Reklama

Reklama

Kosicki oskarża prezydenta Białegostoku. "Można było tego uniknąć"

W środę złożę zawiadomienie do prokuratury ws. niedopełnienia obowiązków przez prezydenta Białegostoku Tadeusza Truskolaskiego - zapowiedział marszałek województwa podlaskiego Artur Kosicki. Jego zdaniem można było uniknąć sytuacji, do której doszło podczas Marszu Równości.

"Jutro zostanie przeze mnie złożone zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na niedopełnieniu obowiązków (przez prezydenta Białegostoku - PAP)" - poinformował Kosicki we wtorek na antenie Telewizji Republika. Dodał, że jego zdaniem informacje dotyczące organizacji Marszu Równości wskazywały na to, że "w tej sytuacji faktycznej i prawnej w Białymstoku będzie niebezpiecznie". "Można było tego wszystkiego - w mojej ocenie - uniknąć" - podkreślił Kosicki.

Reklama

Pytany, co trzeba było zrobić, Kosicki odparł, że można było, albo zakazać Marszu Równości, albo zakazać wszystkich marszów, które miały się tego dnia odbyć, "jeżeli którekolwiek mogły być w stosunku do siebie niebezpieczne".

O zamiarze złożenia zawiadomienia marszałek woj. podlaskiego poinformował na poniedziałkowej konferencji prasowej. "Będę zgłaszał do prokuratury w Białymstoku zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na niedopełnieniu obowiązków. To niedopełnienie polega na tym, że pan prezydent nie wydał decyzji o zakazie marszów, a mógł je, w mojej ocenie, wydać" - mówił wówczas Kosicki.

Truskolaski: Politycy PiS wśród blokujących marsz

Prezydent miasta Tadeusz Truskolaski zapowiedział z kolei złożenie zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez przedstawicieli PiS w organach władzy samorządowej podczas Marszu Równości w Białymstoku. W jego ocenie materiały jednoznacznie pokazują czynny udział w ustawianiu blokad przeciw marszowi przez marszałka województwa Artura Kosickiego, radnego klubu PiS w sejmiku Sebastiana Łukaszewicza, a także p.o. dyrektora gabinetu marszałka Roberta Jabłońskiego oraz radnego miejskiego Henryka Dębowskiego.

Pierwszy Marsz Równości przeszedł ulicami Białegostoku w sobotę po południu pod hasłem "Białystok domem dla wszystkich". Przejście uczestników marszu kilkakrotnie próbowali zablokować kontrmanifestanci, w tym przedstawiciele środowisk kibicowskich. W stronę uczestników rzucano kamieniami, petardami, jajkami i butelkami, wykrzykiwano też obraźliwe słowa. Podlaska policja ustaliła do tej pory tożsamość ponad 60 osób podejrzewanych o popełnienie czynów zabronionych podczas marszu, w tym o pobicia.

Zachowania chuligańskie, do jakich doszło podczas marszu, potępiła m.in. szefowa MSWiA Elżbieta Witek, wiceszef tego resortu Jarosław Zieliński, Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar i b. premier Donald Tusk. Potępiające stanowisko opublikował KEP, a także metropolita białostocki abp Tadeusz Wojda.

Środowiska lewicowe zapowiedziały organizację w przyszły weekend manifestacji przeciwko przemocy, która odbędzie się w Białymstoku. Z białostockim Marszem Równości solidaryzują się też inne miasta jak Warszawa i Wrocław, gdzie w sobotę mają się odbyć demonstracje.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne