Reklama

Reklama

Krzysztof Szczerski o relacjach Pałac Prezydencki-PiS: Między nami dobrze jest

"Prezydent jest z Polakami i dotrzymuje swoich obietnic" – mówił Krzysztof Szczerski odnosząc się do tego, że w południe Andrzej Duda ogłosi swoje projekty ustaw o KRS i SN.

Robert Mazurek, RMF FM: Dzień dobry, państwa i moim gościem jest szef Gabinetu Prezydenta RP Krzysztof Szczerski.

Reklama

Krzysztof Szczerski: - Dzień dobry panie redaktorze, dzień dobry państwu.

Panie ministrze, czy prezydent jest jeszcze z nami - pyta na okładce tygodnika "Sieci" Jarosław Kaczyński.

- Prezydent jest przede wszystkim z Polakami i dotrzymuje obietnicy. Dzisiaj ogłosi - po dwóch miesiącach prac - swoje projekty ustaw o SN i KRS i tym samym wypełni swoje zobowiązania, które podjął wetując poprzednie złe ustawy.

To skąd wątpliwości obozu PiS, czy prezydent ich jeszcze wspiera?

- To jest tak, że prezydent w tym przypadku przede wszystkim ma rolę autonomiczną. On jest autorem tych ustaw i pewnie część także postulatów, czy uwag, które zgłosiło PiS, będzie w tych ustawach uwzględniona, a część zapewne nie, jak w każdej innej partii. Oczywiście jest tak, że prezydentowi zależy, by jego projekty zostały uchwalone przez parlament, stąd spotkania z liderem dzisiejszej większość parlamentarnej. To się tak uciera, polityka polega na ucieraniu się racji.

Pan mówi o ustawach, że część jest zgodna z pomysłami PiS, część nie. Tygodnik "Sieci Prawdy" w bardzo ważnym tekście politycznym pisze wprost: PiS nie zaakceptuje reformy sądownictwa w kształcie, który wyłania się z obecnych propozycji prezydenta, warunek jest jeden - muszą powstać nowe ustawy, inaczej napisane. Czyli co - czyli klęska?

- To jest, jak rozumiem, artykuł mówiący tylko o jednym z możliwych scenariuszy, tym najbardziej radykalnym, jeśli PiS...

Zdaje się, że tym najbardziej prawdopodobnym...

- No nie, bo jeśli jakikolwiek porządek instytucjonalny jeszcze w Polsce funkcjonuje, to dopiero po przedstawieniu projektów ustaw prezydenta PiS ustami właściwych mu władz czy reprezentantów określi swój stosunek do tych projektów. Trudno, żebyśmy brali za oświadczenie oficjalne artykuł z gazety.

Myślę, że akurat ten artykuł najbardziej wiarygodnie referuje to stanowisko, dlatego że referuje je wprost, a nie za pomocą bardzo dyplomatycznych zdań polityków PiS. 

- Tylko że to jest pewien strumień świadomości, jak rozumiem, dziennikarsko - partyjny, który w tym tekście jest ukazany. Natomiast wiem dobrze, bo przecież nie od dzisiaj pracujemy w pewnej grupie osób, że akurat pan prezes Kaczyński kieruje się zmysłem państwowym, i zmysł państwowy, logika państwowa, jest zupełnie inna, niż takie strumienie świadomości partyjnej.

Ale to wygląda bardzo wyraźnie, że to jest tak naprawdę koniec jednolitego obozu "dobrej zmiany".

- Ależ skąd. Nie wiem, skąd taka postawa, ja mogę powiedzieć: między nami dobrze jest, bo punkt wyjścia jest ten sam. Jeśli w momencie analizy czy diagnozy sytuacji ona jest identyczna - czyli potrzeba reformy sądownictwa - to potem jest kwestia dyskusji o środkach, a nie ma tutaj zasadniczej rozbieżności, by mówić, że nie ma tutaj płaszczyzny wspólnej. 

To jednak nieprawdopodobny zawód być politykiem - wszystko się wali na łeb, spadają cegły, a pan mówi: między nami dobrze jest. A mógł być pan historykiem, na przykład sztuki, tak jak pański brat.

- To są dwa zupełnie inne zawody - historycy mówią o rzeczach dokonanych, a politycy czynią, wykonują...

Ale pan mi z kamienną twarzą opowiada, że "między nami dobrze jest". I nasi słuchacze mają w to uwierzyć?

- Dlatego że trwają rozmowy, regularne spotkania i nawet jeśli są rozbieżne postulaty w niektórych obszarach, to rozmowy trwają i jest szansa na to, by przeprowadzić tę reformę. Jeśli oczywiście po żadnej ze stron nie dojdzie do żadnych ekstremalnych reakcji, to wszystko da się do koryta, ta rzeka da się sprowadzić do tego samego biegu. 

W piątek pan prof. Królikowski, były minister, mówił w tym studiu, że tak naprawdę atak prokuratury na niego - tak on to odbiera - to cytuję: Nie chodzi o mnie, jestem tylko pionkiem, a celem tego całego zabiegu jest pan prezydent. Czy pan prezydent czuje się zaatakowany przez prokuratora generalnego?

- Przede wszystkim powiedzmy jasno, że pan prof. Królikowski w żadnym stopniu nigdy nie był pracownikiem ani formalnym doradcą prezydenta.

I nigdy nie mówił, że jest.

- Nie mówię tego jako zarzutu do pana Królikowskiego, tylko czasami bardzo szybko niektórzy dziennikarze sklejali pana Królikowskiego z prezydentem w sposób bezpośredni. Nie ma takiego bezpośredniego związku. 

Czyli odcina się pan od prof. Królikowskiego.

- Nie, mówię tylko jaki jest stan rzeczy, bo trzeba powiedzieć o faktach. Natomiast jeśli sprawa pana Królikowskiego jest poważna, to w takim razie dlaczego służby za to odpowiedzialne i prokuratura, która tę sprawę ujawniła do mediów, nie przedstawiła tej sprawy prezydentowi? Albo jeśli sprawa nie jest istotna, to dlaczego niektóre media - i to z bardzo różnych do tej pory biegunów - tak bardzo łatwo tą sprawę podjęły i próbowały z tego zrobić weekendowo-poniedziałkową sensację w dniu, kiedy będzie wiele innych ważniejszych rzeczy w Polsce się działo.

W tajemniczy sposób kwity dotyczące sprawy prof. Królikowskiego, prowadzonego przez niego klienta właściwie, wyciekają i mają się ukazać w poniedziałek, czyli dzisiaj, w dniu, w którym prezydent przedstawia swoje ustawy. Ta zbieżność jest, no powiedziałbym, cokolwiek zastanawiająca.

- Każdy ma swoich przełożonych. Pan prezydent, ani ja, nie jesteśmy przełożonymi ani mediów, które w ten sposób pokazały, ani prokuratury, ani ministra sprawiedliwości. Każdy ma swoich przełożonych.

Ale pana zastanawia to po prostu, tak? Dlaczego tak się dzieje.

- Ja bym chciał otrzymać odpowiedzi od przełożonych osób, które są za tę sprawę odpowiedzialne, czy uważają, że taki sposób załatwiania tej sprawy służy "dobrej zmianie".

Czyli pana zdaniem to naprawdę prokuratura powinna się teraz tłumaczyć.

- Jak powiedziałem, jeśli to jest sprawa poważna, to dlaczego...

Prokurator Święczkowski już mówił, że przecież to nie ma nic wspólnego z polityką i że w ogóle nie chodzi tutaj o pana prezydenta.

- Czyli tym samym prokuratura działa profesjonalnie poza faktem, że ma przecieki. Natomiast w takim razie to pytanie jest bardziej do mediów także tych, które są mediami publicznymi, dlaczego w takim razie sklejały tę sprawę z panem prezydentem, skoro sama prokuratura mówi, że nie ma to nic wspólnego z tym.

A proszę mi powiedzieć, czy nie zastanawia pana, dlaczego dopiero teraz - i to z gazety - dowiadujecie się, że pracujący w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego pułkownik Czesław Juźwik był współpracownikiem wojskowych służb specjalnych za PRL?

- Nie, WSW.

WSW, no to służby specjalne.

- I znowu jest pytanie oczywiście o to, jeśli to sprawa poważna, to dlaczego mimo próśb szefa BBN, takiej informacji mu nie przekazano w trybie służbowym. Albo jeśli ta sprawa jest niepoważna, to dlaczego niektóre media robią z tego sensację, mimo że pan pułkownik Juźwik jest...

Nie, nie. Ale zaraz. Media sobie mogą robić, co chcą, umówmy się.

- Są tylko dwie możliwości - i w jednej, i w drugiej sprawie, tak? Albo rzecz jest poważna - w takim razie dlaczego prezydent ani szef BBN o tym nie został poinformowany przed mediami, dowiaduje się tego z mediów. A jeśli jest niepoważna, dlaczego media sklejają te rzeczy z prezydentem? 

I rozumiem, że nieuprawnione byłoby pytanie, czy nie jest to dalszy ciąg konfliktu prezydenta z ministrem Antonim Macierewiczem?

- Nie, bo to nie minister Macierewicz publikuje to w mediach, więc tym samym to nie jest ta sprawa. To jest sprawa - jak powiedziałem - do przełożonych...

Faktycznie, pod artykułem nie był podpisany Antoni Macierewicz.

- Dlatego to jest pytanie raczej do przełożonych tych, którzy za tego typu albo przecieki albo publikacje albo próby działania odpowiadają. Każdy ma swoich przełożonych. Musimy wrócić do pewnego porządku instytucjonalnego.

A czytał pan artykuł, w którym jednym z argumentów na rzecz tego że, prezydent powinien ustąpić Antoniemu Macierewiczowi, jest to, że pan Antoni Macierewicz jest starszy, więc prezydent z grzeczności powinien mu ustąpić w tym konflikcie.

- Jest, jak powiedziałem, porządek państwowy, jest porządek emocjonalny. Pan prezydent funkcjonuje w porządku państwowym i wszystko to, co robi, robi w logice państwa. W logice państwa, jako zwierzchnik sił zbrojnych, ma swoje kompetencje i je egzekwuje.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy