Reklama

Reklama

Kopalnia Wujek: Ciała ofiar wypadku na powierzchni

Po trwającej ponad dwa miesiące akcji ratownicy wydobyli na powierzchnię ciała dwóch górników, którzy zginęli w wyniku silnego wstrząsu w kopalni Wujek. Informację o przetransportowaniu ciał przekazał PAP dyspozytor Wyższego Urzędu Górniczego (WUG).

Dwaj górnicy byli poszukiwani od 18 kwietnia, gdy w kopalni w tzw. ruchu Śląsk - części kopalni Wujek, znajdującej się w Rudzie Śląskiej - doszło do silnego wstrząsu na głębokości ok. 1050 m. Z zagrożonego rejonu wycofano wówczas pracowników; dwóch przebywających w zagrożonym rejonie nie zgłosiło się.

Reklama

Ciała obu mężczyzn ratownicy odnaleźli 15 czerwca. Ratownicy dotarli do nich specjalnie wydrążonym w tym celu chodnikiem ratowniczym, który połączono z dowierzchnią centralną (rodzaj wyrobiska), następnie doszli do tamy, przy której leżały ciała. Ich transport do bazy ratowników rozpoczęto w poniedziałek po godz. 17. Wieczorem ofiary wypadku były na powierzchni.

Jak zaznaczył rzecznik Katowickiego Holdingu Węglowego Jaros, wydobycie ciał górników nie oznacza końca akcji. Trzeba będzie wycofać jeszcze sprzęt oraz otamować rejon wypadku.

Po wypadku ratownicy zmierzający po zaginionych początkowo przebijali się ręcznie przez rumowisko skalne i zniszczone części maszyn. Posuwali się bardzo wolno, zapadła więc decyzja o drążeniu kombajnem chodnikowym nowego chodnika ratowniczego w kierunku ściany wydobywczej "7", jak również o wykonaniu pionowego odwiertu z powierzchni, aby szybciej sprawdzić niedostępny rejon.

Odwiert był gotowy 5 maja, po 12 dniach prac. Drążony na granicy Katowic i Rudy Śląskiej otwór trafił w zaplanowane wcześniej miejsce ponad kilometr pod ziemią. Opuszczona kamera pokazała, że pod obudowami jest pusta przestrzeń, osuwisko, trochę zniszczeń, nie pokazała jednak ludzi. Przez odwiert opuszczono też sprzęt łącznościowy i płyny. Próby nawiązania komunikacji z górnikami nie przyniosły rezultatu.

Dodatkowo analizy powietrza pobieranego w obserwowanym poprzez odwiert rejonie wskazywały, że jego skład nie jest korzystny dla przebywania ludzi. Stwierdzono zmniejszoną zawartość tlenu i zwiększone, zmienne stężenie metanu, od początku pomiarów powyżej granicy wybuchowości. W związku z brakiem jakiegokolwiek sygnału 13 maja ratownicy zakończyli nasłuch i wycofali sprzęt z odwiertu na powierzchnię. Cały czas kontynuowano drążenie kombajnem chodnika ratunkowego, który ostatecznie umożliwił dotarcie do częściowo drożnych wyrobisk w rejonie ściany wydobywczej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy