Reklama

Reklama

Ksiądz prosił, by lekarze uśmiercili jego dziecko?

Prokuratura bada, czy proboszcz w jednej z podczęstochowskich wsi nakłaniał lekarza do pozbawienia życia noworodka - jego domniemanej córki. Sam ksiądz - według relacji jego przełożonych - zaprzecza jakoby był ojcem dziecka i twierdzi, że przekręcono jego słowa.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Robert Wypych poinformował, że dotychczas nikomu nie postawiono zarzutów w tej sprawie. Potwierdził, że śledztwo wszczęto po zawiadomieniu ordynatora ze szpitala, w którym urodziło się dziecko.

Reklama

Brak bardziej szczegółowych informacji w tej sprawie prokuratura tłumaczy dobrem śledztwa oraz ochroną prywatności pokrzywdzonej dziewczynki. Za nakłanianie do zabójstwa kodeks karny przewiduje karę dożywotniego więzienia.

- Sprawa jest dużej wagi i powinna być spokojnie badana przez prokuraturę - zaznaczył prok. Wypych.

Sprawę bada też Kuria Archidiecezjalna w Częstochowie. Do czasu jej wyjaśnienia ksiądz Wieńczysław Ł. został zawieszony w obowiązkach proboszcza, a posługę w parafii ma pełnić tymczasowo inny kapłan. Natomiast sprawą dziewczynki zajął się już sąd rodzinny.

Sprawę opisała dzisiaj gazeta "Polska-Dziennik Zachodni". Jak ustalili jej dziennikarze, do zabójstwa miał nakłaniać lekarkę domniemany ojciec dziecka - proboszcz w podczęstochowskich Janikach. Mężczyzna miał się w prokuraturze przyznać do ojcostwa.

Według gazety, kobieta trafiła do jednego z częstochowskich szpitali w zaawansowanej ciąży, a mężczyzna jej towarzyszył. Ciężarna miała przez trzy dni odmawiać poddania się cięciu cesarskiemu, choć doradzali to lekarze, obawiający się o życie dziecka w związku z uszkodzeniem łożyska.

Ostatecznie kobieta wyraziła zgodę na zabieg i dziewczynka urodziła się w zeszłym tygodniu zdrowa. Według informacji gazety towarzyszący jej mężczyzna miał ze złością przyjąć fakt szczęśliwych narodzin, a potem podejść do jednej z lekarek i zapytać, czy można zrobić coś, żeby dziecko nie żyło.

Jak poinformował rzecznik częstochowskiej Kurii ks. Andrzej Kuliberda, ksiądz Wieńczysław zaprzecza jakoby był ojcem dziecka. Twierdzi, że pomagał kobiecie będącej w trudnej sytuacji, oraz że jego słowa wypowiedziane do lekarki zostały przekręcone.

- Kuria bada tę sprawę swoim trybem, choć jeśli instytucje świeckie dokonają w tej kwestii konkretnych ustaleń, to nie pozostanie na nie obojętna - zapewnił ks. Kuliberda.

Sprawą dziewczynki zajął się też sąd rodzinny. Jak powiedział rzecznik częstochowskiego sądu sędzia Bogusław Zając, stosowne zawiadomienie wpłynęło do Wydziału VI Rodzinnego dziś rano. Wyznaczony kurator zbada zarówno sytuację w szpitalu, gdzie wciąż przebywają dziecko i jego matka, jak i w domu rodzinnym kobiety.

- Dalsze decyzje sądu zależą od tych ustaleń - zaznaczył sędzia Zając, nie precyzując, kiedy sąd może podjąć decyzję w tej sprawie.

Dowiedz się więcej na temat: Częstochowa | wypych | dziewczynki | proboszcz | lekarze | dziecko | ksiądz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne