Reklama

Reklama

Krzysztof Szczerski: Sytuacja na Białorusi ewoluuje w negatywnym kierunku

"Sytuacja na Białorusi ewoluuje w negatywnym kierunku. Apeluję do polskich polityków i publicystów, aby ważyli słowa, jeśli mówią o sytuacji na Białorusi. To nie jest czas dla amatorów geopolityki, to czas dla ludzi odpowiedzialnych" - oświadczył szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski.

Prezydencki minister podczas rozmowy w Programie Pierwszym Polskiego Radia był pytany w piątek (28 sierpnia) o ocenę sytuacji na Białorusi oraz ostatnie wypowiedzi prezydenta tego kraju Alaksandra Łukaszenki, który mówił m.in. że przeciwko Białorusi toczy się dyplomatyczna wojna na najwyższym szczeblu, a w Polsce pojawiły się oświadczenia o tym, że jeśli Białoruś się rozpadnie, to Polsce przypadnie obwód grodzieński.

Reklama

"Te wypowiedzi są nie do zaakceptowania. (...) Zaraz po pierwszych sygnałach tego typu wydaliśmy oficjalne oświadczenie o tym, że nikt takich zamiarów w Polsce nie ma i że jest to po prostu propaganda, która nie ma żadnych podstaw i która nie powinna mieć miejsca" - powiedział Krzysztof Szczerski. Dodał, że dobrze się stało, iż w czwartek te słowa zostały powtórzone ambasadorowi Białorusi, który został wezwany do MSZ. "Trzeba te słowa powtarzać, żeby one w żadnym miejscu się nie utrwaliły, bo rzeczywiście nie mają żadnych podstaw w prawdzie" - mówił.

"Sytuacja ewoluuje w negatywnym kierunku"

Szczerski ocenił też, że sytuacja na Białorusi ewoluuje w negatywnym kierunku, wskazując, że Łukaszenka utwardza swoje stanowisko w oparciu o możliwość rosyjskiej interwencji i wyraźnie próbuje odciąć Białoruś od Zachodu, czyli od Polski. "To jest rzecz bardzo niedobra, bo jak wiemy, przede wszystkim na Białorusi mamy Polaków i Polacy na Białorusi muszą się czuć bezpiecznie w tym kraju. To jest nasze podstawowe zadanie" - mówił.

"To będzie zadanie numer jeden. Tego pan prezydent oczekuje także od polskiej dyplomacji tam na miejscu. Przede wszystkim dzisiaj musimy zadbać o to, żeby Polacy na Białorusi nie stali się ofiarami nowego, wewnętrznego konfliktu w tym kraju. Szczególnie nowej politycznej linii prezydenta Łukaszenki, czyli tej, w której on będzie odcinał Białoruś ponownie od Zachodu i oskarżał m.in. takie kraje, jak Polska o próby zmian politycznych. To jest nieprawda, my od samego początku mówiliśmy o tym, że to Białorusini muszą zdecydować o tym, w jaki sposób będzie wyglądało ich własne państwo. My tylko chcemy, żeby tam funkcjonowały standardy, które są znane z cywilizowanych krajów europejskich" - podkreślił Szczerski.

Apel do polskich polityków i publicystów

Prezydencki minister zwrócił się jednocześnie do polskich polityków i publicystów. "Apeluję do wszystkich polskich polityków i publicystów, żeby w tych dniach bardzo ważyli swoje słowa, jeśli wypowiadają je wyłącznie z własnej inspiracji, a nie zewnętrznej. Dlatego, że rzeczywiście dzisiaj każde słowo, które pada w Polsce, w tej niezwykle gęstej atmosferze, jaką mamy za wschodnią granicą, może być wykorzystywane przeciwko Polsce, przeciwko także Polakom tam mieszkającym" - zaapelował.

"Bardzo apeluję do wszystkich polskich polityków i publicystów, żeby naprawdę ważyli słowa, jeśli mówią je we własnym imieniu, a nie w cudzym, żeby były to słowa, które mają nam pomóc jako Polsce i Polakom na Białorusi, a nie zaszkodzić. Naprawdę to jest niezwykle ważne, żeby pamiętać i rozumieć, co się mówi. To nie jest czas dla amatorów. To, co się dzieje dzisiaj za wschodnią granicą, to jest czas dla ludzi profesjonalnych i odpowiedzialnych, a nie dla amatorów geopolityki czy amatorów polityki, czy czegokolwiek innego" - podkreślił Szczerski.

Masowe protesty na Białorusi

Protesty na Białorusi trwają od wyborów prezydenckich 9 sierpnia, w których według oficjalnych danych ubiegający się o reelekcję Alaksandr Łukaszenka miał zdobyć 80,1 proc., a kandydatka opozycji Swiatłana Cichanouska - 10,1 proc. głosów. Wielu Białorusinów uważa, że wyniki zostały sfałszowane. 

Podczas protestów powyborczych w kraju co najmniej trzy osoby zginęły, a 200 zostało rannych. W ubiegłym tygodniu zatrzymano blisko siedem tys. osób. Wiele brutalnie pobito. Jest kilkudziesięciu zaginionych.

Nadzwyczajny szczyt UE

W związku z sytuacją w Mińsku odbył się m.in. nadzwyczajny szczyt UE w formie wideokonferencji, w trakcie którego unijni liderzy zatwierdzili indywidualne sankcje wobec osób, które przyczyniały się do fałszowania wyborów lub brutalnego pacyfikowania pokojowo protestujących. Obecnie w Brukseli powstaje pełna lista osób, które zostaną objęte sankcjami. 

UE zatwierdziła także program wsparcia organizacji pozarządowych i wolnych mediów na Białorusi.

Szef polskiego rządu zapowiedział natomiast stworzenie specjalnego funduszu, którego celem miałoby być wsparcie osób represjonowanych na Białorusi lub ułatwienia przy wjeździe do Polski i dostępie do pracy, stypendia dla relegowanych, pomoc niezależnym mediom i polskim organizacjom pozarządowym wspierającym społeczeństwo obywatelskie na Białorusi. W środę sytuacja na Białorusi była tematem spotkania premiera z przedstawicielami ugrupowań parlamentarnych.

Mimo zapowiedzi, że jest w stanie zgodzić się na ponowne przeprowadzenie wyborów po zmianie konstytucji, prezydent Białorusi skupia się od końca zeszłego tygodnia na mobilizacji armii. Jego główna rywalka z minionych wyborach Swiatłana Cichanouska przebywa obecnie na Litwie, skąd apeluje o ponowne przeprowadzenie wyborów i wspiera protestujących w kraju

Rafał Białkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje