Reklama

Reklama

Kuchciński: Moja dymisja? Nie widzę podstaw

Marszałek Sejmu Marek Kuchciński (PiS) mówił w poniedziałek, że nie widzi podstaw do podania się do dymisji po zarzutach związanych z podróżami lotniczymi jego rodziny na koszt państwa. O tym zdecyduje Sejm i moje ugrupowanie, a więc większość parlamentarna. Wola Sejmu jest wolą narodu - ocenił.

Pod koniec lipca Radio Zet podało, że marszałek Sejmu latał rządowymi samolotami wraz z rodziną. Po tych informacjach dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka poinformował, że Kuchciński wpłacił 5 tys. zł na Klinikę Budzik działającą przy Centrum Zdrowia Dziecka i 10 tys. zł na Caritas Polska w zamian za 23 loty samolotem rządowym, w których towarzyszyli mu członkowie rodziny.

Reklama

Marszałek Kuchciński przeprosił w poniedziałek w oświadczeniu "wszystkich, którzy poczuli się urażeni" jego postępowaniem w związku z przelotami flotą rządową wraz z rodziną. Poinformował jednocześnie, iż zdarzyła się raz sytuacja, kiedy rządowym samolotem podróżowała tylko jego żona. Kuchciński przekonywał, że w związku z przelotami, kiedy na pokładzie samolotu towarzyszyli mu bliscy, nie doszło do złamania prawa. Zadeklarował też wpłatę kwoty 28 tys. zł na modernizację sił zbrojnych za wspominany lot swojej żony.

Kuchciński także w poniedziałek odpowiadał na antenie TVP Info na doniesienia medialne dotyczące jego lotów. Spytany, czy dobrowolnie odejdzie ze stanowiska Marszałka Sejmu, w związku z tym, że opozycja domaga się jego dymisji, odpowiedział: "To rzeczywiście 'grube' pytanie. Oczywiście Sejm zdecyduje i moje ugrupowanie, które mnie wystawiło (PiS - PAP), a więc większość parlamentarna. Ja mogę tylko odpowiadać na zarzuty, jakie są mi stawiane. Wola Sejmu jest wolą narodu".

Dodał też: "Nie widzę podstaw w tej chwili, żebym takie decyzje podejmował".

Zapytany, czy jego przeprosiny kończą sprawę, wyjaśnił, że był przygotowany do wydania oświadczenia już w zeszłym tygodniu. "Bo mam świadomość, że wielu obywateli w Polsce może być zirytowanych takimi informacjami, jakie pojawiają się, wyrwanymi z kontekstu. Ale liczba lotów, jakie były przeze mnie wykonane w całym czteroleciu, powinna być jeszcze obudowana, uzasadniona w jakim celu, gdzie, jakie działania były podejmowane" - wyjaśniał.

Mówiąc o swoich działaniach, związanych z podróżami państwowymi samolotami dodał, że były one podyktowane jego "aktywnością". "Prawo w tym w względzie nigdzie nie zostało złamane, takie są uprawnienia najważniejszych osób w państwie, żeby wykonywać swoje zadania skutecznie, szybko i jak najpełniej" - podkreślił Kuchciński. "Ale ponieważ opinia (publiczna - PAP), jak się zorientowałem, oczekuje tutaj odniesienia, oceny tej sytuacji, ja w oświadczeniu przeprosiłem wszystkich, którzy poczuli się urażeni takim działaniem" - dodał.

"Rodzina korzystała z tego, że były wolne miejsca"

Zapytany, czy dokona kolejnych wpłat, które pokryją koszt lotów jego i jego rodziny, Kuchciński odpowiedział, że dokonał już wpłat na podstawie przedstawionych mu przez MON kosztorysów. Wyjaśnił, że w przypadku 23 lotów towarzyszyli mu członkowie rodziny, ale nie miało to wpływu na zwiększenie kosztów lotów, które odbył jako Marszałek Sejmu. "Rodzina korzystała z tego, że były wolne miejsca, ale jeżeli opinia publiczna sobie tego nie życzy - zapłaciłem" - stwierdził.

Mówiąc o locie samolotu państwowego z Rzeszowa do Warszawy, podczas którego na pokładzie była jego żona, Kuchciński podkreślił, że wracała ona do Warszawy "za zgodą pilota i władz lotniczych". "Skorzystała z tego (moja żona - PAP), że samolot wraca pusty do Warszawy (...). Jeżeli to jest źle przyjęte, to również zapłaciłem dzisiaj 28 tysięcy złotych - to pełna wartość wyliczona mi przez MON - jako zwrot kosztów podróży" - dodał.

Kuchciński ocenił też, że jego loty nie były "precedensem". "W poprzednich kadencjach prawie wszyscy, i moi poprzednicy - mam na myśli tu i premierów, i prezydentów - również korzystali w taki sposób ze środków komunikacji lotniczej, również z rodzinami" - stwierdził. "Była to praktyka przyjęta obyczajem, nawiasem mówiąc w wielu państwach świata, choćby w Czechach tak jest" - dodał.

Marszałek Sejmu stwierdził także, że w Sejmie jest "po raz pierwszy jedna partia większościowa", a także, że po raz pierwszy od 1989 r. "obóz rządzący realizuje obietnice wyborcze", m.in. "dzięki sprawnie działającemu Sejmowi". "Ja za tę sprawność odpowiadam i dlatego się nie dziwię, że jestem atakowany (przez opozycję - PAP)" - podkreślił.

Dodał, że sprawność działania Sejmu wywołuje poparcie dla PiS, ale jednocześnie budzi "protesty tych, którym są zabierane pieniądze, jak na przykład mafie VAT-owskie". W jego ocenie sprawność i skuteczność działań Sejmu "bardzo mocno irytuje nie tylko opozycję", ale także "czynniki zewnętrzne". W tym kontekście wymienił media. "Media nie znajdując argumentów używają argumentów plotkarskich, niepopartych na faktach, tylko bezpodstawnych - produkują bezpodstawne pomówienia" - ocenił.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy