Reklama

Reklama

Ks. Wojciech Lemański: Ci ludzie są pionkami w politycznej grze

Ks. Wojciech Lemański razem z ewangelickim pastorem przywieźli wodę i prowiant dla koczujących przy polsko-białoruskiej granicy. Nie zostali jednak do nich dopuszczeni. - Usłyszeliśmy tylko "nie, bo nie". To przykre. Chcieliśmy pokazać, że Kościół nie odwrócił się od tych ludzi plecami - powiedział ks. Lemański.

- Chcieliśmy pokazać, że nasze wspólnoty religijne dostrzegają ten problem, że Kościół się od tych ludzi nie odwrócił plecami - mówił ks. Lemański, który przyjechał z darami na granicę polsko-białoruską.

Duchowny nie został jednak dopuszczony do koczujących przy granicy. - Usłyszeliśmy odpowiedź "nie, bo nie". To przykre - powiedział.

Dodał, że razem z pastorem ewangelickim Michałem Jabłońskim z parafii ewangelicko-reformowanej w Warszawie przywieźli wodę i prowiant oraz najpotrzebniejsze lekarstwa, przygotowane i opisane w uzgodnieniu z lekarką, z którą współpracuje fundacja Ocalenie. - Chcieliśmy im dać taką najprostszą pomoc, poruszyły nas zdjęcia, na których widać kobiety czerpiące wodę ze strumienia, w czasie kiedy strażnicy piją wodę z butelek - dodał.

Reklama

"Ci ludzie są zakładnikami"

Ks. Lemański stwierdził też, ze "rządzący w naszym państwie traktują tych ludzi jako jakieś pionki w swojej grze".

- Te osoby są zakładnikami takiej postawy polskiego rządu "nie, bo nie. My się nie zgadzamy i Unia Europejska jest po naszej stronie". A dobrze wiemy, że tak nie jest, bo UE wzywa do poszanowania ich godności  - mówił Lemański.

CZYTAJ: Bill Clinton jest ciężko chory? Zdjęcia prezydenta poruszyły świat

- Ci ludzie są pozbawieni praw, bo są za jakąś umowną linią. Liczę na to, że w ciągu najbliższych godzin albo dni ta sytuacja się rozwiąże. Nie chciałbym, żeby się rozwiązała w sposób tragiczny, bo wiemy, że jedna kobieta jest w stanie ciężkim - przyznał.

- Tam nie było pola do negocjacji. Ja myślę, że to nawet nie jest rozkaz. To jest jakieś polecenie (...), tam nie ma osoby, która przyznałaby się do wydania tej decyzji - powiedział potem ks. Lemański. 

Według niego, to jednak decyzja, która "może zmienić się w ciągu najbliższych godzin". Mówił też, że po postanowieniu ETPC "ktoś musi podjąć decyzję, że nie będziemy tego kontynuować, tylko trzeba to szybko, sprawnie rozwiązać" - dodał duchowny. Sytuację w Usnarzu Górnym nazwał "humanitarnym skandalem".

Migranci na granicy

Na wysokości wsi Usnarz Górny po białoruskiej stronie granicy z Polską od kilkunastu dni koczuje grupa obcokrajowców. Według danych SG jest to 24, może więcej osób, według organizacji pozarządowych - 32 osoby.

Media, wolontariusze organizacji pozarządowych i inne osoby są w odległości kilkuset metrów od granicy; teren wciąż zabezpiecza policja, której funkcjonariusze stoją na granicy działki. Dodatkowo przed samym miejscem, gdzie są koczujący, ustawiona jest też szczelnie kolumna samochodów - wojskowa ciężarówka i auta terenowe SG.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne