się z jaką taką niechęcią. Ludzie doceniali to, że się chodzi, że ich odwiedzamy - powiedział wiceszef SP.

Dodał, że jego zdaniem Elbląg "będzie ważnym punktem zwrotnym w polskiej demokracji".

- Widać, że dochodzi do jakiegoś przesilenia. Wszyscy czują, że ta burza, która dzisiaj nad Elblągiem się stanie, przechodzi także przez polską politykę i Elbląg moim zdaniem wyznaczy pewne nowe wektory: gołym okiem widać, że Solidarna Polska wchodzi do tej gry i odblokowuje ten klincz między PiS a Platformą - powiedział Kurski.

Zdaniem Cymańskiego Elbląg jest nie tylko "probierzem walki politycznej", ale też miejscem, gdzie można zobaczyć bardzo wiele problemów, wynikających choćby np. z utraty znaczenia przez miasto czy problemy młodych ludzi mających kłopot ze znalezieniem pracy.

Europoseł ocenił piątkową wizytę w Elblągu premiera Donalda Tuska jako "spóźnioną odsiecz". Dodał, że jego zdaniem jest to reakcja na "blamaż" PO w kraju i w samym Elblągu. Cymański mówił, że Tusk zdecydował się w ostatnim momencie przyjechać do Elbląga, bo "presja była zbyt silna".

Poproszony o komentarz do tego, że premier nie zdecydował się w czasie pobytu w Elblągu na otwarte spotkanie z mieszkańcami, Cymański powiedział, że "z jednej strony nie dziwi się temu, bo byłoby to nieprzyjemne".

- To jest trudne spotkać się oko w oko z ludźmi, znamy tą wypowiedź +jak żyć+. W Elblągu dowiedziałby się dwa razy, jak żyć, bo tu problemów jest ogromnie dużo - powiedział Cymański. - Gdyby Donald Tusk poszedł dziś w Elblągu do domów, to byłby heroizm, a na to go nie stać - ocenił.

Z kolei sam Tusk na tak postawione pytanie odpowiedział w piątek w Elblągu m.in., że kiedy rozmawia np. z pracownikami elbląskiego szpitala, to nie czuje się, jakby był na zamkniętym spotkaniu. Dodał, że w czasie wizyty w Elblągu chce porozmawiać z kilkoma środowiskami o tym, co jest potrzebne temu miastu, bo - jego zdaniem - potrzebuje ono pieniędzy i mądrego nimi dysponowania. - Na efektowne spotkania będzie jeszcze czas, ja raczej gustuję w kontakcie bezpośrednim - mówił premier.

Cymański przyznał, że kandydatka PO na prezydenta Elbląga Elżbieta Gelert jest "dobrym kandydatem".

Natomiast Kowszyński stwierdził, że Gelert - jako dyrektor elbląskiego szpitala - zarabia rocznie prawie 200 tys. zł. - Dlatego nie jest posłem zawodowym, tylko posłem społecznym. Nie opłaca jej się być posłem zawodowym - powiedział dodając, że mieszkańcy Elbląga borykają się z podwyżkami czynszów i innych opłat. - Platforma się dobrze miewa, obywatelom jest coraz gorzej - mówił Kowszyński.

Tuż po spotkaniu z dziennikarzami przedstawiciele SP udali się na kolejny obchód po elbląskich mieszkaniach.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy